Literacka Polanica Helikon
Najwięcej jest najzwyklejszych poetów, co to czekają na wenę, cierpią twórcze męki, nie śpią po nocach, snują się po lasach i parkach albo wysiadują w fotelach, ale zawsze w końcu ułożą jakiś tekst, po prostu piękny, czego inni nie potrafią, to są pisarze poezji.
Obok tego są szczególne typy twórców, dziś o nich parę słów.
Są tacy, którzy piszą wiersze oczami, tak postrzegają rzeczywistość, to są malarze, malarze obrazów i malarze słów, oni malują poezję.
Drudzy piszą wiersze ze słuchu, inspirują ich dźwięki, rytm i melodia, to są muzycy i śpiewacy, oni śpiewają poezję.
Jeszcze inni piszą z wyobraźni, ona podsuwa im najczęściej niestworzone pomysły, ich wiersze bywają niezwykłe, jak bajki, oni opowiadają poezję.
Spójrzmy na przykłady. Zacznijmy od malarza słów – poniżej pokazuję wiersze Walentyny Anny Kubik, która i maluje, i poezję tworzy. Dlatego niektóre jej wiersze dają czytelnikowi takie wrażenie, że czytając – ogląda obraz. Spójrzmy na te wiersze-obrazy.
*Chodź za mną
Chodź w nieznane
gdzie na rozstajach brak drogowskazów
gdzie łąki w barwnych spódnicach
nabrzmiewają słońcem
a wiatr układa fale zbóż
aż tam…
gdzie diabeł mówi dobranoc
a dzień zasypia
w uścisku nocy.
(Walentyna Anna Kubik)
*Kropla dzieciństwa
Zapach lata
dworskie ogrody z kwitnącym
aromatycznie dzikim bzem
zwisającym malowniczo nad stawem
pełnym jaskrawo zielonej rzęsy
pachnące tataraki
kaczeńce w objęciach niezapominajek
biały dwór z salami balowymi
ogromne okna wpatrzone w jezioro
czarowny park
szpalery drzew i krzewów
roznoszących niezapomnianą woń
dziecięce zabawy
Nieświadomość miejsca
(Walentyna Anna Kubik)
Oto drugi przykład – utwór Marii Mądry, który powstał w pod wpływem impulsu. Otóż Maria obejrzała w telewizji spektakl „Wesela” Wyspiańskiego, a tam taka melodia! taki rytm! – jak to u Wyspiańskiego. I Maria – osoba wrażliwa i na poezję, i na dźwięki – w ciągu jednej nocy stworzyła wiersz. Ja bym go określił jako „napisany wyspiańskim”, ze słuchu, czasem tak się zdarza muzykalnym poetom. Przeczytajcie – najlepiej na głos, wyśpiewując charakterystyczną melodię „Wesela”. A i przesłanie jakże współczesne tutaj mamy…
Sny ojców
Czarny wicher batem świsnął,
grzmot nabrzmiały niebem błysnął,
ostrym biczem chmury pognał,
zimnym gradem świat zasypał.
Ludzkie serca lekko zmroził
i przez chwilę lud zatrwożył…
A za oknem coś się błyska…
Cóż to – zjawa czy potwora?
Stanął w progu Wernyhora!!!
No patrzajcie tu ludziska,
coś dziwnego widzę z bliska,
chyba wrócił Wernyhora!
Nie na koniu, cały w bieli,
coś w swej dłoni mocno ściska.
To nie złoto rogu błyska,
to od krzyża świeci iskra!
Jego słowa jasne, proste:
synu polski, pilnuj Polski!
pilnuj granic wolnej Polski!
Swarów wszystkich nadszedł kres.
Trza się zbroić, nie swawolić!
A ja głośno do was wołam:
nasza Polska jest dziś wolna,
a za rzeką ruski warchoł
zburzył wszystko,
znowu czyha
i zniewolić ludzi chce!
Stanął w progu Wernyhora,
czeka cicho, nasłuchuje.
A ludziska se tańcują,
a ludziska se dworują,
gęby do się wykrzywiają,
o napitki wciąż wołają!…
Graj muzyko, graj wesoło,
Wesolutko a dokoła!
Smutnych wierszy
ni piosenek nie chcą słuchać,
choć w ich słowach jest nauka.
Ma być miło a wesoło!
Graj muzyko, głośno graj,
rozweselaj cały kraj!
Idź pod płot spać Wernyhoro,
bo cię tutaj już nie trzeba.
A słoneczko jest za chmurą,
wnet zza góry gdzieś wylezie
i nie będzie nam ponuro.
i już ciebie,
nauk twoich Wernyhoro
słuchać dalej nam nie trzeba…
Stary ojciec ze snu zerwał się w swej chacie.
Podaj synu szablę, uprzęż, buty, gacie!
Dzwony dzwonią, surmy grają,
chodźcie chłopy! Trza się zbierać!
Ruskie łapy trza odpierać!
Syn zbudzony mu odpowie:
to widziadło, ojciec przecie!
Pewnie coś ci się przyśniło,
w starej głowie namociło,
w starej głowie coś się plecie.
Przecie ojciec jesteś stary, masz wygody.
Cóż ci ojciec jeszcze trzeba?
Cisza we wsi, miska pełna
chleba, szynki i kiełbasy,
mamy przecie dobre czasy…
Co niektórzy zrozumieli,
jaką wartość Wernyhory miały słowa
i jak silna ich wymowa.
Straże granic wystawili,
bronić Polski zawsze będą.
Gdzieś za chmurką,
gdzieś tam w niebie
siedzi sobie Wernyhora
i uśmiecha się do siebie.
A może Polaku do ciebie?
(Maria Mądry)
Czas na trzeci przykład, to wiersz Jana Stypuły. To jest twórca, który lubi historyczne nawiązania, stare opowieści i legendy, sięga do nich albo wymyśla całkiem nowe. Poniżej opowiada – w formie wierszyka-rymowanki – prawdziwą polanicką historię o niezwykłych wspólnikach w biznesie.
August Prędki i jego pies Hektor
Poprzez góry i równiny,
ludzie jadą do kotliny,
z bliska, z dala, z zagranicy,
szukać zdrowia w Polanicy.
Do tej pory marne szanse,
dojazd tylko dyliżansem,
ale w końcu tu gdzie zdroje,
zbudowano także kolej.
Tłumy ludzi, ich bagaże,
bryczki, wozy i tragarze,
jak najszybciej, by w spokoju,
wypoczywać w pięknym zdroju.
Czas najwyższy i już pora,
by przedstawić psa Hektora,
dzielna postać z naszej ziemi,
choć bez greckich był korzeni.
August Prędki panem psiaka,
przyjaźń między nimi taka:
August z fajką z przodu szedł,
a bagaże ciągnął pies.
Tak przebiegał rok za rokiem,
Hektor coraz cięższym krokiem
ciągnie wózek, jęzor zwiesza,
a pan Prędki wciąż przyśpiesza.
Dnia pewnego wielka zmiana,
bagażowy zaraz z rana
miejską górkę już pokonał,
wózek ciągnie jego żona!
Jedzie pociąg w uzdrowisko,
zdechł już Hektor- wierne psisko!
August biznes swój rozkręca,
żona ze zmęczenia stęka...
Bo melodia brzęku monet
pcha człowieka w różną stronę.
„Wóz” biznesu raz na górze,
kiedy indziej w wielkiej dziurze...
Więc gdy biznes twój utyka,
psa nie uczyń ze wspólnika.
Wóz ciągnijcie razem w górę,
łatwiej ominiecie dziurę.
Na zakrętach nie wysiadaj,
spraw-walizek nie dokładaj.
Gdy to czynisz, przyjdzie pora,
ujrzysz wierność w nim Hektora!
(Jan Stypuła)
Każdy poeta jest obdarzony wrażliwością, zazwyczaj bardzo bogatą, a czasem różnorodną. Powyższe przykłady ilustrują tę wrażliwość – spróbujmy lepiej zrozumieć poetów, a może i bardziej docenić niezwykłość ich umysłów, wizji i wyobrażeń. A tak w ogóle – kochajmy poetów!
Na zdjęciu: Polanickie zaproszenie do sierpniowego lasu