Mietek Kowalcze: Czytane dla fabuły (24). Fabuła, która drażni
Nic się po Noblu nie zmienił – usłyszeliśmy przed laty o Czesławie Miłoszu, kiedy ktoś zauważył, że Nagroda nie przerwała (na dłużej) jego twórczości. Nie o wszystkich jednak da się powiedzieć tak samo. Mam na myśli to, że długo przychodzi nam czekać na książki tych, których owo wyróżnienie wyraźnie twórczo „zamroziło”. Pisanie dla nas, czytających, odłożyli. O pisarstwie (i poglądach) Johna Maxwella Coetzeego da się jednak powiedzieć podobnie jak o Czesławie Miłoszu. Po 2003 (Nobel) regularnie możemy sięgać po nowe opowiadania i powieści autora „Polaka”, a wydawnictwa stale wznawiają starsze teksty, np. w eleganckich seriach. Roboczo ten tekst cyklu zatytułowałem „Sprzed Elizabeth Costello”, czyli okresu pisarstwa, w którym nie było jeszcze tej literackiej bohaterki fabuł Coetzeego i jak się potocznie uważa alter ego twórcy. Jej wprowadzenie do świata powieściowego w roku 2003 (wcześniej mówił o niej w wykładach) zmieniło/złagodziło nieco tę cechę jego fabuł i idei, którą można w uproszczeniu nazwać drażnieniem odbiorców/słuchaczy. Mocno kontrowersyjna Elizabeth staje się bowiem swego rodzaju „chłopcem do bicia”, w miejsce autora. A to, że jest postacią fikcyjną? To jedynie pozwala na zdrowy dystans w dyskursie.
Tytuł sugeruje, że proponowana w tym odcinku fabuła do czytania będzie drażniła. Sprawdźmy o co chodzi. Wydana po raz pierwszy w 1994 roku powieść „Mistrz z Petersburga” to opowieść o Fiodorze Dostojewskim, który przyjeżdża do miasta nad Newą, żeby przeżyć żałobę po zmarłym tragicznie przybranym synu. Wyjaśnianie okoliczności śmierci, porządkowanie różnych spraw, próba emocjonalnego uporania się z żałobą to zasadnicze tematy fabuły. Proste i oczywiste przy takim wydarzeniu. Znakomity warsztat, staranność przedstawiania niezliczonych elementów świata, w którym toczy się fabuła, dbałość o drobiazgi, wreszcie świadectwa tego, że Coetzee świetnie zna książki autora „Braci Karamazow”, to cechy, które dają przyjemność czytania, a także w miarę łatwego podążania za kolejnymi pomysłami. No to co drażni?
Przede wszystkim to, że Fiodor Dostojewski ma w naszym czytelniczym panteonie wysokie, stałe i zasłużone miejsce, a w książce Noblisty z RPA stajemy wobec bohatera, który wcale nie stoi na piedestale. To, że zupełnie po ludzku boryka się ze smutkiem rozumiemy. Już nieco trudniej akceptujemy fakt, że nie daje rady opanować pożądliwości. Do głębi zaś drażni to, że nie opowiada się za zmianami, postępem, rewolucją wreszcie, za które syn poświęcił życie. Ba, a ta uległość Mistrza wobec policji! Prawie współpraca z oprawcami. Czy jak w innych scenach fabuły – rozmowy z rewolucjonistą Nieczajewem, w których autor „Idioty” jest po prostu oportunistą. No i sami powiedzcie, czy to nie powody do rozdrażnienia? Przecież nasz stereotyp jest jasny – Dostojewski to dzielny, odważny i postępowy pisarz-myśliciel. I tylko można się żachnąć – te nasze paradygmaty! Podrażnieni rozumiemy z jakiego powodu pojawia się w tekstach Coetzeego Elizabeth Costello.
PS Warto dać się podrażnić. To orzeźwiające.
John Maxwell Coetzee, Mistrz z Petersburga, tłum. Wacław Niepokólczycki. Wydawnictwo Znak Kraków 2005.