Wspomnienie o śp. Marii Drozdowskiej
Moja Ciocia urodziła się 31 stycznia 1919 r. w Jeżowem, woj. podkarpackie, na trasie Nisko-Rzeszów. Rodzice byli nauczycielami, ojciec Wilhelm ur. 1863, matka Helena ur. 1881 r. Mój dziadek miał z pierwszego małżeństwa 5 dzieci. Jego pierwsza żona Emilia zmarła nagle na „hiszpankę” w 1908 r., a w 1910 r. ożenił się z moją babcią. Dziadunio był kierownikiem szkoły zarówno w Galicji w zaborze CK, jak i w II RP do 1923 r. Zmarł w Jeżowem w dniu 7 lipca na zakażenie krwi (ołówek kopiowy), wówczas nie było ratunku. Z małżeństwa tego urodziły się dzieci: Gabriela ur. 1911 r. (nauczycielka w Liceum dla Dorosłych w Kłodzku, zm. w 1999 r.),mój ojciec Jerzy (ur.1914 r., absolwent UJ Kraków, wydziały: Prawa i Nauk Społecznych, które ukończył w maju 1939, radca prawny m.in. w Urzędzie Miejskim w Radomiu, zm. w 1998 r.),Maria Drozdowska (ur.31.01.1919 r. w Jeżowem). Ciocia ukończyła Gimnazjum w Nisku. Po drugiej wojnie światowej, w sierpniu 1947 r. przyjechała wraz z rodziną do Kłodzka. Tu ukończyła liczne kursy pedagogiczne oraz nauczycielskie, pracowała w charakterze opiekunki, nauczała języka polskiego i historii w miejscowych ośrodkach i szkołach w regionie kłodzkim.
Ciocia Ela ukończyła przed wojną po-lonistykę we Lwowie. W czasie jej trwania przeżyła wielką miłość do jeńca radzieckiego, który był dowódcą oddziału na Lubelszczyźnie o nazwisku Jastrzębski Włodzimierz, szlachcic rosyjski, bardzo wykształcony, ukończył matematykę i fizykę w Petersburgu, pochodzenia polskiego. W maju 1945 r. urodził się ich syn Włodzimierz. Ojciec nie wiedział
o tym fakcie, bowiem we wrześniu tegoż roku próbował uciec wraz z moim tatą na Węgry, gdzie został zastrzelony. On z kolei w czasie działań wojennych od 1940 r. przebywał w AK w oddziale Jana, kształcąc partyzantów oraz biorąc udział w licznych akcjach. Następnie musiał w 1946 r. natychmiast uciekać na Ziemie Odzyskane, bowiem groziło mu aresztowanie w Biłgoraju, gdzie krótko był wiceburmistrzem. Udał się więc do Kłodzka i Wrocławia i następnie ściągnął tam swoją rodzinę, a do Ząbkowic swoje siostry przyrodnie: Stanisławę Topór i Jadwigę Drozdowską. Mój ojciec ożenił się w Kłodzku 20.08.1949 r. z moją mamą Heleną, a następnie wyprowadzili się do Wrocławia, gdzie ukończył aplikację sędziowską. Z małżeństwa urodziły się dzieci: siostra Ela w 1951, ja w 1950.
Ciocia Mijka, jak nazwaliśmy ją, w domu przy ul. Łukasińskiego w Kłodzku, zajmowała się najpierw wychowaniem małego Włodzia, a następnie małych dzieci różnego pochodzenia, zazwyczaj osieroconych po wojnie. Cały czas jej pasją było pisanie kronik rodzinnych, wierszy, opowiadań, a później artykułów do prasy. Posiadam je w znacznej części z wyjątkiem pierwszych, opublikowanych
w Kłodzku. Uwielbiała pomagać innym, miała wielu wypróbowanych przyjaciół, utrzymywała wiele kontaktów rodzinnych. Bardzo dbała o ptaki w okresie zimowym, zwłaszcza jej ulubione gołębie. Po przejściu na emeryturę rozpoczęła pracę w Klubie Seniora przy ul. Armii Krajowej, gdzie była bibliotekarką, prowadziła chór, uczestniczyła w licznych imprezach i wycieczkach. Po 1990 skoncentrowała się na pomocy dla najbardziej potrzebujących, zazwyczaj młodych ludzi, nie radzących sobie w życiu. Bardzo dużo czytała, szczególnie książki historyczne. Była aktywna do śmierci, która nastąpiła w szpitalu miejskim w Kłodzku. W rodzinie Ojca żyje jeszcze ciocia Janka Kazubska, z Ziębic, córka siostry mojej babci Heleny rocznik 1920. Odwiedzaliśmy naszą Ciocię w miarę często – dzieci Włodzia, Ania i Łukasz wraz ze swoimi rodzinami, ja także z żoną Anną.
Na zakończenie przedstawiam fragment z jej wiersza pt.Smutek:
Smutek jest jak mgła,
przenika wszędzie,
otacza wszystko w krąg,
odchodzę więc w kraj smutku,
w krainę cienia i śmierci,
bo tam jest mój dom
prawdziwy,
dom, w którym powinnam być.
W całości zaś wiersz pt.:
Depresje.
Zanim jeszcze odjadę w życie
muszę pożegnać się
z tym wszystkim,
co nazywa się życiem.
Nie poznam smaku brzoskwiń,
ani jej wonnego zapachu,
ani jej nawet nie dotknę.