Helikon - LIteracka Polanica

Autor: 
Janusz Olearnik
fot.2.jpg
fot.3.jpg
fot.4.jpg
fot.5 Nowoczesność w Pradze.jpg

Lato ze złotym berłem przechodzi
No i mamy sierpień, a to prawie połowa lata. Może już pora pomyśleć o zimie? Przeczytałem dwa przysłowia ludowe: „Kto w sierpniu pracuje, zimą głodu nie poczuje.” „Kto w sierpniu próżnuje, zimą biedę czuje.” Ponieważ mam wykupione na sierpień wczasy i zamierzam próżnować nad Bałtykiem i jeszcze potem w Polanicy, to się zaniepokoiłem, że nie zapracuję jak należy na tę zimę. Szybko znalazłem dla siebie usprawiedliwienia. Po pierwsze – to chyba dotyczy rolników, a więc nie mojej osoby. Po drugie – jako młody emeryt powoli zapominam, co to znaczy „pracować”. Po trzecie – jako poeta postanowiłem napisać w sierpniu na wszelki wypadek parę wierszy, że jakby co, to pracowałem i mam na to dowód. Zatem nie martwię się o zimę i każdemu radzę znaleźć podobne usprawiedliwienia, to naprawdę łatwe.
Zgódźmy się, sierpień to miesiąc pracy i odpoczynku, tylko proporcje trzeba wyważyć. Wypoczynek przywodzi na myśl błogostan, wszystko ma nas cieszyć, zwłaszcza to, że w ogóle jesteśmy, jak w poniższym wierszu Kazimierza Wierzyńskiego:
Na łące
Leżę na łące,
Nikogo nie ma: ja i słońce.
Ciszą nabrzmiałą i wezbraną
Napływa myśl:
- To pachnie siano.
Wiatr ciągnie po trawach z szelestem,
A u góry
Siostry moje, białe chmury,
Wędrują na wschód.
Czy nie za wiele mi, że jestem?

A Konstanty Ildefons Gałczyński widzi sierpniową magię w muzyce i tańcowaniu, tak pięknie to opisuje:
O sierpniu (fragment)
Stanęły pod mym oknem
jak wiejscy muzykanci
gwiazdy.
zielonooki
sierpień po sadzie tańczył.
Księżycem całowany
sad się rozrzewniał,
lekki był i cygański
taniec sierpnia.
Raz złocistość
w korze drzew drżała,
tu cień ją płoszył,
ludzie mrużyli,
noc otwierała oczy.

Wróćmy na Ziemię Kłodzką. Tu nasz sierpniowy Szczeliniec – wielki i monumentalny, bajkowy, w księżycowej poświacie, pobudza wyobraźnię. Jan Stypuła opisuje baśniowe spotkanie pod Szczelińcem Wielkim, zanurzmy się na chwilę w poetyckim odurzeniu:
Wielka pomarańcza nad lasem
niebo ścielone granatem – ciepła noc sierpniowa
na tle usianej srebrem ciemnej kurtyny
majestatyczny olbrzym czai się do skoku
kontur ciemnego grzbietu jak stół
po którym stąpają tysiące
pośród lasów i łąk pachnących
u jego stóp drzemiące chatki
w skale zakute groteskowe postacie
a z nimi mieszkańcy puszczy
obserwujący narodziny giganta
świetlista tarcza wynurza się z łona ziemi
niezwykła orkiestra cykad
rozpoczyna symfonię chwały
zapatrzeni w niebo widzą
jak pomarańcza zawisa nad starym lasem
on z nagimi ramionami spalonymi słońcem
umęczony ciężarem stalowego młota
wśród głazów które rozłupał
budzi się ze snu na skraju lasu
patrząc w niebo rusza za kulistym olbrzymem
ona w kąpieli dotknięta księżycową melodią
z bosymi stopami rosą pieszczonymi
w delikatnym jak babie lato zawoju
wędruje z doliny srebrnego jeziora
w stronę wiszącego dysku światła
spotkali się na krawędzi kredowego morza
wśród omszałych prastarych skał
on – spacerujący opodal leśnej chaty
ona – zaplątana w swe wakacyjne ścieżki
w blasku księżyca ich drogi przecięte
dwa gwałtowne oddechy
o nic nie pytające serca
czworo oczu zamrożonych bez mrugnięcia
dwie postacie otulone tarczą światła
symfonia cichnie na rzecz nowej pieśni serc
baśniowe spotkanie
pod Szczelińcem Wielkim

A może lato w Pradze? Taka ona piękna o każdej porze. Jan Stypuła podczas praskiego wojażu wypatrzył nowoczesny pomnik, pełen erotyki, wieloznaczny, pobudzający wyobraźnię. Tak powstał ten oto wiersz i towarzyszący mu zbiór fotografii.
Lato w Pradze
Pośród piersi i ud
w miękkim fotela łonie
pomiędzy słowami
głęboko
sama w sobie
zatopiona

Można też leniuchować w sposób tradycyjny, najlepiej na tarasie, przy kawie, w nastroju romantycznym – jak to podpowiada Walentyna Anna Kubik w trzech poniższych wierszach:
***
Na tarasie
w cieniu leniwych marzeń
z filiżanką kawy
krzyczącą aromatem
przede mną ogród
roztacza swe wdzięki
romantycznie wielobarwnie
ptaki mizdrzą się do siebie
muzyką rozpisaną na głosy
słońce namiętnie obcałowuje
ciepełko jak u Pana Boga za piecem
Hej lato! To Ty!?
***
Śniadoskóra i czarnooka
płonie
rumieńcem księżyca
rozsypuje
włosy gwiazd
wtula się w ziemię
delikatnie
coraz śmielej…
blednie w drżącej rosie
***
Romantyczność
sfrunęła jak motyl
dotyk słów
rozpłynął się
w czułości
o zapachu lata

Dla ludzi najzwyklejszych, którzy nie czytają wierszy ani legend, którzy w naturze lata nie szukają filozoficznego tła ani emocjonalnych uniesień, otóż dla tych licznych czytelników są jeszcze piosenki popularne, przeboje zapisane w pamięci od lat, zwykłe letnie skojarzenia. Przywołajmy tu kilka z nich. „Lato, lato wszędzie, zwariowało, oszalało moje serce” – śpiewała Formacja Nieżywych Schabuff, a Beata Kozidrak z grupą Bajm tęsknie obiecywała: „Do lata, do lata, do lata, piechotą będę szła”. Młodzież na obozach harcerskich często płoszyła leśne ptactwo znanym letnim motywem „Lato pachnące miętą, lato koloru malin, lato zielonych lasów, lato kukułek i czajek”, a starsi czytelnicy zapewne pamiętają prośby kierowane w piosence autorstwa Ludwika Jerzego Kerna „Lato, lato, dam ci różę, lato, lato, zostań dłużej, zamiast się po krajach włóczyć stu, lato, lato, zostań tu”. Słowa zawarte w przytoczonych tekstach piosenek chyba nigdy się nie zestarzeją, zresztą podobnie jak to nasze lato kochane.
I cóż z tego, że czasem zbyt upalne, jak w tym wierszu, gdzie „…szklaneczka whisky zażądała stu kostek lodu. I tylko lód był w rozterce: niby wszyscy mnie teraz potrzebują, ale życie jakby krótsze” (Janusz Olearnik). Drogie kostki lodowe, nie narzekajcie, liczy się jakość! Jeżeli to jest wyśmienita whisky, to czemu nie, nic to, że się roztapiamy, wszak na chwilę stajemy się częścią jakże szlachetnego towarzystwa! Czy to aby nie dotyczy też niektórych ludzi, takie roztapianie? Oczywiście w przenośni…
Jeszcze nie pora, aby martwić się końcem lata, chociaż pracowite pająki będą nam przypominać, że „koniec lata pajęczyny wyplata jak serwetki koronkowe”. Jeszcze nie pora, jeszcze nie ta pora. Póki co, jest jak u Bruna Szulca: „lato, pozbawione kontroli, rośnie bez miary i rachuby na całej przestrzeni, rośnie z dzikim impetem na wszystkich punktach, w dwójnasób, w trójnasób…”. I te letnie kwiaty, jak choćby zwyczajny mak u Agnieszki Osieckiej: „Kwitnie mak na znak, że lato. Pójdę z tobą w noc popielatą. Słów nam brak, bo tak szczęśliwie szepczą ptaki gadatliwe…”.
Sierpniowa idylla – „lato ze złotym berłem przechodzi” (Jan Zych).

Na zdjęciach (1-3): Niebo jak poezja – lato nad Ziemią Kłodzką, autor – Jan Stypuła. (4) Nowoczesność w Pradze.

Wydania: