Mietek Kowalcze: z cyklu Czytane dla fabuły (38) – Ach, te niełatwe pogranicza, czyli o „Krzywym kościele” Karin Lednickéj!

Autor: 
Mietek Kowalcze
01-IMG_0535.jpg

Pięć lat trwa nieustająca fascynacja czeskich czytających cyklem „Krzywy kościół” Karin Lednickéj. Sprawdźmy więc, w czym tkwi sekret ogromnej uwagi, nie tylko zresztą czytelniczej, naszych sąsiadów tą obszerną fabułą. Powieścią z górniczego pogranicza. Czy nam, polskim czytającym, uda się zainteresować/zachwycić „Kroniką powieściową utraconego miasta” (tak brzmi podtytuł tej fabuły)? Łatwo zauważyć, że generalnie lubimy opowieści ze znanego nam regionu albo z krainy, którą z prywatnych przyczyn cenimy. Szczególnie zaś, gdy jest to fabuła dobrze „zrobiona”.
Książek tzw. regionalnych znajdziemy bez liku. To fakt. Są wśród nich i takie, które, czasem dalekie od fabuły, zostawiają twardy, emocjonalny ślad. Tak jest na przykład z „Kajś” Zbigniewa Rokity. Autorską opowieścią o Górnym Śląsku. Nieprzypadkowo tę niefabularną książkę przywołuję, bo znajdziemy w niej, podobne jak u Lednickéj, przemyślane podejście do niełatwego tematu, czyli dziejów mieszkańców ziemi granicznej, ale też wyraziste poglądy (dalekie od poprawności) na dobrze pojętą „tutejszość”. Swoją drogą autor „Odrzanii” bardzo ceni pracę autorki „Krzywego kościoła”. Co zatem przemawia za rekomendacją w naszym cyklu, z jakich powodów czytający, w dobrej wierze, może sięgnąć po pierwszy tom trylogii czeskiej pisarki? Oto kilka argumentów. Na pierwszym miejscu umieściłbym czytelnicze, fabularne zadowolenie – oto mamy przed sobą obszerną fabułę, spełniającą warunki dobrej powieści. A takiej przecież poszukujemy w cyklu „Czytane dla fabuły.” Wyraziste postaci, świetnie uchwycone ludzkie postawy, zachowania i wybory, dramatyczne napięcia tak rozłożone, że z niecierpliwością oczekujemy ciągu dalszego. Kronika, jak ją nazywa autorka, to zasadniczo opowieść z punktu widzenia kobiet, a taki punkt oglądu i przedstawiania świata pozwala na pełniejszy obraz tego, co dzieje się, ano właśnie, na ziemi, która jest pograniczem, miejscem spotkania (ale też wrogości, która pojawia się inspirowana nacjonalizmem i niemądrymi decyzjami rządzących światem – jak w przypadku Górnego Śląska). Tak tak, miejscem wspólnotowym mieszkańców różnych języków i tradycji, ale głównie zakątkiem solidarnej ciężkiej górniczej pracy – podkreślmy górników i ich żon. Karin Lednická napisała kronikę-sagę zagłębia węglowego wokół Ostrawy, Karwiny, Cieszyna. Obszaru, który, bogaty w węgiel, przyciągnął do pracy głównie Czechów i Polaków, budujących społeczność na bazie wspólnoty ogromnego, nieludzkiego wręcz wysiłku. Kiedy do ich ciężkiej pracy dochodzą sprawy przynależności terytorialnej i skutków tzw. polityki narodowościowej zaczyna się proces kruszenia dotychczasowej koegzystencji, wspólnych wartości i celów. A jak to szybko postępuje! Pomyślcie o tym, podążając śladami bohaterek i bohaterów „Krzywego kościoła”. Pierwszy tom to kronika zamknięta w latach 1894-1921, czyli w czasach z jednej strony zmieniającego się kapitalizmu, z drugiej krwawego schyłku monarchii i powstawania państw narodowych (z trudnym ustalaniem granic). Obserwowane i opowiedziane przez Barbarę, Julkę, Ludwika i Basię (takie tytuły noszą kolejne rozdziały). Wywiady, filmowe zapisy spotkań z autorką, artykuły i omówienia, których właściwie bez liku świadczą o znaczeniu powieści. Niecierpliwie czekamy na tłumaczenie kolejnych części trylogii. Drugi tom obejmuje lata 1921-1945.
PS Jeszcze jedno: spektakl „Krzywy Kościół” przygotowała Scena Polska Těšínského Divadla. Po drugiej stronie granicy.

Karin Lednická, Krzywy kościół. Kronika powieściowa utraconego miasta. Lata 1894-1921. Tłum. Joanna Goszczyńska. Wydawnictwo Znak „Horyzont”, Kraków 2025.

Wydania: