Z cyklu: Niekoniecznie regionalia, ale na pewno uniwersalia (40)
Książka, o której parę słów chcę napisać – uzyskała w 2018 r. tytuł „Czeskiej Książki Roku – w kategorii głównej i studenckiej”. I choć nie jest to lektura wakacyjna, bo porusza bardzo ciężki temat, to polecam ją do przeczytania. Autorka – Alena Mornštajnová – to czeska prozaiczka, tłumaczka literatury angielskiej, wielokrotnie nagradzana, której książki cieszą się ogromną popularnością w Czechach. A największym uznaniem jak dotąd cieszyła się „Hana”.
Książka składa się z trzech części: Ja, Mira 1954-1963; Ci przede mną 1933-1945 oraz Ja, Hana 1942-1963.
Bohaterką pierwszej części jest 9-letnia Mira, urodzona już po wojnie. Przypadek sprawia, że cała jej najbliższa rodzina umiera na tyfus i tylko jej udaje się przeżyć tę zarazę… i to dzięki „próbie zejścia na złą drogę”, małemu nieposłuszeństwu… Przypadkiem też znajdzie pierwszych opiekunów, w tej tragicznej sytuacji, w rodzinie, o której tajemniczym powiązaniu z przeszłością swojej rodziny nic nie wie. Przypadkiem też uratowana zostanie też jej przedziwna, tajemnicza ciotka Hana, którą dotąd znała jako „czarną zmorę”. I wtedy dopiero wchodzimy w mroczną historię rodzinną i całego małego czeskiego miasteczka. Poznajemy życie Hany (ciotki Miry) przed i w czasie wojny, jej tragedię, śmierć najbliższych (rodzina żydowska) i obóz koncentracyjny Auschwitz.
Przypadek? Jakie mogło być życie bohaterów, gdyby nie… złamany zakaz, ciastka kupione w niewłaściwym czasie, niewysłany od razu list, trudności w podejmowaniu decyzji… Wiele jest niedopowiedzeń...
Powieść momentami czyta się ze ściśniętym gardłem, ze łzami w oczach. Czytamy o śmierci, bezsilności wobec rosnącej brutalizacji, o walce z trudnymi wspomnieniami, ale też... o sile życia, miłości i mimo wszystko pamięci w obliczu cierpienia.
No cóż, jak już powiedziałam – nie jest to lektura wakacyjna, ale niezwykle emocjonalna i wartościowa.
Krystyna Oniszczuk-Awiżeń
Alena Mornštajnová, Hana. Przełożył Tomasz Grabiński, Wyd. Amaltea, Wrocław 2019.







