Artur Chabrowski: O tym jak złodziej stał się bogaczem (opowiadanie) - cz. I

Autor: 
Artur Chabrowski

Pewnego razu, daleko za lasami i górami, za siedmioma rzekami żył sobie złodziej. Był to drobny złodziejaszek, który kradł tylko po to aby przeżyć. Nie wychodził zbyt często na rozbój, jak mu się udało okraść kogoś bogatego to wtedy nie musiał tego robić przez bardzo długi czas. Tak się stało, że kończyły się mu pieniądze i chcąc nie chcąc musiał iść na szabry. Przyczaił się w krzakach przy drodze, którą często uczęszczali bogaci w swoich karawanach. Czekał i czekał, aż w końcu się doczekał. Drogą jechała naprawdę bogata karawana. Jej malowane i pozłacane części wskazywały bogatych właścicieli ziemskich. Karawana jechała powoli, gdyż bogaczom się nie spieszyło. Dzięki czemu złodziej mógł wyskoczyć nagle i zatrzymać konie. Pierwsze co zrobił to odciął konie od karawany i pozwolił im swobodnie odbiec. Dlatego, że były tresowane, konie odbiegły tylko trochę od karawany. Na czujce, czyli siedzeniu, siedział woźnica. Człowiek ten chciał zapobiec kradzieży i już gdy wyjmował kuszę, złodziej wyjął szybko łuk i wymierzył pierwszy. Woźnica odrzucił kuszę i zdał sobie sprawę, że tym razem nie upilnuje bogatej córki właścicielki ziemskiej.
– Może jakoś się dogadamy? – spytał się woźnica.
– To będzie zależeć od Twojej pani. – Powiedział złodziej i otworzył drzwiczki do karawany. W środku siedziała piękna dziewczyna. Złodziej sam był przystojny, mimo tego że kradł. Coś między nimi zaiskrzyło. Można powiedzieć, że przez moment można było ciąć mieczem uczucie, które powstało między nimi.
– Witam Panią. Nazywam się Argulii. Proszę nie utrudniać tylko. Za chwilę Cię obszukam i wezmę to co będę chciał. – powiedział złodziej i już chciał ją obszukiwać, gdy bogata ziemianka zagadnęła do niego.
– Skoro już się przedstawiamy, to może najpierw ja się przedstawię mości złodzieju. Jestem Katinka. Wyglądasz naprawdę przystojnie. Może bym Cię zabrała ze sobą?
– Oj nie… – przestraszył się złodziej. – Na pewno byś mnie źle potraktowała. Oddaj trzy cenne rzeczy dla ciebie, to zniknę. – powiedział złodziej, chociaż tym razem coś go tknęło, że może rzeczywiście miałby lepiej i że szlachcianka nie jest taka zła jak inni szlachcice.
– Przy sobie mam tylko trzy cenne dla mnie rzeczy. Skoro mam Ci je oddać, proszę byś wziął tylko jedną. Wisiorek mojej mamy. Dwie pozostałe są dla mnie zbyt cenne, żebym mogła je stracić.
Złodziej zaczął się zastanawiać. Co takiego cennego wiezie szlachcianka. Spytał się jej, bo kto pyta nie błądzi.
– A cóż cennego masz Katinko? Oprócz tego wisiorka?
– Mój pamiętnik i lekarstwo dla mamy, bardzo cenne na rynku. Zapłaciłam za nie groma pieniędzy, lecz życie mej matki jest cenniejsze od pieniędzy.
– Dobrze więc… – odparł zastanawiając się złodziej. – Wezmę od Ciebie tylko dwie rzeczy. Twój pamiętnik i wisiorek. Z chęcią Cię bliżej poznam. Może się już nie spotkamy, ale będę miał pamiętnik – coś co będzie mi Ciebie przypominało.
– Ja też chciałabym, byś mi coś zostawił. Naprawdę się mi podobasz.
Złodziej pomyślał chwilkę po czym podarował jej piórko ze swojego kapelusza.
– Proszę, o Pani. To dla mnie, to piórko wiele znaczy. Dostałem je od mojej pierwszej miłości.
– Dziękuję Ci o złodzieju. Arguli to twe miano? Zapamiętam je i gdy będą chcieli Cię złapać, powiem im, żeby Cię nie zabijali i przyprowadzili do mojej matki i do mnie. A teraz idź uciekaj. Woźnica szuka kuszy, którą odrzucił.
Ostrzeżony złodziej, zdziwił się, że Katinka go ostrzegła, lecz dzięki temu prędko wrócił do lasu. I tyle go woźnica widział.
– O pani. Powiedz mi czemu go ostrzegłaś?
– To moja sprawa. Jedź do majątku.
– Dobrze, o pani.
I tak się stało, że złodziej ukradł pamiętnik i wisiorek, a lekarstwo zostawił dla jej matki, chociaż pewnie na czarnym rynku byłby bardziej wart, niż pozostałe dwie rzeczy, które miał przy sobie. Udał się do swojego schronienia i zasnął.
Następnego dnia, gdy słońce już stało na niebie godzinę po świtaniu, złodziej zaczął czytać pamiętnik szlachcianki i otworzył pamiętnik na losowej stronie:
Wpis 17
Drogi pamiętniczku. Od dawna moja matka planuje mnie wydać za jakiegoś bogacza. Ja zaś odrzucam wszystkie amory, gdyż wierzę w miłość. Ufam Bogom, że kiedyś mnie wysłuchają i sprowadzą do mnie kogoś, w kim się zakocham ze wzajemnością…

Złodziej więcej nie musiał czytać. Wiedział, że między nią, a nim coś zaiskrzyło, może nawet więcej. Atmosferę między nimi można byłoby ciąć nożem, taka była to gęsta miłość. Postanowił, że nie sprzeda wisiorka. Zareaguje w inny sposób.
Gdy słońce stało już wysoko na niebie Arguli doszedł do najbliższego miasta. Poszedł do pasera. Paser to taki ktoś, kto skupuje ukradzione rzeczy, lecz zamiast sprzedać wisiorek, spytał się go, do której właścicielki ziemskiej on należy.
– Dziwię się, że nie chcesz sprzedać tego wisiorka. Jest naprawdę wiele wart. Te zdobienia i kamienie szlachetne…
– Przestań, bo mnie skusisz. Po prostu powiedz do kogo on należy.
– Już nie mówisz „należał”? Eh, co ty kombinujesz?
– Nie twoja sprawa. Po prostu powiedz.
– Symbol na wisiorku… O Bogowie.
– Aż tak źle?
– Na bogato! Ten wisiorek należy do samej podczaszy cesarskiej. Kobieta ta ma bardzo dużo wpływów, dzięki temu, że służy w cesarskim mieście samemu cesarzowi! W coś ty się wplątał Argu?
– No cóż. Trzeba będzie się im oddać.
– Co?! Zwariowałeś?
– Kiedyś trzeba skończyć ze złodziejskim stanem.
– Co ty kombinujesz…
– Nie pytaj. Jednakże możesz mi pomóc. Dzięki temu będziemy o wiele bardziej bogaci, niż gdybyśmy dalej kradli.
– Co mógłbym dla Ciebie zrobić?
– Daj mi kilka drobnych srebrnych monet na różę.
– Różę?! Co ty kombinujesz?
– Dowiesz się w swoim czasie.
Arguli dostał kilka srebrników i udał się do kwiaciarni. Tam kupił czerwoną różę i poszedł w kierunku strażnicy. Początkowo strażnik, trochę stary, trochę przymulony spytał się złodzieja:
– Ładny mamy dzionek, nieprawdaż?
– Ekhm… Wydaje mi się, że kogoś złapałeś. – odparł śmiejąc się w duchu złodziej.
– Ja złapałem? Kogóż to?
– Zobacz na tablicę zleceń.
– O Bogowie! Ciemny Błękit! I w dodatku sam się oddał w moje ręce! Niebywałe. Odwróć się, muszę cię związać.
– Myślę, że to nie będzie konieczne. Sam przecież się poddałem w Twoje ręce.
– Hmm… no dobrze. Zobaczmy w twoją kartotekę. O Bogowie! Okradłeś córkę podczaszej! I sam się do mnie zgłaszasz? O! Jest wpis. Zaprowadzić do podczaszej, koniecznie bez krzywdzenia go, lecz można związać. No cóż, od związania cię, nie chroni ciebie ten wpis, lecz myślę, że jak tak szybko się zgłosiłeś, to raczej nie będziesz sprawiał kłopotów. A teraz pójdźmy, ojojo, do podczaszej.
Jak umyślił, tak zrobili.
Na początku strażnicy pałacu spytali się strażnika wieży:
– Z kim to tu przychodzisz?
– Z Ciemnym Błękitem!
– Coo? Jak zwykły strażnik wieży mógł złapać Ciemny Błękit?
– A tak to. Sam się zgłosił.
Zaskoczeni strażnicy pałacu, przepuścili ich, a jeden z nich zaprowadził Ciemnego Błękita razem ze starym strażnikiem do podczaszej. Obok niej siedziała piękna Katinka. Złodziej najpierw zwrócił się do dziewczyny, córki właścicielki ziemskiej.
– Witam o Pani. Proszę przyjąć tę wieczystą różę. Wierzę, że będzie ona dla Pani miła, tak jak jestem… zakochany.
Katinka nie pomyliła się co do złodzieja. Tak naprawdę między nimi zaiskrzyło coś więcej niż zwykłe zakochanie. Podczasza zdziwiła się. Co tu właściwie zaszło? Złodziej nie tylko został uratowany przez Katinkę, która nie chciała jego śmierci, ale również Arguli podał jej czerwoną różę, symbol miłości.
Podczasza zwróciła się w końcu do złodzieja.
– Arguli, prawda to?
– Prawda moja miła pani.
– Widzę, że masz ogładę. I czelność okradać bogaczy. Chociaż rozumiem to, czemu się zająłeś tak kapryśną sztuką, jaką jest złodziejstwo. Pewnie nic więcej nie umiesz…
– Przetestuj mnie o pani. Zrobię wszystko o co poprosisz.
– Najpierw oddaj mi wisiorek i pamiętnik. Chyba, że już go sprzedałeś, wtedy stracisz w moich oczach.
Złodziej oddał podczaszej wisiorek i pamiętnik Katinki, co bardzo przyskarbił do siebie właścicielkę ziemską. Ta zaś odparła:
– Dobrze więc… dostaniesz trzy zadania! Które udowodnią, czy jesteś godzien Katinki. Rozmawiałam z nią o Tobie. Opisała Cię w samych dobrych barwach. Dlatego najpierw udowodnisz, że jesteś w stanie być dla niej! W ciągu trzech dni, otrzymasz ode mnie kilka zadań. Zobaczymy czy się uporasz z nimi. Chcesz usłyszeć zadanie na dzisiaj?
– Dobrze. Niech tak będzie.
– Po pierwsze powinieneś oswoić konia, który należy do mnie. Dzięki temu zyskasz moje zaufanie, bo on nie jest skory do oswojenia ze złymi ludźmi.
– Dobrze. Zrobię to o co poprosiłaś. Niech Twój strażnik pałacu zaprowadzi mnie tam gdzie jest twój koń.
W ten sposób Arguli został zaprowadzony na łąki, gdzie pasł się czarny rumak. Koń go zobaczył. Początkowo zacharczał. Złodziej długo obywał się w złodziejskim zawodzie. Koń to wyczuł. Pierwsze co zrobił Arguli, to głęboko się ukłonił czarnemu koniu. Koń o dziwo też się ukłonił. Następną rzeczą jaką zrobił złodziej, to schylił się po jabłko koło pobliskiego kosza z jabłkami i rękę z jabłkiem umieścił w kierunku konia. Ten zaś powoli zaczął się przybliżać do Arguliego. To spowodowało, że koń zjadł jabłko z ręki złodzieja. Arguli pogłaskał konia, który dał swój łeb pod jego ramię w poszukiwaniu nowych jabłek. Złodziej dał mu kolejne i kolejne jabłko. Dzięki temu oswoił konia.
W tej chwili podeszła do niego Katinka z białym koniem. Poprosiła strażnika, by osiodłał oba.
– Przejedziemy się?
– O pani, nie wiem czy mogę.
– Oj przestań być, kimś kim nie jesteś. Jesteś tak naprawdę odważny. Nie chciałabym mieć męża, który boi się koni…
– Po prostu podchodzę do tego z umiarem. Nie jestem szlachcicem.
– Oj, tam. Sprawimy, że będziesz. Zaufaj mi i chodźmy się przejechać. – powiedziała z uśmiechem Katinka i skusiła złodzieja na lekką jazdę. Ten zaś sprawił jej tę przyjemność i jeździli na koniach dookoła ogrodzenia.
– Widzisz. Nic złego. – Odparła Katinka, schodząc przy wyjściu z konia razem z Argulim.
Tak długo jeździli w obrębie wielkiego pola przystosowanego do koni, że słońce miało się ku zachodowi. Aż zeszli z koni i udali się do swoich pokoi.
Następnego dnia Arguli poszedł do holu, gdzie siedziała na tronie podczasza. Ukłonił się nisko i czekał, aż się odezwie.
** c.d.n.

Wydania: