Wspomnienia Marianny Krzyworzeki - c.d.

Pamiętam, że z powodu strasznego głodu, w wielodzietnej rodzinie pana K. powstały pewnego rodzaju nieporozumienia między małżonkami. Matka chyba coś wypomniała ojcu, że przyniósł za mało chleba. Mąż bardzo się zdenerwował i rzucił tym chlebem w żonę. Chleb miał formę cegły, był ciężki i trafił żonę w nos. Krew się polała z nosa. Ona się musiała chyba poskarżyć naczalstwu, bo męża jej zabrano do aresztu. Siedział tam ze trzy dni. Co tam z nim robili, nie wiem, może go głodzili. Ale do baraku szedł na czworakach.
Ja doskonale wiem, jak matkę boli, gdy dzieci głodują, a rodzice nie mogą temu zaradzić. Ja to wolałam nie wchodzić do baraku, jak dzieci płakały z głodu. Nie mogłam słuchać ich płaczu i jęków. Wchodziłam tam, gdy usnęły. Bo co mogłam zrobić by im pomóc? Chyba tylko tyle, by płakać razem z nimi. Człowiek wobec głodujących dzieci był tam zupełnie bezradny. Władze rosyjskie wiedziały o tym dobrze. Może i one martwiły się. Trudno mi coś na ten temat powiedzieć. Ale pewnego razu komendant zaproponował, aby ci, którzy chcą, mogli oddać dzieci do domu dziecka, że tam jest lepsza sytuacja żywnościowa. Mąż mój nawet myślał o tym, ale ja powiedziałam: – Nie, nie oddam dzieci swoich do domu dziecka! Jeśli mają umrzeć
z głodu to, niech umierają przy mnie, ale tam nie oddam. Jeden z Polaków, pan K. oddał dwoje swoich dzieci, Zygmunta i Krystynę, do domu dziecka. Później bardzo tego żałował, bo nie mógł ich odnaleźć. Dzieci były przenoszone do różnych domów dziecka, języka polskiego już prawie nie znały. I ten pan K. przez trzy tygodnie jeździł i szukał swoich dzieci. W którymś z kolejnych domów odnalazł je i zabrał do rodziny.
Warto wspomnieć też o naszych modlitwach w baraku. Było to chyba wiosną 1940 roku. W baraku, jeszcze nie podzielonym na izby, śpiewaliśmy pieśni religijne. Miałam ze sobą figurkę Matki Boskiej i postawiłam ją na stole. Wszyscy, którzy byli w baraku, śpiewali pieśni religijne, więc śpiew był donośny. Czujny naczelnik natychmiast się zjawił w baraku, spojrzał na nas i zapytał: – Co wy tu robicie? – Modlimy się i śpiewamy – mówię. – A kto to, zapytał i wskazał na figurkę Matki Boskiej. – To Matka Boska – mówię. – Ubieritie etu Marusiu atsiuda! – powiedział – Jak będziecie mieć własne izby, to możecie tam stawiać figurki Matki Boskiej, modlić się
i śpiewać pieśni religijne. A ten barak jest państwowy, tu tego robić nie wolno!

Wydania: