Biblioteka elementem postępu

Autor: 
Jan Pokrywka

Już wiadomo, że mianowanie dyrektora na czas choroby to wynalazek kłodzki i warto pomyśleć, czy by tego nie opatentować. Rzecz ma swoje dalsze konsekwencje, rzecz jasna, nie tylko w kwestii naszej kłodzkiej biblioteki, ale tak w ogóle. Pozwala bowiem uniknąć masy rożnych kłopotów w naszym socjalistycznym systemie, gdzie miarą pozycji społecznej i finansowej jest bycie na etacie państwowym, samorządowym, itp.
Dlaczego tak jest? Z kilku powodów. Pomijam kwestię „urobienia” mentalnego. Jest coś gorszego: kurczy się, i to w niebezpiecznej skali, obszar, gdzie można zarobić pieniądze dzięki własnej pracy, pomysłowości, zaangażowaniu i odporności. Coraz większy obszar aktywności gospodarczej jest koncesjonowany i licencjonowany, a poza tym maleje siła nabywcza ludności, a co za tym idzie, na rynku częściej zaczyna liczyć się cena niż jakość.
Poza tym nie można zapominać o zjawisku emigracji zarobkowej, które trwa od lat i w maju, gdy swoje rynki pracy otworzą Niemcy i Austria, nabierze rozmachu. Wyjeżdżają przeważnie ci najzdrowsi, najmłodsi, najsilniejsi i najbardziej zdesperowani. To oznacza, że podatki wpływać będą do budżetów innych państw a nie do naszego. Wskutek tego trzeba u nas podnosić podatki i opłaty para-podatkowe, co z kolei ujemnie wpływa na gospodarkę i tak tworzy się łańcuch, na którego końcu jest wymarzona praca budżetowa, najlepiej na kierowniczym stanowisku.
Wiadomo, dyrektora/prezesa, itp. zwalnia się na końcu. Problem w tym, że budżet nie wytwarza żadnego bogactwa, tylko je konsumuje, a żyje z podatków, co skutkuje tym, że ilość stanowisk jest ograniczona i kurczy się w miarę kurczenia się państwowej kasy. Stąd zaostrzenie walki o takie stołki. W Ameryce też walczy się o pozycję w ramach tzw. wyścigu szczurów. Np. podwładny czeka na błąd zwierzchnika i go wykorzystuje. U nas niczego takiego nie ma, ale mechanizm wymyślony przez naszego burmistrza daje podobny efekt. Dobrym pretekstem może być choroba.
Mianowanie w jej trakcie dyrektora zastępczego z pominięciem zastępcy oficjalnego daje okazję rozprawić się z chorym przeciwnikiem, mimo naruszenia prawa, bo jak pisał Fredro „wygraj w polu, wygrasz w sądzie”. A jeżeli nawet nie, to trochę to potrwa i odszkodowanie jakieś będzie.
Na marginesie: w październiku ub.r. ukazała się „Informacja o wynikach kontroli funkcjonowania wybranych 11 spółek komunalnych z udziałem gmin na terenie Dolnego Śląska” przeprowadzonej przez Najwyższą Izbę Kontroli.
Najważniejszy wniosek z kontroli: gminy prowadzą działalność gospodarczą , którą prowadzić powinni przedsiębiorcy, a dzieje się to kosztem sfery użyteczności publicznej, łamiąc przy okazji zasady uczciwej konkurencji i prawo zamówień publicznych. Innym wnioskiem kontrolerów są horrendalne odprawy dla prezesów spółek zapisane w kontraktach, a mające być zabezpieczeniem na wypadek zmiany władzy i – co za tym idzie – kierownictw spółek.
I choć kontrola ominęła Kłodzko, to warto się z tym raportem zapoznać, gdyż wiele on mówi o postępach socjalizmu w naszym kraju. Najpewniej, u nas byłoby podobnie.

Wydania: