Walentynki. Wiosna
Walentynki szczęśliwie już za nami. Mimo romantycznej duszy, nie wiem dlaczego, ale nie przepadam za tym świętem. Ba! Mówiąc szczerze, ja go nie cierpię. Gdy przyglądam się tym tłumom zakochanych, którzy przyssani do siebie jak magnesem, ze wzrokiem nieprzytomnym od miłości suną chodnikami, parkowymi alejkami, go-szczą w kawiarniach, kinie etc. – to mdło mi się robi z tego przesłodzenia. 14 lutego każdy przedstawiciel płci męskiej (no prawie każdy) dzierży w ręku reklamówkę z pudełkiem czekoladek i obowiązkowo różę (zawsze jedna, zawsze czerwona, zawsze na długiej łodyżce). Panowie w późnym wieku podbojowym (czyli 40+) są bardziej wyrafinowani w swoim miłosnym guście. Gdy rzucić okiem w ich reklamówki, widać tam m.in. ostrygi. Taki produkt pozwala mniemać, że wieczór szykuje się „gorący”. Istnieje też prawdopodobieństwo, że ów zakup ostryg to mus – nieborak „ma problemy” i musi wspomagać się afrodyzjakami, by zadowolić swoją Walentynkę. Jak wiadomo bowiem, ostrygi to nie tylko symbol luksusu, ale także pokarm miłosny. Już w starożytności ostrygi były stosowane jako lek na potencję ze względu na ich kształt, który przypomina męskie jądra. Postępowano w zgodzie z zasadą, że podobne należy leczyć podobnym.
Z ostryg przygotowywano miłosne napoje oraz potrawy.
W Walentynki modne jest także wysyłanie do ukochanych miłosnych kartek z wyznaniem miłosnym, tudzież pisanie wierszy, sonetów (jak to umie rzecz jasna), śpiewanie romansów, serenad itd.
W Dzień Zakochanych także telewizja dodaje słodkości. Wyświetlane są miłosne filmy, zwłaszcza ten jeden o prostytutce co to się w niej zakochał bogaty i przystojny jegomość, a ona postanowiła rzucić profesję i wstąpić na drogę cnoty. W Walentynki tarzamy się w miłosnym bajorku bądź unosimy się na różowym obłoczku. Reasumując metaforycznie: po Walentynkach zasłodzeni do granic, musimy wspomagać się…sodą.
Rozkwit uczuć zazwyczaj dopada nas na wiosnę. W tym roku wiosna może naprawdę zaskoczyć uczuciami, całą kanonadą uczuć. Wszystko za sprawą nowej, starej „gwiazdy” polityki – Roberta Biedronia. Lider partii Wiosna niczym amfibia gna „po władzę”. Według sondaży partia Wiosna plasuje się obecnie na trzecim miejscu za PiS oraz PO. Nie ma co jednak piać z zachwytu, bo wyniki sondaży często mijają się z prawdą. Biedroń chce likwidacji kopalń, wyższej płacy minimalnej oraz legalizacji związków partnerskich. Jeździł po Polsce w ramach spotkań „Burza Mózgów z Robertem Biedroniem”. Jak widać opłacało się, bo pozyskał sporą grupę zwolenników. Były lider Nowoczesnej Ryszard Petru na chłodno ocenia szanse Biedronia, uważa, że ten może zostać zmieciony przez dwa bloki. Te słowa mają wydźwięk, biorąc pod uwagę fakt, że Petru został zmieciony przez własny blok. No, ale nie uprzedzajmy faktów. Na razie Biedroń pławi się
w świetle jupiterów, rozsyła uśmiechy, głosi pogadanki. Kto wie, może jesienią nadejdzie czas dla wiosny, albo i nie nadejdzie ulatując w niebyt polityczny jak różowy balonik.
Postanowiłam zakończyć ów felieton wierszem. Obecnie modne stało się pisanie wierszy, poetów namnożyło się jak grzybów po deszczu. Tak więc i ja spróbuję swoich sił.
Nadchodzi wiosna
A z nią rozkwit flory
Która spała do tej pory
Jak to z rozkwitem bywa
Zaraz przekwitać zaczyna