Piekiełko. Skrajność

Autor: 
Katarzyna Redmerska

Dlaczego tacy jesteśmy? Dlaczego nasze narodowe pieniactwo bierze górę nad rozsądkiem? Nie umiemy uszanować żałoby narodowej nawet przez tydzień. Problem mają z tym tak zwane „gadające głowy”. Po kilku dniach powróciło dobrze znane nam polityczne „piekiełko”. Na razie powoli i nieśmiało skrada się i zaczyna coraz bardziej panoszyć. Słychać już głosy krytyki pod adresem marszałka Komorowskiego, że albo podjął decyzje za szybko, albo za wolno. Że „ten” powiedział „to”, a „tamten” „tamto”. Czy naprawdę jest to nam tak potrzebne? Czy naszej „przywary” negatywności względem innych nie sposób wykorzenić?
Zauważyć też można, podczas naszej obecnej sytuacji, wyjątkowe skrajności jakimi kierują się nie tylko masy polityczne, ale i zwyczajni obywatele. Analizując na spokojnie, stosunek do klasy politycznej i prezydenta, który przedstawiał się wszyscy wiemy jak. W okresie żałoby przybiera on co najmniej niesmaczną formę, żeby nie powiedzieć dwulicową. W obliczu tragicznej katastrofy, wydarzenia, którego niezdolna przewidzieć, co poniektórzy wpadają w wyjątkową pompatyczność i mocno przejaskrawioną i ozdobioną przymiotnikami górnolotną formę swej wypowiedzi co do zasług i osiągnięć powyższych. Chciałoby się powiedzieć: „trochę ciszej nad tą trumną panowie i panie…”. Niepokojące są również docierające do mediów komentarze co niektórych na temat działań strony rosyjskiej, nie tylko w związku z samym wypadkiem, ale i prowadzeniem śledztwa. Warto poskromić emocje i poczekać do ostatecznych wyników śledztwa, nie wybiegać przed szereg. To nie służy naszemu dobru i nie wpłynie na polepszenie stosunków.
Ze smutkiem dochodzę do wniosku, że to my nie chcemy pojednania. Przesiąknięci jesteśmy chęcią czołobitności, która w naszym mniemaniu należna jest nam. Zapominamy lub nie chcemy pamiętać, że i my nie jesteśmy bez winy w stosunkach polsko-rosyjskich, jak pokazują karty historii. Miejmy szacunek dla wszystkich ofiar II wojny światowej. Mówiąc o Katyniu, pamiętajmy, że okrutną śmiercią umierali oficerowie i żołnierze na wszystkich frontach. Umierali również partyzanci, których bezimienne mogiły barwią wiele lasów.
Żałoba narodowa dobiegła końca. Pamiętając o umarłych, wkraczamy w normalne, ale naznaczone piętnem tragedii życie. Miejmy to na uwadze. Zwłaszcza „masa polityczna” powinna teraz uważać. Nie wolno tak wielkiej tragedii przenosić na salony polityczne i wykorzystywać w kampanii wyborczej. Wygląda na to, że obecne przedterminowe wybory prezydenckie ukażą w całej okazałości kulturę polityczną. Myślę, że nie będzie to kampania, wbrew opinii co poniektórych, delikatna. Będzie twarda. Na urząd prezydenta zapewne PiS wystawi Jarosława Kaczyńskiego. PO zmuszona będzie wtedy powrócić do Donalda Tuska, SLD unikając „niebytu” politycznego nie odda swoich głosów na Olechowskiego, lecz wystawi kandydaturę Kalisza.
Czeka nas kampania jakich jeszcze nie było. Przyświecać jej będzie bowiem granie na naszych uczuciach.

Wydania: