Polska w długach
„Polska w budowie” brzmi hasło Platformy Obywatelskiej mające ukryć wszechobecny bałagan. Wszystko jest rozgrzebane ale nic nie doprowadzone do końca, jak to na budowie. Jest jednak jedna rzecz ukończona: to „orliki”. Ale i tu okazuje się, że obecny rząd mógł „strzelić sobie w stopę”, bowiem gminy, a one to program Orlik 2012 realizują, dostają wezwania do zapłaty po 50 tys. zł i rozebrania obiektów lub po 100 tys. bez rozbiórki – ujawniła Gazeta Wrocławska.
Żądania stawia prywatna kancelaria z Wrocławia odmawiając jednak komentarza dla prasy. Sprawa wypłynęła w kilku gminach, m.in. w Głogowie, Radwanicach i Pęcławiu. Chodzi o te gminy, a jest ich ok. 150, które boiska budowały wykorzystując projekt udostępniony przez Ministerstwo Sportu i Turystyki, do wykorzystania którego w ten sposób MSiT nie miało prawa.
W innej sytuacji są gminy jak Legnica, Lubin czy Polkowice, które swoje orliki zbudowały wg własnych projektów, co prawda droższych, wyłonionych w rozpisanych przetargach. Przywołane ministerstwo robi to, co potrafi najlepiej: rżnie głupa, wszystkiemu zaprzecza i obiecuje pomoc.
O ile jednak roszczenia okażą się zasadne, na całej sprawie najlepiej wyjdzie autor projektu i kancelaria prawna. 150 boisk po 100 tys. zł sztuka, to 15 mln zł, w najgorszym (50 tys. zł szt.) – 7,5 mln zł zysku. Jest się więc o co się bić i pozwy raczej popłyną.
Podobna sprawa z tej samej, a w każdym razie podobnej beczki. W promocyjnym spocie „Polska Tak!”, przygotowanym przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych występują gwiazdy światowego kina, zapraszając do Polski i wspominając konkretne wydarzenia, pozytywne, rzecz jasna, jakie ich w naszym kraju spotkały. Te wypowiedzi są wyrwane z kontekstu, z jakichś innych wywiadów, co łatwo zauważyć.
Gdy na jednej z konferencji prasowych MSZ padło pytanie, czy w/w gwiazdy wiedzą o tym spocie, min. Sikorski swoim zwyczajem zrobił marsową minę i powiedział, że to szukanie dziury w całym.
Być może wszystko rozejdzie się po kosztach, ale być może trzeba będzie płacić. Znając jednak dbałość ludzi kina o własne interesy, należy spodziewać się tego drugiego.
Te dwa przykłady najlepiej ukazują kompetencje rządzących. Sprawy są przecież proste i każdy wie, czym może skończyć się wykorzystywanie cudzego projektu czy wizerunku w celach polityczno-komercyjnych, bo o to przecież chodzi.
Ciśnie się więc pytanie, jak do czegoś takiego mogło dojść? Odpowiedź jest banalnie prosta: wszystko co robi rząd, lub szerzej – administracja, a jeszcze szerzej – państwo, jest drogie, odznacza się niekompetencją, beztroską i niedbałością. Tak jest w każdej dziedzinie, tylko w tych dwóch przypadkach widać to lepiej, bo łatwo ogarnąć je w całości. Państwowej oświaty czy służby zdrowia w całości nie widzimy, tylko niekiedy fragmentarycznych przejawów doświadczają zainteresowani.
Poza tym – i to chyba najważniejsze – za skutki swoich działań nie płacą decydenci z własnej kieszeni, lecz płacimy my wszyscy. Często pomiędzy przyczyną a skutkiem upływa tak duży czas, że ta pierwsza ginie w mrokach zapomnienia. Często jest już także inna władza, która krytykuje poprzednią, ale sama robi podobnie. I tak będzie dopóty, dopóki władza (jakiegokolwiek szczebla) takie decyzje będzie mogła podejmować.
Bo władza nad cudzymi pieniędzmi to najgorsza władza. Nie ma się więc co dziwić, że zadłużenie państwa przekroczyło 800 mld zł i stale rośnie.