Skromność a dzikość
Nijak nie zacząć od naszej wspaniałej Justynki. Dla mnie jednak najistotniejsza jest jej postawa - swój fenomenalny sukces uznała za sukces trenera Wierietielnego i serwisantów. Trenera uważa za geniusza nart. Serwisanci przygotowali jej narty lepiej niż przygotowane były narty rywalek. Skąd prosty wniosek, że bez nich straciłaby więcej sił i tak wielki sukces mógłby okazać się niemożliwy. Sama mówiła, że jej narty lepiej się spisywały niż narty Norweżek. A wszak nie słyszała podobnych komentarzy telewizyjnych w trakcie tego morderczego biegu. Skromność, godność - wielkość!
I tu nasuwa się analogia z naszą/?/ wierchuszką. B. minister sportu nasz kraj określił jako “dziki”. Dziwnie przy tym nie zauważył, że dzisiaj dzikość ta wynika z “dokonań” jego/!/ mafii; od dyrygentów w typie sobiepanów, poprzez podręczne popychadła w typie zupniaków, do cappo di tutti capi/?/, zwanego nie najuprzejmiej Chyżym Rojem.
Zespół cudownej Justyny jest po prostu lojalny, zgrany i solidarny. Ekipa trzymająca władzę odznacza się podobnymi cechami. Z tym drobnym zastrzeżeniem, że używa ich do diametralnie różnych celów - “trzymaj się koryta i pogłębiaj dno”. Mamy więc jakby dwie różne Polski. “Nadejdzie jednak dzień zapłaty”?