Przewodnik dla jedzących - restauracja "W Ratuszu"
Wnętrze+++ Wejście do lokalu przyjemne, zadbane. Mało światła, stare, urokliwe i sentymentalne meble i ściany. Czysto. No i to wszystko co pozytywne. Stoły nagie, bez obrusów. Maleńkie serwetki pod wazonikiem z kwiatkami. Okna udekorowane tkaniną raczej pasującą do kiepskiej knajpki niż wytwornego, drogiego lokalu za jaki “W Ratuszu“ chce uchodzić. Na podłodze czysta wykładzina. W części parkiet do tańca. Pamiętam bardzo sympatyczne i romantyczne dancingi, gdzie ludzie nie mieścili się na parkiecie a bramkarz musiał mieć” specjalny” powód by wpuścić kolejnych, choćby na stołki przy barze.Teraz jest przeraźliwa pustka. Szkoda.
Atmosfera+++
Mogło by być tak: biegający z tacami kelnerzy przepasani długą zapaską. Zapach dobrego jedzenia, karafki z kryształowo mieniącym się winem, piwo pieniące się w kuflach, oszronione butelki wódki, gwar, grupki chętnych wypatrujących wolnego stolika.
Jest tak:
Pusta sala, kelnerka w dżinsach i sweterku, brak zapachu kuchni. Wina leżą na dekoracyjnym stojaku dawno nie ruszane ludzką ręką. Piękny bar zupełnie martwy, bez duszy.
Jadłospis++
Po przeczytaniu ładnie wyeksponowanego przy wejściu jadłospisu wstąpiła we mnie nadzieja na dobre jedzenie. Potrawy nieźle opisane, nazwane. Całkiem zachęcająco. Czytam dobrze napisaną kartę dań i ogarnia mnie podniecenie; zjem dobrze!!! W kącie sali jedyny zajęty stolik a to przecież pora obiadowa. Naradzają się, czy wyjść czy interweniować. Interweniować! Pani chyba o nas zapomniała?? - pyta uprzejmie zniecierpliwiona klientka. To już ponad pół godziny!!!
Kelnerka przeprasza, jest zażenowana. Pewnie kucharz poszedł po zakupy!!! - komentuje klientka.
W obawie, że stracę pół popołudnia, zamawiam zupę cebulową. Jeśli kucharz dobrze gotuje, to zupa cebulowa jest doskonałym przykładem na jego kucharski kunszt. Po kilku minutach dostaję maciupeńką miseczkę z zupą. Właściwie tak zwaną bulionówę. Na powierzchni zimny, niezapieczony ser do pizzy. Tani i okropny w smaku. Rozmoczone, drobno pokrojone grzanki, paski podsmażonej cebuli, wyraźny smak Knorra a może Winiar. Po pierwszym kęsie ciągnącego sera łyżka oblepiona jest kluchą serową. Zero wina. Staram się zjeść zawarość miseczki ale nie bardzo wiem, czy obgryźć ser przylepiony do łyżki? Wypada? Może jednak nie.
Obsługa++++
Bardzo miła i uśmiechnięta. Chodzący spokój i uprzejmość. Z wyrozumiałością przyjmuje zamówienie zupy cebulowej. Nie widać jej na sali ale wszystko ma na oku, reaguje na najmniejszy gest klienta.
Ceny+
Moja zupa kosztuje 10 !!!!!!!!! zł. Najtańsze danie główne 25 zł, a kotlet firmowy 65 zł. Ufffff... Idę gotować do mojej skromnej kuchni.