Pamięci Bogdana Kokocińskiego

Autor: 
Mirosław Awiżeń

Zmarł 19 maja 2019 roku, w niedzielę...
Powoli oswajam się z myślą, że Boguś jest tam gdzieś – a Jego ciało na zawsze tutaj. Nie udaje mi się pisać o Bogdanie bez nuty patetyczności. Zapewne nie bez kozery istnieje coś takiego jak patetyczność. Niekiedy jest potrzebna, o ile nie jest nadużywana. Teraz jest czas aby jej użyć.
Tak – Bogdan był bezsprzecznie człowiekiem, którego nie dało się nie lubić. Nie dość, że był świetnym przedsiębiorcą, któremu wszystko „wychodziło”, to był człowiekiem, który miał olbrzymie pole przyjmowania. Przyjmowania ludzi takimi jakimi są. Na pewno nie aniołami, ale nigdy ludźmi, którzy chcą zła.
Ech – ciężko pisać o Bogdanie, bo szybko możemy wpakować się w sztampę: „był cudownym człowiekiem”, „wspaniały mąż, ojciec, dziadek...”, „wspaniały kolega” i tak dalej.
Ciężko pisać o Bogdanie – bo ta sztampa to prawda, jakże często przypisywania „z urzędu” innym zmarłym tylko dlatego, że żyjący tak uważają. Ten sposób przekazywania słów wspomnienia powoduje spłaszczenie wizerunku człowieka, a przecież Bogdan to był facet z krwi i kości.
Z moich z Nim kontaktów, lekko żartobliwych, lekko kąsających, zaczynających się od słów: „Cześć ty stary burżuju” i odpowiedzi „Cześć ty stary krwiopijco” – co w kontaktach zawodowych oznaczało „przedsiębiorco starej daty, gdzie powiedziane, słowo zawierające warunki kontraktu znaczyło więcej niż papier spisany u notariusza”, a jak nieskromnie sądzę „Cześć ty stary krwiopijco” znaczyło, że znów oddaję do druku historie jakiegoś zdarzenia z życia napisane z zachowaniem przyzwoitości dziennikarskiej ale wymagającej bolesnego, niekiedy aż do przysłowiowej krwi, i dotkliwego powiedzenia prawdy.
Bogdan to był człowiek z krwi i kości – rzadko spotykaliśmy się na gruncie czysto prywatnym (choć zdarzało się i zahulać), ale kontakty służbowe to tak jakby nieustanne kontakty towarzyskie, gdzie „nijako przy okazji” załatwiało się sprawy zawodowe. Bo był czas na pogawędki, na kawę, na wspominki i wypominki... Bowiem, jak już powiedziałem: słowo się rzekło a pozostały czas można było spędzić na pogaduszkach. Ich czas zawierał się w czasie, kiedy w innych przypadkach trzeba było „handryczyć się” o ceny, terminy ...
Więc jak to jest? Można być dobrym człowiekiem będąc jednocześnie przedsiębiorcą. Dbać o Rodzinę a jednocześnie być darczyńcą dla innych ... Da się? Bogdan pokazał, że da się – i dlatego jakoś powoli, bardzo powoli oswajam się z tym, że tu go już nie ma. Ale kto wie? Przecież to był „CZŁOWIEK DUSZA”.
A dusze – są nieśmiertelne. Tu? Tam?
Nie lubię chodzić na pogrzeby – kiedy już muszę, to jestem, ale na pogrzeb Bogusia poszedłem z własnej, nieprzymuszonej woli, bo „BOGUŚ TO BOGUŚ”.

Wydania: