My, Wy, Oni
Nieubłaganie zbliżamy się do czasu, w którym 20 lat temu i do Szczytnej wkroczyło NOWE, z którym cała Polska wiązała określone oczekiwania, sciśle powiązane z nadziejami.
W naszym mieście patronował im Komitet Obywatelski, należący początkowo do Stowarzyszenia Komitetów Obywatelskich Ziemi Kłodzkiej, później niezależny. Liczył 11 członków i 9 sympatyków. Jego pierwszym przewodniczącym był Mirosław Awiżeń, po jego rezygnacji Zygmunt Depczyński. To tam przygotowywano się do pierwszych wyborów władzy terytorialnej, wymieniano poglądy, dyskutowano - czasem długo i burzliwie.
Miał KO duży wpływ na te pierwsze wybory popierając kandydatów na radnych. Wybraliśmy ich dwudziestu. Miasto reprezentowali: Halina Bernat, G. Frala, G. Grobelny, E. Gunia, J. Hartman, W. Iwanicki, S. Klęsk, Z. Lisowski, T. Masztelarz, K. Pawlicki, W. Szlosberger, M. Szpak, M. Szpanier, J. Tumiłowicz, F. Tobiasz; sprawy wsi wzięli w swoje ręce: J. Bigda - Niwa, I. Drabik - Złotno, Wł. Krakowski - Wolany, R. Rola - Łężyce. Zarząd Miasta i Gminy tworzyli: Józef Drabik, Mirosław Awiżeń, Tadeusz Masztalerz, Marek Szpak i Grzegorz Frala.
W sierpniu 1990 r. z inicjatywy M. Awiżenia, w wykonaniu Danuty Chmielarz - teksty i Grzegorza Frali - skład i druk - ukazał się pierwszy numer naszej lokalnej gazetki (tak ją mieszkańcy nazywali) „Co...Gdzie...Kiedy...”.
„Będziecie mogli w nim (pisemku) znaleźć relacje z ważnych wydarzeń, sprawozdania, wywiady, wieści z pierwszej ręki oraz inne ciekawostki” - zapewnialiśmy Czytelników. Z czasem do naszej dwójki dołączył Grzegorz Chytry - autor satyrycznych rysunków i Marek Krzyścin - autor tekstów podpisywanych „Nie-magister”. W pierwszym numerze - jak sie okazało później - bardzo popularnego pisemka - ukazał się m.in. tekst: „My, wy, ja ...”
Oto on: „Władzę powinni sprawować ci, którzy już wszystko mają.
I których rodziny są urządzone. Wtedy jest pewność, że nie będą myśleć tylko o sobie, że będą mieli na uwadze tych, którzy im tę władzę powierzyli - powiedział w gorącym okresie wyborów pewien robotnik.
Proste, szczere, prawdziwe, gorzkie. Jakże często bowiem ci przemawiający w naszym imieniu, działający dla naszego dobra zamieniali w rezultacie formę MY na JA. To im „rosły” domy, im oddawano mieszkania, dla nich drukowano talony, bony, wymyślne przywileje. W myśl hasła : rośli w siłę, dumę i żyli dostatniej. W naszym imieniu.
Tak było. Jak jest? Znów wyszliśmy od MY. Zaufaliśmy i powierzyliśmy swoje skromne bytowanie tym, którzy wydali się najgodniejsi, bo przecież wiedzą, znają, przeżyli i chcą. Mają nadzieję i ufność, że potrafią. Z niecierpliwością czekamy na pierwsze, namacalne efekty ich pracy. I z wiarą, że tym razem nie pomylą zaimka MY z JA i ONI.”
Czy nadzieja okazała się matka naiwnych, a Tacyt miał rację mówiąc: „Uzdolniony był do panowania pod tym warunkiem, żeby nie panował”, mieliśmy wszyscy okazję obserwować przez minione 20 lat i obserwujemy nadal.
A jak kształtowała się nasza, lokalna samorządność, czym żyliśmy, do czego doszliśmy - w kilku następnych wydaniach gazety.