Opowiadanie "Żart Anatola" cz. 8

Autor: 
Katarzyna Redmerska

- Jesteście nieodpowiedzialni!
- Konstancja przyglądała się obandażowanej nodze Alicji, co chwila wznosząc to nowe okrzyki.
- Ciociu, to moja wina. Wojtek zabronił mi wchodzić na strych, a ja go nie posłuchałam.
Spojrzała na nią zaskoczona. Znała siostrzenicę dobrze, takie słowa pod adresem byłego męża? Fiu, fiu, coś tu się dzieje. - Powinien jednak ciebie pilnować.
- Mnie? Wiesz, że to niemożliwe.
A Wojtek jest cudowny. Opiekuje się mną. Starsza kobieta popatrzyła na niego. Stał przy drzwiach i na jej nieme pytanie o co chodzi, tylko się uśmiechnął. Tego było za wiele. Musi się dowiedzieć co tu jest grane.
- Porozmawiamy później, pójdę się rozpakować. Ty idziesz ze mną, pomożesz mi- i przy tych słowach wypchnęła Wojtka za drzwi. Gdy byli już odpowiednio daleko, by mogła ich usłyszeć Ala, zapytała: - Ona dostaje jakieś prochy?
- Nie, dlaczego? - zaśmiał się.
- Nie powiesz mi, że Alicja w roli miłej kobietki, na dodatek chwaląca ciebie, to normalne mój drogi.
- Jest miła i tyle.
- I tyle? - żachnęła się. - Musisz mi wszystko opowiedzieć. Czuję, że coś jest na rzeczy.
- Daj spokój.
- Popatrz mi w oczy i powiedz, że nic do niej nie czujesz.
- Wiesz, że nie mogę tego zrobić.
- No właśnie- odparła zadowolona.- I wiem, że treść testamentu Anatola wcale cię nie zdziwiła.
Stanął jak wryty.
- Mam oczy chłopcze- zachichotała.
* * *
Czuła się całkiem dobrze. Lekarz powiedział, że po trzech dniach będzie mogła wstać. Cieszyła się na tę myśl. Leżenie w łóżku już ją męczyło. Denerwowało ją również, że uziemiona w pokoju, nie wie co tam kombinują we dwoje, Wojtek i ciotka. To, że kombinują była pewna. Dobrze ich znała. Zwłaszcza Konstancja nie dawała jej spokoju.
- A ty co o tym myślisz?- pogłaskała leżącego obok niej Pankracego. Kot ziewnął i zwinął się w kłębek.
Usłyszała pukanie.
- Proszę.
- Mogę wejść? Wojtek zajrzał do pokoju.
- Oczywiście. Czemu pytasz?
- Może nie chcesz.
- No tak w końcu jestem jędza.
- Alu ja… przepraszam.
- Masz rację jestem. Ale wierz mi, mnie z tym też trudno.
- Ale i do twarzy.
- No, no, bez podlizywania proszę. W ręce trzymał bukiet kolorowych orlików.
- To od Eustachego. Przyszli z Józefą zapytać jak się miewasz.- podał jej kwiaty.
- Piękne- zanurzyła w nich twarz.
- Ale pachną. Wstaw je proszę do wody i postaw, przy łóżku.
Postawił kwiaty na nocnej szafce i usiadł obok niej.- Józefa przyniosła ci placek drożdżowy z rabarbarem. Pytała, czy nic nam nie brakuje i jak doszło do tego wypadku. Chciała cię koniecznie zobaczyć. Ledwo ją od tego odwiodłem. Uspokoiła się trochę na widok Konstancji. Odniosłem wrażenie, że mnie podejrzewa, że umyślnie wysłałem cię na strych.
Zaśmiała się na głos.- Tak mogłaby pomyśleć o mnie, gdybyś to ty zwichnął nogę. W końcu taka jędza jak ja…
- Przestań już - szepnął i zbliżył swoją twarz ku jej. Tym razem nie odsunęła się. Przymknęła oczy i…w tym momencie do pokoju weszła Konstancja. Wojtek odskoczył od Ali jak oparzony, o mało nie przewracając fotela.
- Chyba nie przeszkadzam?
- Ależ skąd - odparli oboje.
* * *
- To teraz sobie porozmawiamy- Konstancja rozsiadła się wygodnie w fotelu.- Wojtek jest w ogrodzie, nie będzie nam przeszkadzał. No i?- spojrzała na nią wyczekująco.
- No i co chcesz wiedzieć?
- Wszystko. Pikantniejsze szczegóły możesz sobie podarować.
- Ależ ciociu. Nie poznaję cię.
- Mów, dosłownie kipię z ciekawości.
- Cóż…chyba…
- Tak?
- Chciałabym go odzyskać- wyszeptała.
- Brawo!- klasnęła w dłonie.- Wreszcie zaczynasz rozsądnie myśleć.
* * *
Wstała i ubrała się. Była zadowolona, że może to zrobić już bez niczyjej pomocy. Wzięła kule i wolno zeszła po schodach. Była przy drzwiach jadalni, gdy usłyszała głos ciotki. - Jak mogłeś być tak głupi.
Przystanęła i słuchała.
- Daruj sobie Konstancjo. I bez twoich wymówek czuję się podle. Gdyby nie Filip, do tej pory myślałbym…nie warto mówić. Wiesz co mnie najbardziej boli? Fakt, że w oczach Ali jestem zwyczajnym draniem.
- Wcale tak nie jest. Nie jest jeszcze za późno, by wszystko naprawić. Powiedz jej o rozmowie z Horacym…
W tym momencie weszła do jadalni. Serce biło jej jak szalone.
- Co tu się dzieje?- spytała ostro. Podszedł by jej pomóc. Odepchnęła go. - Pytam co tu się dzieje!- krzyknęła.
- Zostawię was-odezwała się Konstancja i wyszła z pokoju. c.d.n

Wydania: