Nauka płynąca z sojuszy

Autor: 
Jan Pokrywka

W roku 1800 w siedmiotygodniową podróż po Śląsku wyruszył John Quincy Adams, a ściślej mówiąc, po Dolnym Śląsku, jednak takiego określenia wówczas nie znano. Podróż ta, wiodła z Berlina przez Krosno, Legnicę, Jelenią Górę, Hrabstwo Kłodzkie, Wrocław i z powrotem, a udokumentowały ją 43 listy jakie Adams wysłał do młodszego brata.
Dlaczego o tym piszę? Nie tylko dlatego, że kilka listów dotyczy naszych terenów, choć Kłodzko i inne miejscowości potraktował Adams zdawkowo (np. o Kłodzku napisał, że jedyną interesującą rzeczą jest tutejsza twierdza), a o innych miastach pisał wnikliwie i kilka obserwacji wartych jest odnotowania, ale o tym przekonać się może każdy, bo Listy o Śląsku wydał Uniwersytet Wrocławski, a pięć z nich opublikowano w Zeszytach Muzeum Ziemi Kłodzkiej. Chodzi o pokazanie, że nie wszystko co wydaje się oczywiste, takim jest, a ponadto jak naprawdę wygląda polityka, jeżeli nie od kuchni to choćby z przedpokoju. Oficjalnym powodem podróży było m.in. „zebranie informacji dotyczących manufaktur tego kraju”, ale to możemy śmiało włożyć między bajki, a same listy potraktować jako zasłonę dymną dla czegoś zupełnie innego. Co daje mi prawo do takiego wniosku? Sama osoba J.Q.A. – prezydenta Stanów Zjednoczonych od 1825 r., a syna Johna Adamsa – drugiego po Waszyngtonie prezydenta tego państwa.
J. Q. A. uzyskał staranne wykształcenie w Europie i USA i od początku przeznaczony został, a może wytypowany, jak kto woli, do kariery dyplomatycznej.
W latach 1782-83 był osobistym sekretarzem i tłumaczem amerykańskiego ministra przy dworze w Petersburgu, a następnie odbył wraz z ojcem dwie podróże z Rosji przez Szwecję, Danię, północne Niemcy i Francję. W 1794 r. został ambasadorem w Holandii a w 1797 w Berlinie z celem zawarcia traktatu handlowego o klauzuli najwyższego uprzywilejowania pomiędzy Prusami a USA. W latach 1809-1814 był ambasadorem w Ro-sji, a w 1815-1817 ministrem pełnomocnym przy dworze brytyjskim.
Jeżeli zestawimy wszystkie te daty z historią Polski, to zobaczymy, że był on przy wszystkich ważnych wydarzeniach: II i III rozbiór Polski (1793, 1795), wojnach napoleońskich i utworzeniu Księstwa Warszawskiego (1807), Kongresie Wiedeńskim i utworzeniu Królestwa Polskiego (1815). Dopiero w tym kontekście widać, że ani Polska, ani Francja, ani nawet Austria nie były w centrum polityki zagranicznej brytyjskiej i amerykańskiej. Celem były Prusy, małe państewko, właściwie trochę wydm nadmorskich, które dopiero po Traktacie Wrocławskim 1742 „wchłonęły” Śląsk, a jeszcze bardziej po nabytkach po zaborach, stały się państwem znaczącym. W związku z tym rodzi się pytanie, dlaczego to stworzenie silnych Prus było przedmiotem polityki Brytanii i USA, państw, które z niezrozumiałych względów uważane są za naszych tradycyjnych sojuszników, a także banków, czyli londyńskiego City, które w ten projekt zainwestowały?
Moja hipoteza jest taka: Polska była największym producentem i przetwórcą żywności w Europie. Podstawą była własność wielkich gospodarstw rolnych a państwo strzegło wolności i własności. Dlatego aby ten rynek przejąć trzeba było państwo zlikwidować poprzez zabory, własność przez pchnięcie szlachty do samobójczych powstań. I to się udało.

Państwo ponad wszystko
Ten tytuł może mylić poprzez skojarzenie z pewną pieśnią będącą nawet hymnem, ale co tam, skoro tak właśnie jest. Pan prezes Jarosław Kaczyński był właśnie powiedział, że – cytuję z pamięci – „najpierw państwo, potem własność i rynek”. W tej kolejności właśnie a to powinno sprawić, że opadną łuski z oczu najzagorzalszym zwolennikom tezy, że Prawo i Sprawiedliwość to partia prawicowa. Ale zostawmy to i „wydestylujmy” głębszy sens słów pana Prezesa.
Najwyższą wartością życia społeczno-politycznego jest tu państwo, które, jak o tym już wielokrotnie pisałem, w istocie jest biurokratycznym aparatem przymusu. Państwo to nie to samo co naród, kraj, kraina, które mogą istnieć niezależnie od państwa lub w ramach jakiegokolwiek państwa. Jeżeli na pierwszym miejscu stawiamy aparat to znaczy, że wszystko inne, w tym własność i rynek, są mu podporządkowane. Co więcej można skonstatować, że własność jest tolerowana jako przykra konieczność o ile nie koliduje z wielkimi projektami państwa (G. Braun), a tych jest coraz więcej. Taki system może przerodzić się w dyktaturę jak we Włoszech za Mussoliniego (państwo wszystkim, wszystko w państwie, państwo o wszystkim), choć nie musi. Obecny system zwany przez Brauna „żoliborską grupą rekonstrukcji historycznej sanacji” daleki jest od państwa Duce a to za sprawą osobowości J. Kaczyńskiego. Jednak gdyby jego z jakichś przyczyn zabrakło może być różnie.
Postawienie własności za państwem to jakby postawienie wolności za państwem. Własność jest warunkiem wolności, jest jej niejako narzędziem. Pod tym względem rządy PiS wpisują się w lewicową tradycję, która na (jednym z kilku) celu miała zmianę stosunków własnościowych, a tego nie dało się zrobić bez przemocy, przemocy państwowej właśnie. Jak to działa widzimy na przykładzie „reprywatyzacji warszawskiej”, nie mówiąc już o komunistycznej nacjonalizacji. Gdy państwo nie będzie kontrolowane a własność zagwarantowana, do tego właśnie dojdzie. Jeżeli spojrzymy na to z odpowiedniej perspektywy zobaczymy dużą zależność rządów PiS od rządów sanacji, która rozprawiła się z wielką własnością rolną pod hasłem reformy rolnej. Obecny minister rolnictwa również wrogo odnosi się do restytucji obszarnictwa, a całości obrazu dopełnia fakt, że ministerstwo kultury ma siedzibę w zrabowanym pałacu.
Postawienie na trzecim miejscu rynku świadczy o jakimś oderwaniu się od rzeczywistości. Tak można postąpić z rynkiem państwowym, ale nie z rynkiem w ogóle, bo ten istnieje wszędzie i zawsze gdzie tylko jedni ludzie mają potrzeby a inni możliwości ich zaspokojenia. Rynek, jeżeli nie będzie oficjalny i strzeżony przez państwo z miejsca stanie się szarą strefą i nic na to nie można poradzić. Rynek w formie wyszynku istniał w USA w czasie prohibicji, a u nas, mimo zagrożenia karą śmierci kwitł handel mięsem w czasie okupacji. Rynek istnieje więc zawsze, choć o różnych barwach. Jeżeli rynek będzie przez państwo zdeprecjonowany, wytworzą się znane nam urzędnicze patologie, miejsce wolnej wymiany zajmie układ, system, wspierany przez służby państwowe, rzecz jasna poza prawnie. Krótko mó-wiąc, państwo stworzy rynkowe patologie, które trudno będzie zwalczyć, bo po pierwsze, państwo jest silniejsze, a po drugie, państwo będzie samo siebie kontrolowało.
To są poważne zagrożenia i będą jeszcze poważniejsze, jeżeli kontrolę nad państwem przejmą korporacje. Wtedy oznaczać to będzie prostą drogę do niewolnictwa.

Zagadka przesądów naukowości
Kiedyś jeszcze za tzw. komuny miał miejsce ciekawy eksperyment. Do studia telewizyjnego zaproszono kilku ekspertów, a prowadzący puścił im wykonanie fragmentu koncertu fortepianowego w wykonaniu trzech pianistów prosząc o ocenę, który z nich grał najlepiej. Eksperci, jak to eksperci, trochę podeliberowali, po czym uzgodnili jakiś werdykt wskazując najlepszego wykonawcę. Kto nim został – rzecz nieistotna, bo jak się okazało koncert puszczono w wykonaniu tego samego pianisty. Eksperci się obrazili, telewizja chyba, o ile pamiętam, przeprosiła i więcej takich „eventów” nie robiła.
To każe zastanowić się nad zjawiskiem ekspertów. Ktoś może powiedzieć, że za komuny czynnikiem decydującym o tym, kto był ekspertem była ideologia. To prawda, ale sądzę, że dziś jest jeszcze gorzej. Co prawda komuny nie ma ale jej nie istnienie jest tylko wyższą formą istnienia a ideologia pozostała w zmienionej formie i treści ale cel jest taki sam: zniszczenie starego porządku i ustanowienie w jego miejsce nowego. Dlatego eksperci, a i spora część naukowców zamiast uprawiania nauki w klasycznym tego słowa rozumieniu, uprawiają ideologię. Prof. Rupert Sheldrake wygłosił nawet wykład pt. Nauka Urojona (można go sobie wyguglać), w którym przedstawił 10 przesądów naukowych obowiązujących w nauce akademickiej. Są to pokrótce: 1/ natura działa machinalnie lub w sposób podobny do maszyny; wszechświat jest jak maszyna i my jesteśmy maszyną; 2/ materia nie jest świadoma a wszechświat składa się z nieświadomej materii; 3/ prawa natury są niezmienne tak jak prawa fizyki; 4/ łączna ilość materii i energii jest stała; 5/ natura nie ma przeznaczenia ani zamysłu a proces ewolucyjny kierunku; 6/ dziedziczność biologiczna jest materialna (w genach); 7/ wspomnienia przechowywane są w naszych mózgach jako ślady materialne; 8/ umysł znajduje się w środku głowy, a świadomość to aktywność mózgu; 9/ fenomeny psychiczne jak telepatia są niemożliwe; 10/ medycyna mechanistyczna jest jedyną, która działa. Sheldrake rozprawił się z tymi dogmatami i nic.
Spójrzmy na to od innej strony. Oto zagadka: ile lat ma Ziemia, bo taki obiekt, biorąc pod uwagę kształt, masę, miejsce w układzie słonecznym i składzie 60 głównych pierwiastków wychładza się do temperatury bliskiej 0 Kelwina w czasie od 60-80 milionów lat. Zero bezwzględne w skali Kelwina to jakieś minus 273 stopnie w skali Celsjusza. Naukowcy wiek Ziemi ustalili na ok. 4,5 mld lat, co oznacza, że już dawno powinna być lodową bryłą a nie jest. Wyjaśnienia są dwa. Pierwsze: Ziemia jest o wiele młodsza i miałaby kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy lat, jak podaje np. Biblia. Drugie, którego autorem jest Lord Kelwin,że musi istnieć jakieś inne, nieodkryte źródło ciepła. E. Rutherford w 1904 uznał, że jest nim idealnie stały, rozłożony równomiernie, trwający miliardy lat rozpad pierwiastków ciężkich, czyli, że w głębi ziemi zachodzą reakcje jądrowe. Oba wyjaśnienia przeczą dogmatom naukowym, zwłaszcza tym na zielonym tle.
Mamy więc naukę (i naukowych ekspertów) opartą o ideologię ale to z jednej strony. Z drugiej mamy interesy wielkich korporacji. Jeśli więc ktoś przekonuje nas o szkodliwości paliw tradycyjnych rozpętując, jak tej zimy, histerię smogową, baczmy co chce nam sprzedać, i to pod przymusem.

Eksperyment normobaryczny
Minęły 4 lata odkąd prowadzę eksperyment z komorą normobaryczną i wszystko wskazuje, że będzie to eksperyment udany, choć na ostateczne wyniki trzeba będzie poczekać kilkadziesiąt lat. Nieznającym tematu wyjaśnię o co chodzi. Jak wiadomo z licznych badań i przekazów, klimat na Ziemi nie był taki jak dziś. Różnice dotyczyły ciśnienia, temperatury i składu atmosfery, co z kolei uzewnętrzniało się innym wyglądem fauny i flory, pod względem wielkości ale nie tylko. Na czym polegały różnice? Zacznijmy od ciśnienia, wówczas wynoszącego ok. 1500 hektopaskali, o połowę większej ilości tlenu, ok. 50-krotnej większej ilości dwutlenku węgla oraz 10 tys. razy więcej wodoru w atmosferze. W takich warunkach dwutlenek węgla gwarantuje zwiększone wydzielanie tlenu do tkanek dotleniając je. Oznacza to, krótko mówiąc, że stworzeni zostaliśmy do życia w innych warunkach. O ile jednak nie mamy na nie wpływu, to możemy stworzyć namiastkę w postaci komory normobarycznej zwanej też kapsułą długowieczności.
Kilka, bodajże 5, takich komór działa już w Polsce. Komorą może być mieszkanie, ale też osobny obiekt, np. kontener urządzony tak, aby można by w nim żyć. Powinien być wyposażony w salonik, aneks kuchenny, łazienkę i ubikację. Dopiero wtedy przebywanie w nim stanie się normalnością zwiększając potencjał zdrowotny przez to, że komórki macierzyste mnożą się szybciej i bardziej poprzez szpik kostny wpływać na regenerację narządów. Pierwsze efekty widać już po 2 godzinach. Komórki macierzyste przejmują funkcję i kształty tych, których nie ma a powinny być, w tym np. brakujących narządów.
Krótko mówiąc komora normobaryczna sprzyja zdrowieniu (nie leczeniu, które ma skutki uboczne). Np. przeziębienia, które się zdarzają, trwają tu 1 dobę, a pacjent, którego część mózgu była w nekrobiozie, po 20 min. odzyskał pamięć. Ale samo krótkie przebywanie może niewiele korzyści przynieść. Dobrze byłoby żyć w takich warunkach w miarę stale, a przynajmniej 10 godzin na dobę. Podobnie jak wszędzie potrzebny jest umiar i rozsądek. Jeżeli przekroczy się warunki normobarii wchodzi się do hiperbarii, a to już nie sprzyja fizjologii. W pierwszym rzędzie cierpi wyściółka pęcherzyków płucnych spalając się szybciej a w skrajnych przypadkach dojść może do chemicznego zapalenia płuc, czyli oparzenia.

Wydania: