Listy do redakcji: 13 grudnia 2011
Po 30 latach od tamtych pamiętnych wydarzeń z 13 grudnia 1981 r. kiedy to nawet generał Jaruzelski przeprasza za nie, a równocześnie stwierdza, że zrobiłby to samo po raz drugi, stawiam sobie pytanie gdzie jesteśmy dzisiaj. Odpowiedź jest łatwa, choć trudna do przyjęcia. Jest bowiem łatwa ale ponura, jak tamta noc, gdy rozjechano czołgami nadzieję. W ciągu tych 30 minionych lat zmieniło się w Polsce wiele, aby wszystko zostało po staremu, trawestując znaną literacką myśl. A to, że już się nie jeździ syrenką czy polonezem tylko jakimś oplem, program TV ogląda na jakimś ekranie plazmowym i posiada się kartę kredytową jedynie ją potwierdza.
Jest wiele faktów potwierdzających taką tezę.
Dzisiejszy dług publiczny, a dokładniej dług publiczny na dzień 6 grudnia, godz.17.45 przekroczył 907 miliardów złotych i powiększa się z szybkością dochodzącą do 10 tys. złotych na sekundę. Widać jasno, że doktryna życia na kredyt – dzisiaj z hasłem „Polska w budowie” obowiązuje tak, jak i wtedy, z takimi samymi, trzeba to chcąc nie chcąc przyjąć, konsekwencjami.
Polski wymiar sprawiedliwości jest w stanie skazywać na różnego rodzaju kary, także więzienia, zupełnie niewinnych ludzi, a równocześnie bezkarni pozostają zbrodniarze. Nic, tylko się zgodzić z opinią Grzegorza Brauna, że „…nie ma takiego kota na świecie, którego polski sąd nie byłby w stanie odwrócić ogonem”. W odniesieniu do działania wymiaru sprawiedliwości sprzed 30 lat nie widać jakichś specjalnych różnic.
Tak wtedy, jak i dziś wasalna postawa wielu najważniejszych postaci, a także instytucji państwa polskiego wobec sąsiadów przybiera postać działań jawnie sprzecznych nie tylko z interesem narodowym, ale także w sposób oczywisty sprzeczny z prawem, w tym z konstytucją. Przykładem może być choćby przyjęcie szkodniczego dla nas paktu klimatycznego, skrajnie niekorzystnej umowy gazowej z Rosją, zgoda na gazociąg północny czy ostatni show ministra Sikorskiego znany jako deklaracja berlińska. Niekiedy przyjmuje to postać nad wyraz humorystyczną. Np. po podpisaniu paktu klimatycznego premier Tusk oświadczył, że osiągnął niezwykły sukces, bo dzięki temu będziemy mieć 60 miliardów euro. Okazało się, że nie miliardów, ale milionów, i że nie dostaniemy, tylko zapłacimy. Tego by nawet Radio Erewań nie wymyśliło.
Zapowiedź Tuska, że wydłuży Polakom wiek emerytalny jest czymś niebywałym i wręcz makabrycznym nie tylko dlatego, że jest faktycznie planem eksterminacji ludzi starszych. Podobnie jak zapowiedź wejścia w program ratowania strefy euro jest nie tylko kuriozalna i niewątpliwie szkodliwa dla nas z czysto racjonalnego powodu. Są to zapowiedzi działań krańcowo sprzecznych z naszym interesem narodowym. Tusk ze swoimi poplecznikami naprawdę jest w stanie to zrobić. I to jest dopiero straszne. Można równie dobrze nie liczyć się z interesem narodowym i wolą narodu dziś, jak i wtedy.
Obowiązujący dzisiaj system pozwala na dochodzenie do najwyższych zaszczytów ludziom mającym w pogardzie Polskę i Polaków. Czym zasadniczym różni się stwierdzenie Mieczysława Moczara, wybitnego członka KC Polskiej ZPR, że jego prawdziwą ojczyzną jest Związek Radziecki, od stwierdzenia urzędującego dziś premiera, że polskość to nienormalność. Czym jest, jak nie wyrażeniem nieskrywanej pogardy wobec wielomilionowej rzeszy Polaków mających inną wizję Polski nazwanie ich moherowymi beretami, co wzbudzało rechot uznania wśród jego akolitów. Warto sobie przypomnieć, co i jak mówił Urban o tych samych ludziach, m.in. o księdzu Jerzym Popiełuszko.
Większość polskich mediów chyba tylko tym się różni od tamtych, że są w obcych rękach. Po za tym, jest jak dawniej. Zmasowana propaganda sukcesu – „jest dobrze a będzie jeszcze dobrzej”, sprzyjanie lewicy i lewakom, silny antykatolicki nurt przy pozorach tolerancji, brak prawdziwej debaty o sprawach najważniejszych, niesłychana manipulacja. W tamtych czasach patriotów, ludzi, którzy chcieli coś poprawić w Polsce, którzy z szacunkiem odnosili się do naszej historii nazywano wichrzycielami, warchołami, ekstremą. Dzisiaj takich samych ludzi nazywa się faszystami. Jednym słowem kołtuneria medialna.
Nie da się ukryć, że wiele zjawisk kluczowych dla jakości naszego życia wygląda na kontynuację kierunków rodem z głębokiej komuny. Najdobitniejszą tego ilustracją jest fakt, że autor stanu wojennego, a więc także człowiek odpowiedzialny za zbrodnie tamtego okresu, za zapaść gospodarczą Polski, za tysiące mniejszych i większych dramatów, gen. Wojciech Jaruzelski został doradcą Prezydenta Rzeczypospolitej, pana Bronisława Komorowskiego.
Itd., itd., itd., niestety bez należnego tej rocznicy patosu.
Jest jedna zasadnicza różnica pomiędzy tamtymi czasami a dniem dzisiejszym. Wtedy próbowaliśmy odzyskać niepodległość. Dzisiaj zmierzamy w kierunku utraty niepodległości. Dlatego właśnie trzeba pojechać do Warszawy 13 grudnia A.D.2011, aby wziąć udział w Marszu Niepodległości i Solidarności.