Felieton Jana Pokrywki – sierpień 2026

!jan-pokrywka.jpg

Afera goni i przykrywa kolejną aferę
Po dwóch jak dotąd aferach kłodzkich, mamy kolejną po tym, jak Kanał Zero w rozmowie z dr. E Jędrzejewskim ujawnił całą patologię w Szpitalu Południowym w Warszawie. Przyznam, że nie jestem zaskoczony, bo też sytuacja ta nie jest sama w sobie wyjątkowa, a tylko wyjątkowo ujawniona. Bo tak na zdrowy rozum: jeżeli wydatki NFZ na lecznictwo w ponad 70% pochłaniają płace, to dla reszty, czyli na pacjentów, przypada ponad 2 razy mniej.
Nie jest to też sytuacja wyjątkowa, ot choćby ta, sprzed kilku zaledwie lat w Wałbrzychu: https://www.facebook.com/reel/1336308921368203
Okazuje się, że tzw. służba zdrowia to paśnik dla swoich. Podobnie jak wszystkie inne spółki skarbu państwa, samorządowe itp., tyle, że w przypadkach dotyczących spraw nie dotykających bezpośrednio ludzi, to jakoś można przykryć, lecz w przypadku zdrowia każdego może spotkać nieszczęście znaleźć się w szpitalu.
Zabawne jest to, że gdy ówże dr Kacprzyk zwrócił pół miliona szpitalowi, ten odesłał je mu z powrotem, bo ponoć nie ma takiej procedury. Ejże, nie ma? Ludzie nie płacą (oficjalnie), gdy np. nie mają ubezpieczenia? Jasne, że płacą.
Ale poważniejsze jest to, że afera ta pokazuje jak w soczewce upadek państwa, a nie tylko jednego z sektorów. Państwo bowiem, to przede wszystkim aparat mający chronić swoich poddanych. Niestety, w naszym kraju chroni sam siebie, co było widać na tym właśnie przykładzie. /.../
A tak na marginesie. To jak działa PO a szerzej KO nie dziwi, ale że PiS też siedzi cicho powinno dziwić naiwnych, zapatrzonych w Jarosława jako zbawcę. Na tym tle Konfederacje wypadają całkiem dobrze.
Dlatego, mimo zapowiedzi, a nawet gróźb ze strony premiera i innych funkcjonariuszy drobniejszego płazu, zasadniczo nic się nie zmieni. Bo to wina nie tylko poszczególnych osób, ale całego systemu. A tego nikt nie chce zmienić.

Anglia nas wyprzedza
Żeby nie było, że zło pleni się tylko u nas. Mamy kolejny dowód, że prawda stała się największym przestępstwem naszych czasów.
Oto w Wielkiej Brytanii doszło do skandalicznej sytuacji, gdy doświadczona pielęgniarka została natychmiast zwolniona z pracy, bo powiedziała pacjentowi choremu na raka to, o czym od miesięcy szeptem mówi coraz więcej niezależnych lekarzy i naukowców, że jego choroba może mieć bezpośredni związek z przyjęciem preparatów na COVID-19.
Ciekawe, i jakby potwierdzające owo podejrzenie jest to, że zamiast merytorycznej dyskusji, oraz rzetelnych badań nad nagłym wzrostem zachorowalności na agresywne nowotwory (tzw. "turbo-raków"), system zareagował natychmiastową cenzurą i pokazowym ukaraniem pracownika, takim symbolicznym spaleniem na stosie, mającym odstraszyć innych.
Jest to sprzeczne ze starożytną zasadą filozoficzną nakazującą poszukiwanie prawdy, która w tym przypadku sprowadza się do pytanie: skoro to nieprawda, to dlaczego tak panicznie boją się o tym rozmawiać?
Przecież gdyby oficjalna narracja opierała się na twardej nauce i takichże dowodach, system nie musiałby niszczyć ludziom karier za jedno zdanie. Prawda obroni się sama – kłamstwo zawsze potrzebuje ochrony policji myśli, cenzury i strachu.
Zwalnianie personelu medycznego za dzielenie się obawami z pacjentami to nic innego jak próba zastraszenia całego środowiska. Wiadomość jest prosta: „Masz milczeć i wykonywać procedury, nawet jeśli widzisz, że dzieje się coś złego". Ale jest i coś gorszego. Pozbywanie się najlepszych pracowników spowoduje przyjęcie gorszych, bo jak głosi prawo Grishama-Kopernika – gorszy pieniądz wypiera lepszy.
Dokąd nas to zaprowadzi, jeśli lekarze i pielęgniarki będą bardziej bać się utraty pracy niż ukrywania prawdy przed pacjentami, co tam, nawet leczenia zgodnie z posiadaną wiedzą i doświadczeniem? Jak długo jeszcze globalne korporacje i podporządkowane im instytucje będą udawać, że gigantyczny wzrost zachorowań na świecie to tylko „przypadek"?
Czas otworzyć oczy. Cenzura nigdy nie służyła ochronie ludzi – zawsze służyła ochronie tych, którzy mają coś do ukrycia.

O czym politycy nie mówią
W jednym z kultowych filmów „Naga broń” zwierzchnik mówi do Franka Drebina – porucznika z Wydziału Specjalnego policji, granego przez Leslie Nielsena: „Odtąd będziesz pracował wśród najgorszych mętów, bandziorów i złodziei. - na co Drebin pyta: pójdę do rządu?”
To satyra na polityków, ale czyż nie prawdziwa? W uczciwość, a zwłaszcza prawdomówność polityków nikt już chyba nie wierzy.
Politycy mogą godzinami opowiadać o wolności, niskich podatkach, przedsiębiorczości, własności prywatnej i „państwie minimum”, obiecywać uproszczenie prawa, likwidację biurokracji, cięcia wydatków i „odchudzenie państwa”. Tyle, że to jest teatr cieni. To jedna strona medalu, ale jest i druga. System jest tak skonstruowany, że nikt uczciwy łatwo się nie przedostanie, a jeśli nawet, to albo go zglajchszaltują, albo zlikwidują. Widać, że rządzi ktoś inny, różnie nazywany. Gdzie jest haczyk? Jak zwykle w pieniądzu. Pisze o tym Bogdan Morkisz, ale też portal niss.pl (Narodowy Instytut Studiów Strategicznych). Bo dopóki Naród Polski nie ma prawnej możliwości emisji własnej waluty, dopóty cała ta wolnościowa retoryka jest jedynie dekoracją na fasadzie budynku, którego fundamenty należą do kogoś innego.
Konstytucja z 1997 r. – to moment, w którym Polska oddała stery. Art. 220 ust. 2 zakazuje finansowania deficytu budżetowego przez zaciąganie zobowiązań w banku centralnym.
W praktyce oznacza to, że państwo polskie nie może emitować pieniądza, nie może finansować inwestycji, rozwoju, infrastruktury czy modernizacji poprzez własny bank centralny. Za to musi pożyczać pieniądze na rynku, płacąc odsetki podmiotom, które pieniądz tworzą z niczego.
W efekcie emisja pieniądza jest zmonopolizowana poza kontrolą narodu, państwo finansuje się długiem, podatnik finansuje odsetki, a politycy udają, że „tak musi być”.
Dlaczego podatki są tak wysokie?
Bo jeśli państwo nie może emitować pieniądza, to musi: podatkami: łatać dziury, spłacać odsetki, utrzymywać system, kupować sobie poparcie, finansować wszystko, czego nie może sfinansować emisją.
Dlaczego nikt o tym nie mówi? Bo to uderza w interesy tych, którzy naprawdę trzymają władzę.
Musicie podjąć decyzję, czy chcecie żyć w państwie, które ma własne narzędzia finansowe,
czy w państwie, które pobiera pieniądz od innych. Trzeba zdecydować, czy chcemy wolności,
czy tylko jej dekoracji, czy chcemy państwa suwerennego, czy państwa, które suwerenność oddało w 1997 roku.

Sekret długowieczności ukryty w głowie
Na długość życia wpływa wiele czynników: sposób odżywiania, aktywność fizyczna, opieka zdrowotna, relacje społeczne, środowisko, w którym żyjemy, genetyka, suplementacja, normobaria, itd. Ale jest jeszcze jeden czynnik, mający istotne znaczenie w kontekście długowieczności, tak w każdym razie mówią wyniki badań opublikowane 3 lipca br., a przeprowadzone przez prof. Marię Chiara Fastame z Uniwersytetu w Cagliari (Włochy), wskazując, że klucz do sekretu 100-latków kryje się w ich cechach osobowości.
Badania prowadzono na Sardynii słynącej z bardzo dużej liczby osób dożywających 100 lat. Do badania włączono 125 osób w wieku od 71 do 101 lat: 55 mieszkańców niebieskiej strefy (miejsca, w którym 100-latków jest więcej niż gdzie indziej) oraz 70 osób z pobliskich miejscowości o podobnych warunkach życia. Oceniono stan zdrowia, jakość życia, a także styl życia oraz pięć głównych cech osobowości. Oto najważniejsze wnioski:
Mieszkańcy niebieskiej strefy cechowali się wyższym poziomem otwartości na nowe doświadczenia. Oznacza to ciekawość świata, chęć uczenia się, otwartość na nowe pomysły, gotowość do podejmowania nowych aktywności i wyzwań.
Osoby o wyższym poziomie otwartości częściej rozwijały swoje zainteresowania, poświęcały więcej czasu na hobby i lepiej radziły sobie z przeciwnościami, osiągając wyższy poziom dobrostanu psychicznego.
Mieszkańcy niebieskiej strefy spędzali średnio 11,3 godz. tygodniowo na hobby i inne zajęciach, podczas gdy ich rówieśnicy spoza tej strefy zaledwie 6,8 godz.
Autorzy badania podkreślają, że sama osobowość prawdopodobnie nie wydłuża życia w sposób bezpośredni. Może ona jednak wpływać na wybory każdego dnia: osoby bardziej ciekawe świata częściej pozostają aktywne fizycznie i umysłowo, utrzymują relacje społeczne, rozwijają pasje i przez całe życie uczą się nowych rzeczy.
To właśnie tego rodzaju zachowania od lat są uznawane za jeden z najważniejszych filarów zdrowego starzenia się.
Główny wniosek jest więc następujący: nie osobowość sama w sobie wydłuża życie, lecz zachowania, do których może ona prowadzić. Można więc przyjąć, że długowieczność zaczyna się w głowie: dbając o otwartość umysłu i karmiąc swoje pasje – tworzymy scenariusz na zdrowsze i dłuższe życie.

Jan Pokrywka
W artykule autor przedstawia własne poglądy.