Udziwnienia. Kobieta

Autor: 
Katarzyna Redmerska

Ostatnio usłyszałam interesujący wywód pewnego jegomościa, na temat kobiecych „udziwnień” w garderobie.
Mężczyzna zdawać by się mogło inteligentny, okazał się kolejnym przedstawicielem samczej grupy troglodytów - szowinistów. Z uśmieszkiem politowania zarzucił płci pięknej, że ubiera się w bezmyślne fatałaszki z zamkami, sprzączkami, czy guzikami, umiejscowionymi nie w tych miejscach, w których powinny być umiejscowione. Że same utrudniamy sobie życie, a ubranie się dostarcza nam wielu trudności, nie wspominając o jego zdejmowaniu. Z nieukrywaną satysfakcją (mającą jak zrozumiałam udowodnić, wyższość gatunku męskiego) dodał , że na przykład oni mężczyźni, mają rozporki z przodu, a nie z tyłu. Przy tych słowach rozpromienił się niczym słoneczko. Szybko przykryłam jego rozpromienione lico chmurką. Burknęłam, że nie ma się tu czemu dziwić, przecież siusiają przodem. Lekko się chłopina zacukał. Lecz po chwili, pozbierawszy się po pierwszym ciosie, oddał mi z rewanżem mówiąc, że my mamy w spodniach często rozporki z boku, a organy fizjologiczne znajdują się u nas w tych samych miejscach, co męskie.
Znawca kobiecej mody się cholera znalazł. Z drugiej jednak strony, jak się tak przyjrzymy naszym ubraniom, to rzeczywiście czasem, podkreślam „czasem”, są one ciekawe pod kątem projektowania.
Biustonosz zapinany z przodu byłby zapewne wygodniejszy w użyciu. Spódnica zapinana na zamek, który również umieszczony jest z przodu, bądź na gumce, też wiele by ułatwiła podczas ubierana, czy rozbierania się. Bluzeczki na tysiące guziczków, bądź haftek, szczerze mówiąc, nie należą do najpraktyczniejszych. Ale pytam: czy garderoba kobieca ma być praktyczna? Nie, ma być przede wszystkim intrygująca! A dla kogo intrygująca? No przecież, że nie dla jej właścicielki, tudzież koleżanki tylko dla…mężczyzn! I o tym chyba mój miły troglodyta - szowinista raczył zapomnieć.
Gdy przywdziewamy w domowym zaciszu dresy, bądź inną wygodną garderobę, nasi mężczyźni zarzucają nam zapuszczenie się i nie dbanie o siebie. Jednak, gdy ubierzemy coś udziwnionego (czyt. sukienkę zapinaną na zamek z boku) już podnoszą larum, że nie miałyśmy, gdzie tego cholernego zamka umieścić. Pytam: kto tu z kogo robi kretyna?
Nie tak dawno nawet mój narzeczony, dla którego równie dobrze mogłabym chodzić w worku i tak by tego nie zauważył, nagle stał się wrażliwy na to, co mam w szafie. Zaskoczył mnie pewnego pięknego poranka słowami: „mogłabyś częściej zakładać na siebie coś kobiecego”. Miło mnie te słowa połechtały, więc czym prędzej zakupiłam ładny ciuszek (bluzeczkę zapinaną na drobniutkie guziczki, rzecz jasna na plecach). Oczywiście jak się Drodzy Czytelnicy domyślają, to garderobiane cudo acz intrygujące, jest kompletnie nie- praktyczne. Sama nie jestem w stanie jej pozapinać. Podczas inauguracji bluzeczki narzeczony (zachwycony) poproszony o pomoc, ochoczo zabrał się do zapinania. Z każdym kolejnym guziczkiem, zachwyt jego słabł, nim dobrnął do ostatniego, już byliśmy w stanie wojny. - Coś ty za bluzkę kupiła?! - warknął. - Jak to jaką? Kobiecą - odparłam słodko.

Wydania: