Suplement. Dopalacz
W reklamach raczeni jesteśmy cudownymi środkami wspomagającymi codzienną dietę, tak zwanymi suplementami. Suplementów mamy do wyboru, do koloru. Jedne wspomagają odchudzanie, inne ułatwiają przyswajanie odżywczych składników, jeszcze inne chronią przed starzeniem. Na rynku są również „wspomagacze”, których zażycie korzystnie wpłynie na nasze relacje z partnerem w słodkich chwilach tet a tet. Jak twierdzi reklama, po łyknięciu takiego suplementu przez naszego partnera (bo to wspomagacz dla panów), szaleć będzie on niczym tajfun. Cóż…wierzmy na słowo.
Przyglądając się bliżej tematowi „suplement”, dochodzi się do wniosku, że dobroczynne działanie wspomagające, jakie w sobie zawiera, dosłownie jest dobre na wszystko. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że „suplement”, to taki naturalny „dopalacz”, który wspomaga. Różnica polega na tym, że „suplement” nie jest zabroniony i można go swobodnie kupić w aptece, a „dopalacz” to środek zabroniony.
Jeżeli suplement, to taki świetny „dopalacz”, może by się pokusić o stworzenie takiego suplementu, po którym świat wydałby się nam piękniejszy, bez problemów, niczym kraina mlekiem i miodem płynąca? O ileż by było przyjemniej żyć. Łykalibyśmy sobie taki „suplement” niczym witaminę i żylibyśmy bezproblemowo. Skończyłyby się narzekania na rząd, opcje polityczne. Parlament stałby się miejscem spokoju, wzajemnego szacunku i przyjaźni. Politycy uśmiechaliby się do siebie, podawali sobie dłonie, ściskali. Nie byłoby kryzysu, ani podwyżek. Autostrady wyrastałyby jak grzyby po deszczu, a infrastruktura wręcz kwitła. Nasi partnerzy wydawaliby się nam ciągle piękni i młodzi. Zniknąłby problem zamieniania sobie współpartnera młodszym egzemplarzem. Co obecnie stało się nagminne. Zwłaszcza, że „epidemia” ta dotknęła panów 50 +.
Ech…marzenie. Z drugiej jednak strony, czy życie na ciągłym haju nie stałoby się wreszcie nudne? Bo czyż nie cudownie jest słuchać kłótni polityków w TV? Cieszyć się każdym wybudowanym centymetrem autostrady? Skakać z radości na wieść o podwyżce w wysokości 20 zł jaką otrzymaliśmy w pracy? Łapać się za głowę słysząc o kolejnej horrendalnej podwyżce gazu? Zastanawiać się dlaczego sąsiad lub znajomy lat 65 nagle znalazł sobie nową żonę lat 20? Po co nam życie na haju, jak na trzeźwo mamy tyle atrakcji. Chociaż zastanawiając się bliżej, w myśl powiedzenia: „co za dużo…”, przydałby się taki „suplemencik”, który równoważyłby umiar tych atrakcji.