Czy wiecie?
Czy wiecie, że od momentu objęcia mandatu radnego mam nieodparte wrażenie, że mieszkańcy Kłodzka i kłodzkie władze żyją na dwóch różnych planetach. Trudno mi stwierdzić, jak jest „od bebechów” w innych miejscowościach, ale w Kłodzku idea samorządności chyba stanęła na głowie. Bo jak inaczej nazwać sytuację, w której władze – zwłaszcza wykonawcze, wybrane przez społeczeństwo po to, aby właśnie tegoż społeczeństwa potrzeby zaspokajać - nie dość, że tego nie robią, albo robią mizernie, to na dodatek jeszcze próbują przekazać temuż społeczeństwu, że to właśnie ono się myli, artykułując swoje potrzeby i spostrzeżenia, bo przecież wszystko jest w jak najlepszym porządku, a władza „czuwa”?
Taka sytuacja miała miejsce w momencie tzw. ataku zimy w czasie drugiego styczniowego weekendu. W czasie tych kilku dni, kiedy intensywne opady śniegu zasypywały Polskę i Kłodzko, niejednokrotnie osoby kojarzące pełnioną przeze mnie funkcję, zadawały mi szereg pytań, które generalnie sprowadzić można by do jednego: „gdzie są władze?”. Trudno nie przyznać w tym momencie racji moim rozmówcom – brnącym, bądź boksującym w śniegu, mającym problemy z dotarciem gdziekolwiek, poszukującym pojemników z piaskiem czy w jeszcze inny sposób zmagającym się z zimą. Większość z tych ludzi była zawiedziona opieszałością, czy wręcz brakiem istnienia miejskich służb, brakiem odzewu na zgłaszane problemy – słowem: była zdumiona „tumiwisizmem” władz.
W czasie najbliższej sesji przekazałem te spostrzeżenia mieszkańców władzom i przyznam, że zostałem wręcz powalony odpowiedzią. Cytaty może nie będą dosłowne, ale burmistrz Urbanowski stwierdził między innymi, że w obliczu największych od 1974 roku opadów śniegu miasto było na posterunku, burmistrz Szpytma dowodził sztabem kryzysowym, do pracy (nawet w weekendy) ściągnięto wszystkich pracowników ZAMG, ZWiK, gospodarstwa pomocniczego oraz firm sprzątających, a pracownicy Urzędu Miasta biegali z łopatami i odśnieżali miasto. I dzięki temu w sobotę o 17 wszystkie ulice w mieście były już przejezdne, w poniedziałek rozpoczęto wywożenie śniegu, kontynuowano odśnieżanie, etc., etc.
Cóż… Ja i mieszkańcy Kłodzka, którzy w ten styczniowy weekend (i nie tylko, bo i później były tegoż konsekwencje) zmagali się z zimą, chyba rzeczywiście żyjemy na innej planecie? Bo jakoś nie zauważyłem wspomnianych przez burmistrza działań i ich efektów w takim rozmiarze i zakresie, o jakim słyszałem. Jakoś pojemniki z piaskiem w wielu miejscach miasta stoją do dziś nietknięte i zasypane śniegiem. Jakoś w wielu innych częściach miasta, gdyby nie działania samych mieszkańców, to śniegu do dziś byłoby na chodnikach po pas.
I miejmy tylko nadzieję, że nie dojdzie do gwałtownego ocieplenia… Bo pewnie znowu sztab by sprawnie działał…
A przekaz pomiędzy tymi planetami też chyba szwankuje, skoro wg burmistrza wyświetlane na telebimie sformułowanie „przypomina się o obowiązku odśnieżania…” to jest „pomoc dla mieszkańców”…