Felieton Jana Pokrywki – lipiec 2026

!jan-pokrywka.jpg

Medycyna oparta na faktach a ta na procedurach
Innymi słowy: jaka jest różnica medycyny opartej na faktach, a medycyny opartej na faktach wygodnych dla władzy. To istotna sprawa, dlatego trzeba oprzeć się na trzech wyznacznikach: celu, metodzie i zasobach.
Oficjalnie Evidence-Based Medicine (EBM) w założeniu oznacza podejmowanie decyzji medycznych na podstawie: prawdziwych badań naukowych, wiedzy i doświadczenia lekarza, oraz interesie pacjenta. Idea EBM nie polega na „wierze w autorytet”, tylko na ciągłym sprawdzaniu:
jak dobre są dowody, kto finansował badania, czy wyniki zostały powtórzone, jakie są skutki uboczne, i czy korzyści przewyższają ryzyko.
Natomiast określenie „medycyna oparta na faktach wygodnych dla władzy” nie jest formalnym terminem naukowym. To raczej krytyczne określenie używane na opis otaczającej nas rzeczywistości, którą nie wszyscy tak postrzegają, ale niekiedy bije ona po oczach. Można to też rozumieć, że wybierana jest tylko część danych, ignorując niewygodne wyniki dla celów politycznych lub dla interesu ekonomicznego.
Wpływa więc na instytucje przedstawiające naukę jako „zamkniętą dyskusję”, albo gdy decyzje administracyjne są mylone z samą nauką. W tym wypadku decyduje politykę zdrowotna – czyli interes rządu, priorytety budżetowe, propaganda i manipulacja, selektywne używanie danych, ukrywanie wątpliwości, wywieranie presji ideologicznej oraz przedstawianie hipotez jako pewników.
Tak było np. z covidem-19 i szczepionkami jako remedium na niego, co okazało się fikcją. Ale przecież nie tylko, bo leczenie w nieskończoność tzw. chorób przewlekłych także budzi wątpliwości: bo skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?
Dlatego EBM zakłada ochronę przed tym poprzez: publikacje recenzowane, meta-analizy, jawność metod, możliwość krytyki, replikację wyników oraz publiczne ujawnianie konfliktu interesów.
A zatem, aby osiągnąć cele medycyny opartej na faktach należy odpowiedzieć sobie na pytania:
jakiej jakości są dowody, czy dane są publiczne, czy istnieje niezależna krytyka i czy wnioski są oparte na danych. Bo zamiast tego mamy korupcję naukową i medialną.

„Pacjent wyleczony to klient stracony”
Hasło oznacza, że nie opłaca się specjalistom skutecznie wyleczyć pacjentów, bo właśnie stracą wtedy „klienta”, źródło dochodu. Rozpatrzmy to na kilku poziomach.
1/ Przemysł farmaceutyczny a specjalista
Poziom skuteczności i skutki uboczne leków, które się nam przepisuje nie zawsze przynoszą oczekiwane efekty, za to mają wiele szkodliwych skutków ubocznych. Za wytwarzanie leków odpowiada przemysł farmaceutyczny, a w rękach specjalistów są one tylko narzędziami do pracy.
2/ Efekty leczenia
Większość leków ma skutki uboczne, choć trzeba przyznać, że pomagają w pewnym stopniu opanować chorobę, a przynajmniej jej objawy, przez co część pacjentów nie wymaga częstych wizyt u specjalistów. Ma to znaczenie gdy mówimy o czasie oczekiwania na wizytę, choć, jak widać, nie jest to lek na cale zło. Ale wejdźmy głębiej.
Choroby przewlekłe to problem złożony. Np. cukrzyca typu 2, nadciśnienie, czy miażdżyca, mają wiele współzależnych przyczyn, zaś stworzenie jednego leku, na nie wszystkie jest niemożliwe.
Do tego dochodzą trudności w wykrywaniu i określanie przyczyn, bo takie np. jak ból, ciśnienie krwi, poziom glukozy są łatwe do zmierzenia, co oznacza, że skuteczność leków można szybko ocenić w badaniach klinicznych na podstawie stopnia ich złagodzenia. Ale już określenie dokładnej przyczyny choroby u konkretnej osoby jest znacznie trudniejsza.
3/ Styl życia
Wiele chorób przewlekłych nie może być „naprawionych” lekiem, bez zmiany dotychczasowego stylu życia. Np. jeśli ktoś stosuje leki przeciwcukrzycowe, a i tak sięga po słodycze, napoje słodzone, przetworzone produkty spożywcze, to farmakologia będzie o wiele mniej skuteczna sama w sobie.
4/ Profilaktyka – czyli przewidywanie skutków i zapobieganie im rożnymi metodami. Dotyczy to nie tylko zmiany stylu życia, odżywiania, pracy z energią, ale sięgnięcie po takie procedury jak okresowa kuracja bajkaliną, normobaria, itd. Nie wyklucza to badań profilaktycznych, gdyż wczesne wykrycie choroby pozwala ją skuteczniej opanować, co wiąże się z rzadszymi wizytami w gabinetach.
Ale zasada, że „pacjent wyleczony to klient stracony”, nie dotyczy to tylko służby zdrowia. Korzystając z różnych usług, możemy być „naciągani” przez specjalistów z różnych branż.
Tyle tylko, że tu nie idzie o życie.
I na zakończenie. Portal brytyjski „Daily Mail” zamieścił ciekawy tekst pt. „CIA spotkała się ze wściekłą reakcją po odtajnieniu po 60 latach ukrytego dokumentu zawierającego potencjalne lekarstwo na raka”.

Jak przejąć władzę?
Jeśli wszystkie konfederacje, a jest ich obecnie 4, utworzyłyby jedną listę, czyli jedną koalicję wyborczą, to przy aktualnym poparciu jakie obserwujemy w sondażach, otrzymałyby razem nie jedynie 81 miejsc poselskich, a około 130, mniej więcej tyle samo co PiS. Reszta mogłaby liczyć na mniej niż drugie tyle.
Gdyby do tego doszło, to w dużym uproszczeniu, każda z Konfederacji otrzymałaby po ok. 65 posłów, a nie po 40 jak przy dwóch listach, dlatego trzeba się mocno nad tym zastanowić i naciskać na władze wszystkich Konfederacji by powstała jedna lista wszystkich Konfederacji.
Niestety wynika to z systemu liczenia głosów metodą D'Hondta!
Tu sprawdza się stara maksyma, zgoda buduje, niezgoda rujnuje.
Właśnie dzięki podobnemu porozumieniu, pomimo znaczących różnic, AWS w przeszłości przejęła władzę, co było szokiem dla ugrupowań lewicowych, a także PiS jako Zjednoczona Prawica kilkanaście lat temu.
I tu jedna uwaga. Na sukces PiS-u największy wpływ miał internet, jako główne narzędzie propagandowe tworzące podglebie i zaplecze polityczne. Niestety, późniejszym błędem tej formacji było odcięcie się od „źródła” i zajęcie samym sobą. Jak to się skończyło – widzimy.

Woda Qlarivia z Rumunii
To kolejny suplement na drodze do długowieczności.
Qlarivia to lekka woda produkowana w Rumunii w procesie separacji izotopów z obniżoną zawartością deuteru od 18 do 25 ppm (DDW – Deuterium Depleted Water) i jest jednym z najbardziej znanych na świecie komercyjnych przykładów takiej wody. W porównaniu do standardowej wody kranowej (ok. 150 ppm) to redukcja o ponad 80%.
Deuter to stabilny izotop wodoru zwany ciężkim wodorem, tworzący tzw. ciężką wodę, a więc nie H2O lecz D2O, która jest silnie trująca. I na odwrót: im mniej deuteru tym woda lepsza dla zdrowia.
W onkologii badania nad wodą o tak niskim stężeniu deuteru (prowadzone intensywnie m.in. przez rumuńskich naukowców oraz węgierskiego biologa molekularnego dr. Gábora Somlyai) wskazują na kilka kluczowych mechanizmów działania:
Ponieważ komórki nowotworowe wykazują zapotrzebowanie na deuter wykorzystywany do szybkich podziałów, to nagły spadek jego stężenia może prowadzić do śmierci komórki nowotworowej, nie uszkadzając przy tym zdrowych tkanek.
Ponadto obniżenie poziomu deuteru może uwrażliwiać komórki nowotworowe na działanie cytostatyków, co pozwala na uzyskanie lepszych efektów przy standardowych dawkach leków. Pacjenci pijący wodę DDW podczas leczenia onkologicznego często zgłaszają lepszą tolerancję terapii i szybszą regenerację szpiku kostnego. Dodatkowo obniżenie poziomu deuteru hamuje formowanie się przerzutów. Krotko mówiąc hamuje rozwoju guza przez hamowanie podziału komórek nowotworowych, zmuszając je do wejścia w fazę spoczynkową.
Zaobserwowano także trwałą poprawę parametrów metabolicznych: w przypadku insulinooporności długotrwałe podawanie DDW prowadziło do istotnego obniżenia poziomu glukozy na czczo oraz hemoglobiny glikowanej, co zwiększa wrażliwość tkanek na insulinę.
Z innych zalet DDW wymienić należy:
- działanie odmładzające,
- zmniejszenie produkcji reaktywnych form tlenu (stres oksydacyjny),
- stabilizuje DNA,
- działanie przeciwlękowe i poprawa pamięć długotrwałą,
- przyspiesza detoksykację wątroby i nerek,
- zwiększa odporność na stres endogenny i stany zapalne (np. w modelach z ropnymi ranami).
Jednym z najważniejszych wniosków jest brak negatywnych skutków ubocznych przy długotrwałym spożyciu. Lekka woda jest bezpieczna, ponieważ nie wprowadza do organizmu obcej substancji, a jedynie modyfikuje proporcje naturalnie występujących izotopów.
Niestety, problemem są koszty. Jeden miesiąc używania tej nisko deuterowej wody jako profilaktyki długowieczności, zamyka się w kwocie około 1000 zł, w związku z tym taka 50-tygodniowa kuracja czyli około roczna, to kwota ok. 12 000 zł, co jednak nie jest kwotą nierealną do zastosowania nawet w naszym niezbyt bogatym społeczeństwie. Jednak z czasem, gdy produkcja wody tego typu upowszechni się, spadnie również cena.

Jan Pokrywka