Mietek Kowalcze: Czytane dla fabuły (40), czyli kosmiczny optymizm
Tuż po lądowaniu załogi Artemis II, na fali przyglądania się temu, co w materii badań kosmicznych się dzieje, sięgnijmy po fabułę, która tego tematu dotyczy. Fabułę gatunkową. I wybór jest prosty. Tym bardziej, że autor, Andy Weir, jedną ze swoich książek zatytułował właśnie „Artemis”. Nie o niej jednak, a o innej powieści, czyli o „Projekcie Hail Mary”. Naturalnie, przy okazji, kilka spostrzeżeń o jej realizacji filmowej.
Zasadnicza myśl wprowadzająca w rekomendację tej fabuły brzmi: literatura, a szerzej jeszcze popkultura (w tym udana adaptacja) reagują na nasze bieżące niepokoje. W tym przypadku na lęki związane z klimatem. Konkretnie – Słońce bardzo szybko traci swoją życiodajną energię kierowaną do Ziemi. Bez rychłej ingerencji czeka nas unicestwienie. Zamarznięcie.
Czy będziemy umieli się uratować? Technologie mogłyby pomóc, jednak są w takim stopniu rozproszone w różnych częściach, mocno konkurującego świata, że to raczej utopia niż realne rozwiązanie. Jedno jest więc wyjście – współpraca. Ścisła i bez ideologicznych, naukowych czy politycznych sporów. Czy do niej dochodzi? Lektura wyjaśni.
No dobrze, ale czemu Słońce gaśnie? Oto pomiędzy Słońcem a Wenus pojawiły się niespodziewanie „czarne kropki”, kosmiczne mikroby, elegancko nazwane przez Weira astrofagami. To one w błyskawicznym tempie pochłaniają energię słoneczną, więc do naszej planety dociera jej coraz mniej. To, jakie mają właściwości, jak je dla ludzkości i innych istot w kosmosie wykorzystać, wreszcie, jak ograniczyć ich wpływ na naszą przyszłość, jest przedmiotem fabuły. Zajmującej, pełnej napięć i dramatycznych zwrotów. Z oczekiwaniem na nieoczywisty finał. Ba, z udziałem istoty spoza naszego Układu (układu). Główny bohater książki, rozbudowany o aktorski kunszt Ryana Goslinga w niezłym filmie, przekonuje nas, że bez dociekliwości, starań i poświęcenia zmierzamy do… Tak tak. Do końca. I tylko mądra, bezwarunkowa współpraca daje szansę. Czas wygody i stabilizacji bowiem się kończy. Nie da się już odrzucać danych, lekceważyć ich, a tych, którzy je przekładają na praktykę nieelegancko nazywać. W czym Andy Weir upatruje tytułowego optymizmu? No cóż, czas sięgnąć po książkę. A uzupełnić adaptacją filmową.
Andy Weir, Projekt Hail Mary. Tłum. Radosław Madejski. Wydawnictwo Akurat, Warszawa 2023.
PS Niebawem o nowej książce Agaty Kunderman. Na początku czerwca jej „Twierdza”.
Mietek Kowalcze







