Lądeckie impresje (111)

Autor: 
Janusz Puszczewicz

W dniu 13 czerwca tj. w dzień Św. Antoniego – patrona kościółka w Wojtówce mieszkańcy tej wioski otrzymali w prezencie niezwykły prezent. Była nim książka pani ALICJI SMOLIŃSKIEJ pt. „ WOJTÓWKA i WRZOSÓWKA – LĄDECKIE WSIE”.
Niezwykła – bowiem jest to pierwsza tego rodzaju publikacja o tych wioskach, ich historii i dniu dzisiejszym. Publikacja przez nas - miłośników lądeckiej krainy - tak długo oczekiwana. Dwa – że wydana
w formie elektronicznej w postaci CD-R. Jej wydanie zbiegło się z jubileuszem 60-rocznicą osiedlenia się na tych terenach górali z Ochotnicy, pierwszych powojennych osadników w tym zakątku. Książka to nie tylko opracowanie autorskie pisane zwł. pod kątem historycznym, ale i teksty innych autorów piszących o tym zakątku. Są tam również fragmenty „Lądeckich impresji” w których kiedyś pisałem o tym magicznym zakątku.
Poniżej moja krótka rozmowa z panią Alicją Smolińską – która na co dzień mieszka w Berlinie, chociaż drugą nogą wciąż jest na Ziemi Kłodzkiej, a w Wojtówce w szczególności.

- Pani Alicjo proszę na wstępie opowiedzieć o swoim pierwszym spotkaniu z Ziemią Kłodzką…
Wczesna wiosna 1994 roku to moje pierwsze spotkanie z Ziemia Kłodzką. Pamiętam cudne krajobrazy usiane jeszcze bezlistnymi drzewami, rosnącymi na tle wysokich świerków. Przyjechaliśmy wtedy do Wojtówki, na ponawiane zaproszenie znajomych. W zasadzie usłyszeliśmy, że zapraszają nas po raz ostatni, więcej bowiem zaproszenia nie ponowią, nie to nie. Były wielkanocne ferie. Teraz już wiem, ze w tym czasie często należy spodziewać się  śniegu, ale w 1994 w marcu już go  nie było. Nagi, ale jakże piękny krajobraz,  błogi spokój, wiosenne słońce wędrujące ponad wysokimi drzewami -  długo staliśmy na tarasie wpatrzeni w Górę Wojtowa. Już wtedy wiedzieliśmy, że tutaj musimy  “być”.

- W wyniku tego spotkania i tego zauroczenia powstała książka „WOJTÓWKA i WRZOSÓWKA- LĄDECKIE WSIE”…
Wojtówka szczególnie przypadła mi do gustu. Wieś jest inna niż wszystkie, gospodarstwa i letniska są nierównomiernie rozproszone na zboczach gór, leżą  też w dolinie. Chce się stać i krzyczeć; chodźcie, zobaczcie jak tu pięknie…
Taką rolę ma teraz spełnić moja “elektroniczna książka”. Opublikowanie jej  było przewidziane w roku szczególnego jubileuszu - 60 -lecia osiedlin górali z Ochotnicy / jubileusz przypadał w 2009 roku /. To miał być  prezent dla  przesympatycznych i pomocnych w każdym względzie, mieszkańców wsi. “Wielka woda” w ubiegłym roku pokrzyżowała jednak te plany. Nie było atmosfery a myśli ludzkie pogrążone były usuwaniem szkód i wykonywaniem popowodziowych napraw.
Jak podkreślam na stronach publikacji, ma ona wzbogacić mieszkańców, letników i gości o  karty historii tych dwóch wsi : Wojtówki i Wrzosówki. Ma podkreślić  walory lądeckiego regionu oraz zaprosić do odwiedzenia Kotliny Kłodzkiej. Tutaj naprawdę, jak pisze Bragiel: “Złote Góry jeszcze żyją, jeszcze trwają w resztkach swojej pierwotnej natury, jeszcze nie są zniszczone do końca, jeszcze rosną (tu) stare drzewa siane wiatrem i żyją wolne zwierzęta”.

- Czy możemy liczyć na wydanie książki w tradycyjnej formie ?
Oczywiście, też jestem za książką. Na pewno w przyszłości i taka się ukaże… jeżeli będą zainteresowani.

- Czekamy więc na Pani książkę wydaną w tradycyjnej formie. Może temat ten podejmą władze Lądka Zdroju. Tak niewiele jest bowiem pozycji na „lądeckiej półce”.

A póki co poznajmy życzenia i marzenia Pani Alicji Smolińskiej …
Marzenia? Tak są, zachowajmy naturę  taką, jaka tutaj jest. Dbajmy o każde źdzbło trawy, właściwie wykorzystajmy oraz odnawiajmy zasoby przyrody i jej składniki. Chrońmy świat roślin i zwierząt.
Życzenia? - aby mieszkańcom regionu dobrze się “działo”, aby żyli zawsze dostatnio i spokojnie.

- Tradycyjnie już na koniec, proszę o kilka słów o sobie. Tak bardziej już prywatnie…
Moje zawodowe korzenie wywodzą się ze statystyki, analiz czy publikacji danych statystycznych. Od lat 80-tych mieszkam w Berlinie, gdzie kiedyś poznałam pana Jacka Manke – prekursora usług turystycznych w Wojtówce i jego znajomych. Bez nich nie byłoby mnie, nie byłoby nas w tym rejonie. Tutaj odpoczywam, tutaj też z chęcią spędzam czas. Wojtówka wzbogaca mnie. Stąd też pełna wierszy moja  “Rodzinna poezja”, stąd również  tonące w żółtych barwach akrylowe obrazy przedstawiające lato stulecia. Moją prawdziwą pasją jest bowiem malowanie. Wojtówka, acryl, pędzel i płótno, to też moje przyszłe marzenia. Tymczasem,  z wyboru mieszkam z czteroosobową rodzinką pośród społeczności nie posiadającej polskiego zwyczaju.
- Dziękujemy Pani Alicjo za taki dar serca i taką też książkę.

Wydania: