Lekcja polskiej historii. W 50. rocznicę śmierci Romana Kużaka
Wydarzenia grudniowe? 50 lat temu polscy żołnierze strzelali do Polaków, demonstrantów na Pomorzu. Strzelali do nich, chociaż najpierw powinni oddać strzał w powietrze, potem w bruk przed tłumem, dopiero wtedy w nogi. Ktoś kazał im strzelać prosto w ludzi.
Co ma z tym wspólnego Ziemia Kłodzka? 17 grudnia 1970 roku od rany postrzałowej klatki piersiowej zginął w Szczecinie pochodzący z Polanicy młody nauczyciel Roman Kużak.
Zaczęło się od tego, że 12 grudnia wprowadzono podwyżkę cen detalicznych mięsa i przetworów mięsnych. Ludzie, którym płaca ledwo starczała na utrzymanie, zbierali się na wiecach, domagając się cofnięcia podwyżek cen, a kiedy to nie pomogło, rozpoczęli strajk i wyszli na ulice. Doszło do starć ulicznych z milicją.
Tak było w Gdańsku, Szczecinie, Gdyni i Elblągu. Władze PRL wydały rozkaz użycia broni palnej przeciwko demonstrującym. Zginęło prawie 50 osób, a jednym z nich był pochodzący z Polanicy młody szczeciński nauczyciel wychowania fizycznego. Zginął jako jeden z pierwszych około godziny 17.00 na placu Żołnierza Polskiego w Szczecinie, przed Komendą Wojewódzką Milicji Obywatelskiej. Był lubianym nauczycielem i pełnym pomysłów kolegą. Miał zaledwie 23 lata i całe życie przed sobą.
Pogrzeby ofiar, trwające całą noc, organizowano w ścisłej tajemnicy. Nie informowano o nich nawet pracowników cmentarza. Teren cmentarza obstawiali milicjanci wyposażeni w broń długą. Nagie ciała chowali w nocy do piątej rano grabarze przywiezieni przez MO. Niektóre zwłoki pośpiesznie ubierano. Zabitych chowano w grobach w dwóch, oddalonych od siebie rzędach, raz w jednym, raz w drugim. W tym pogrzebie Romana Kużaka nie uczestniczył nikt z rodziny, co więcej, nikt o niczym nie wiedział. Syn miał przyjechać do rodzinnego domu w Polanicy Zdroju przy ul. Kłodzkiej na święta Bożego Narodzenia. Na Sylwestra umówiony był już z Bolesławem Jaśkiewiczem i dziewczynami. Nie dotarł. Rodzina, mocno zaniepokojona wypadkami na Wybrzeżu, wiedziała jedynie to, co podawała oficjalna prasa i telewizja. Po świętach bliscy Romana udali się na komisariat MO w Polanicy i zgłosili zaginięcie syna. W styczniu 1971 r. nadszedł list, a w nim informacja od przyjaciela syna o jego śmierci. Siostra zabitego potwierdziła ją, dzwoniąc do prokuratury wojewódzkiej. Wraz z ojcem natychmiast przyjechała do Szczecina. Zastali nieoznaczony grób, bez żadnej informacji o tym, kto jest w nim pochowany.
Kiedy rodzina chciała ekshumować ciało syna, aby pochować je wśród swoich, w rodzinnej Polanicy, starania o wydanie zgody trwały aż do lutego 1971 roku. W gabinecie kolejnego decydenta, sekretarza Prezydium Miejskiej Rady Narodowej, odchodząca od zmysłów matka zabitego Katarzyna Kużak upadła na kolana błagając o pomoc. Prokurator Stanisław Kolarz kluczył, nie chcąc podjąć decyzji.
Ostatecznie Romana Kużaka pochowano po raz drugi w Polanicy 28 lutego 1971 roku. Na jego pogrzeb przybyły tłumy. Specjalnie swój wyjazd opóźnili o kilka dni przebywający tu w sanatorium pracownicy stoczni. Matka wykrzykiwała swój żal, nie kryjąc, gdzie zginął i jak go najpierw pochowano. Tajniacy wobec powagi pogrzebu i liczby ludzi nie reagowali.
Na cmentarzu w Polanicy Zdroju nietrudno odnaleźć grób Romana Kużaka. Sektor VIII, rząd pierwszy, czwarty grób – a na nim napis: „Byłem młody chciałem żyć”.
Grobem zajmują się siostry. Śmierć brata przyniosła podkopanie zdrowia niemogącego się z nią pogodzić ojca, który zmarł załamany w następnym roku.
Polanicki cmentarz jest miejscem wielu patriotycznych uroczystości.
O tej ofierze polskiej historii mało się do niedawna pamiętało. Jakiś czas temu do polanickiego urzędu nadeszła prośba prezydenta Szczecina o upamiętnienie postaci. W polanickich szkołach nie mówiło się o tym nawet kilku słów. A to ważne. Dzięki pamięci o tej tragedii możliwe było porozumienie w 1989 roku. Jeszcze kilka miesięcy temu mogło się zdawać, że to odległa historia.
Pewnego pogodnego wrześniowego dnia w 2017 roku byłem w Szczecinie, spotkałem się z mieszkającym tam, a urodzonym w Polanicy, Michałem Majerskim, autorem filmów o trudnym polsko-niemieckim sąsiedztwie. Pokazywał nowy futurystyczny gmach Filharmonii Szczecińskiej, chodziliśmy po Starym Mieście. Potem szukałem śladów Romka Kużaka. Chciałem zobaczyć szkołę, w której pracował i internat, do którego szedł (był jego opiekunem) po zajęciach w szkole. A także miejsca, gdzie trafiła go kula, przypadkowa, bo on sam nie brał udziału w demonstracji, po prostu znalazł się w niewłaściwym miejscu i czasie. Tak bywa, gdy władza reaguje ślepą przemocą.
Szukałem odpowiedzi w Centrum Dialogu „Przełomy”, w pawilonie Muzeum Narodowego w Szczecinie. Mieści się pod ziemią, na powierzchni znajduje się Pomnik Ofiar Grudnia 1970. Jeszcze raz przeczytałem relacje. Kużak został postrzelony przy ul. Małopolskiej, obok skweru z basenem przeciwpożarowym. To zaledwie 30 m od muzeum i niecałe
100 m od Filharmonii. Naprzeciwko jest gmach Komendy Wojewódzkiej Policji, wtedy MO. To właśnie stamtąd strzelali żołnierze – z trzeciego piętra budynku. Na rozkaz dowódcy oddali salwę w kierunku demonstrantów przed gmachem.
Kwiaty położyliśmy na trawie obok zbiornika.
17 grudnia 2020 roku, w 50. rocznicę śmierci, na polanickim cmentarzu przedstawiciele władz miasta i Towarzystwa Miłośników Polanicy w imieniu społeczności miasta złożyli kwiaty na grobie Romana Kużaka.