To nie drogi zabijają
O tym, jak trudno i niebezpiecznie żyje się w mieście podzielonym na dwie części zatłoczoną drogą, wiedzą najlepiej mieszkańcy Szczytnej. Ci, z centrum i ci, mieszkający przy K8, gdzie w większości nie ma chodników. Były petycje, pisma, opinie, zdjęcia. Były wieloletnie starania o przebudowę głównego skrzyżowania Burmistrza i Rady Miejskiej, wspierane przez parlamentarzystów – M. Wielichowską i S. Jurcewicza; były też starania o umieszczenie w Szczytnej radaru. Przebudowa skrzyżowania powinna się zacząć już, albo lada chwila, starania o radar na razie nie przyniosły efektów. Walka o bezpieczeństwo na K8 została rozszerzona o żądanie budowy szybkiej drogi S8. Pod takim hasłem 7. listopada odbyła się w Szczytnej, w okolicy stacji benzynowej pikieta, w której wzięło udział niewiele ponad 20 osób, w tym organizatorzy i mieszkańcy miasta. Podążając na tę pikietę pieszo – ponad kilometr poboczem drogi – liczyłam przejeżdżające samochody.
W ciągu około 15 minut przejechało ich 200, osobowych i tirów, z różną prędkością i ostrożnością, a warunki w tym dniu były wyjątkowo niesprzyjające kierowcom. Uczestnicy pikiety skandowali: BEZPIECZEŃSTWO. Kilku policjantów zabezpieczało protest-żądanie. - My tu stoimy, a w międzyczasie mamy w okolicy dwa zdarzenia drogowe – denerwował się jeden z nich. - Mają rację – mówił kierowca tira, któremu wytknęłam, że to i przeciwko nim - ale mamy szefów, którzy wymagają od nas pośpiechu, zależy nam na pracy. Ci, którzy nie są kierowcami zawodowymi, też się spieszą, przekraczają prędkość, lekceważą przepisy ruchu drogowego. Z pikiety także wracałam pieszo. Mijały mnie samochody, przed którymi trzeba było czasem chronić się nie tylko na pobocze. Te jadące w kierunku Dusznik- Zdroju, a więc i pikiety, wyraźnie zwalniały. No cóż, ten zuch, kto się nie da złapać, bo go ostrzegli koledzy kierowcy.
To nie drogi zabijają, to zabijają ich użytkownicy. Siebie, innych kierowców, pieszych.