Celestyna Schabowicz - wspomnienie

Autor: 
Przyjaciele i znajomi
Celestyna_Schabowicz_zdjecie.jpg

77 lat życia... i 56 lat nauczania młodzieży w szkole muzycznej w Bystrzycy Kłodzkiej, w Ognisku Muzycznym w Lądku-Zdroju.
11. stycznia 2021 roku odeszła Pani Celestyna Schabowicz, Była wykształconym muzykiem, w młodości artystką, a także mamą, babcią, człowiekiem aktywnym i niezwykle innym życzliwym.
Nauczała od 1964 r., aż do czasu nastania w 2020 r. pandemii. Była nauczycielką w Państwowej Szkole Muzycznej I st. w Bystrzycy Kłodzkiej i Ognisku Muzycznym w Lądku-Zdroju. Najpierw przez lata dojeżdżała z Bystrzycy do Lądka autobusami, a gdy ich zabrakło, potrafiła na kilka dni wynajmować pokój i dalej uczyć młodzież i dzieci muzyki. Wśród jej uczniów można wymienić: Dominikę Barabas, Aleksandrę Szlagę, Marcina Kociołka.
Od roku 1995 wraz z przyjaciółką z czasów dzieciństwa, pianistką i pedagogiem Akademii Muzycznej we Wrocławiu, Marią Magdaleną Bukowską-Janowską zajmowała się organizacją Ogólnopolskich Mistrzowskich Kursów Wykonawstwa Muzyki Fortepianowej i Wokalnej XX w. Dzięki tej cyklicznej imprezie mieszkańcy Bystrzycy i innych miast Ziemi Kłodzkiej mogli uczestniczyć we wspaniałych koncertach. Prowadziła Bystrzyckie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne.
Często można było w ostatnich latach spotkać Panią Celestynę wraz z jej przyjaciółką Krystyną Wołoszyn na różnych koncertach, imprezach kulturalnych w całej Ziemi Kłodzkiej. Potrzeba przeżywania piękna sztuki i jej rozpowszechnia była niezwykła.
Zamieszczając kilka wspomnień zapisanych w związku takim smutnym dla przyjaciół znajomych wydarzeniem chcemy choć na chwilę przypomnieć Państwu naszą Celestynę Schabowicz.
Przyjaciele i znajomi
**
*Lalka (tak do Niej mówili znajomi) była pogodną i życzliwą osobą. Być może nie wszyscy wiedzą, że była skrzypaczką. Przez wiele lat uczyła gry na tym instrumencie, aż do dnia, kiedy podczas otwierania słoika zraniła sobie rękę. Uszkodzone ścięgno nie pozwoliło na dalszą grę. Przyjęła to z pokorą i kontynuowała pracę pedagogiczną prowadząc przedmioty teoretyczne i chór. Jej uśmiech będziemy zawsze pamiętać. (Tadeusz Piotrowski)
*Każdy ma w życiu taki moment, kiedy kogoś serdecznie wspomina. Dla mnie dzisiaj to Pani Celestyna. Pamiętam chwilę, kiedy pierwszy raz się spotkałyśmy. Ciepłe słowa, miły uśmiech na twarzy i zaczęło się granie naszej córki. Tylko cierpliwość Pani Celestyny pozwoliła na to, że uczyła się pilnie, chociaż czasem waliła w pianino obiema rękami i krzyczała: „Dajcie mi spokój”! A później rozbrzmiewał w domu „Taniec węgierski”!!! Kochana Pani Celestyna zawsze mówiła, że w każdym domu powinien być jakiś instrument. Jest do dziś pianino „Legnica” u córki. Moja gitara kompletnie Pani Celestyny nie interesowała, bo cóż miałam jej zagrać i zaśpiewać? Siedem dziewcząt z Albatrosa, tyś jedyna? Później były spotkania „Przy płocie”. Szłam do mojej szkoły „Dwójki”, a Pani Celestyna w ogrodzie pielęgnowała kwiaty. Pierwszy berberys w Lasówce oraz tojeść, która bardzo się rozrosła. Zawsze, kiedy spojrzę na te rośliny, na pianino, na Pani dom, będę wspominać. Niech teraz w niebie grają Pani aniołowie najpiękniejsze pieśni na świecie! Spoczywaj w Pokoju droga Pani Celestyno!!! (Dorota Żuk)
*Pani Celestyna Schabowicz prowadziła przez kilka lat Bystrzyckie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne. Dzięki jej zaangażowaniu odbyło się pięć edycji Ogólnopolskich Kursów Mistrzowskich Wykonawstwa Muzyki Fortepianowej i Wokalnej XX wieku. To było duże osiągnięcie małej Bystrzycy. Przez wiele lat prowadziła również zajęcia muzyczne w innych miejscowościach, dojeżdżając na przykład do Lądka-Zdroju. Dla mnie Celestyna pozostanie osobą, która kochała Bystrzycę, muzykę i starała się sprowadzić do naszego miasta jak najwięcej muzyki. (L. Agata Zasępa)
*Droga Pani Celestyno... pamiętam nasze pierwsze spotkanie. Ja mała istotka, dumnie stojąca na scenie, jak wydawało mi się wtedy, ogromnej sali koncertowej naszej Szkoły Muzycznej i Pani:) Wraz z przeuroczym Panem Sorskim, z którym jak sądzę pijecie teraz razem gorącą herbatę, kazaliście wyklaskiwać mi podawany przez was rytm. Klaskałam bezpomyłkowo a Pani pogładziła mnie po ramieniu. Taki był nasz pierwszy kontakt:)
Miałam z Panią lekcje fortepianu i ... jak wszystkim innym nauczycielom, dałam i Pani w kość. Jako uczennica zdecydowanie antysystemowa, nie miałam zbytnich chęci do wykonywania poleceń nauczycieli, więc... w imię dobrze pojętych relacji , po lekcjach z ogromną radością (czytaj kara) nosiłam Pani zakupy do domu. Teraz sytuacja niewyobrażalna, bo... zakazy, nakazy itp, Wtedy było to zupełnie normalne (jak bardzo tej normalności brak). Pani Celestyno była Pani urokiem tej szkoły, była Pani wyjątkowa, nietuzinkowa i celna! Tak, tak, bo kto inny z takim impetem i celnością potrafił w ucznia niezainteresowanego zajęciami chóralnymi rzucić pękiem kluczy? (Mam nadzieję, że teraz Pani się uśmiecha). Wspomnień jest tyle, że spokojnie można byłoby napisać pokaźną książkę... Odchodzicie, bardzo Was brak... Mam nadzieję, że i tam są szkoły muzyczne, że kiedyś się spotkamy na wspólnej mocnej, czarnej herbacie. (Ewelina Zamojska)
*Celestyna w Ogrodzie Piękna
Tytuł tego wspomnienia ma zarówno charakter dosłowny, jak i przenośny. Podczas bystrzyckich spacerów można było bowiem często napotkać Panią Schabowicz przy pracach w jej „Tajemniczym ogrodzie”, w którym przetrwały stare drzewa i krzewy tak dziś zapamiętale trzebione na rzecz wysypanych kamykami alejek i innych japońskich ogródków. Zawsze chętna do rozmowy, lekką ręką odkładała robotę na później i z dużą swadą oraz poczuciem humoru dawała się ponieść dyskusji. Wspominała naszych wspólnych nauczycieli muzyki i zapatrzona w dal, z przenikliwym błyskiem w oczach opowiadała o czasach bezpowrotnie minionych. Miała bowiem duży talent narracyjny i świadomość historyczną. Z racji wykonywanego przeze mnie zawodu historyka sztuki chciałbym jednak przypomnieć może mniej znane fascynacje Pani Celestyny Schabowicz pięknem wizualnym – nie tylko kwiatami, lecz również szeroko rozumianymi sztukami. Już jako nastolatka statystowała w kręconym w Bystrzycy Kłodzkiej filmie „Nikt nie woła” (reż. Kazimierz Kutz, 1960). Za uzyskaną gażę zrobiła sobie wycieczkę do Warszawy, gdzie po błyskawicznej ocenie bieżących trendów, kupiła stołeczne buty i bez wahania ścięła warkocze – notabene jeden z atutów przy angażu do wyżej wymienionej produkcji. Być może była ostatnią osobą w Bystrzycy, która przechowała pamięć o pozostałej tu po wojnie niemieckiej nauczycielce muzyki Margarete Nicke. Wielokroć w swych opowieściach do niej wracała, albowiem pociągała ją aura artystyczna Niemki. Jej mieszkanie przy Placu Wolności zdobiły bowiem obrazy olejne i porcelana. Poza szkołą muzyczną Fräulein Nicke była organistką w kaplicy szpitalnej, przy której prowadziła też chór Sióstr Franciszkanek. Przy większych uroczystościach angażowała do tego zespołu także uczniów ze Szkoły Muzycznej, w tym Celestynę z domu Usakowską. W małej, nienawiedzanej przez ogół, kaplicy rozbrzmiewały wówczas fragmenty Wielkiej Mszy h-moll Johanna Sebastiana Bacha.
W ten sposób w rzeczywistości powojennej młodzi Polacy mogli się przekonać, że z ojczyzny Margarete Nicke wyszły nie tylko tragedie ludzkości, ale i genialni twórcy.
Sama Pani Celestyna była też mocno uwikłana w historię wojenną, urodziła się bowiem na Wołyniu podczas mordów dokonywanych przez Ukraińską Armię Powstańczą. Jako dwutygodniowe niemowlę przewieziona została z rodzinnych Kołodeży do krewnych w Łucku. Ojciec Jej do końca wojny musiał jeszcze przejść front z armią Berlinga. Rodzina cudem ocalała i po wojnie trafiła na Ziemię Kłodzką.
Napisanie rozdziału o edukacji muzycznej i działalności pedagogicznej Pani Schabowicz należy pozostawić Jej Uczniom i Współpracownikom.
Ja z „ogrodowych” rozmów zapamiętałem Jej fascynację barokową sztuką Rzymu, którą poznawała z autopsji podczas odwiedzin mieszkającej tam przez długi czas Córki. Bystrzycka „Pani od Muzyki” była dobrze zorientowana w bieżących wystawach w Wiecznym Mieście, często wracała do swych ulubionych galerii z rzeźbami Berniniego i malarstwem Caravaggia.
Można też powiedzieć, że sama w stylu bycia była też trochę barokowo-kresową Osobowością – otwartą, z szerokim gestem i fantazją, czasami nawet dla humoru – trochę rubaszną. Pamiętam, że podczas ostatniego jubileuszu Szkoły Muzycznej I st. w Bystrzycy Kłodzkiej, odbywającego się w jej dawnej Sali Koncertowej w Ratuszu, zaczęła opowiadać w trakcie przerwy technicznej o wiszących tu wcześniej pastelowych portretach kompozytorów autorstwa Irmy Hlawaty, przeniesionych już wówczas do zbyt małej, jak na ich gabaryty, dzisiejszej siedziby szkoły. Bystrzycka malarka była bowiem nauczycielką rysunków w czasach szkolnych Pani Schabowicz i to ona wprowadziła Ją w świat sztuk plastycznych. To zaciekawienie różnymi dziedzinami artystycznymi znalazło podsumowanie w ostatniej fazie działalności Pani Schabowicz na niwie Bystrzyckiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego. Ja osobiście zawdzięczam Jej poznanie z zaprzyjaźnioną z Nią artystką. Kiedy zaproponowałem pierwsze spotkanie w kawiarni, Pani Schabowicz odpowiedziała – „Daj spokój, w domu się takie rzeczy robi”. I tak się stało.
I taką Ją właśnie zapamiętałem. (Arkadiusz Wojtyła)

Wydania: