Zbieractwo. Porządek

Autor: 
Katarzyna Redmerska

Mówi się, że tylko ludzie starzy mają tendencję do zbierania rzeczy niepotrzebnych i zagracania mieszkania. Cóż… chyba się z tym nie zgodzę. Zawsze istnieje jakiś wyjątek od reguły i takim wyjątkiem jestem ja. Uwielbiam zbierać różne, moim zdaniem potrzebne przedmioty, które mogą mi się kiedyś przydać. Przykładowo, dostaję na imieniny śliczny kwiatek w doniczce, warto nadmienić, że w doniczce plastikowej. Po pewnym czasie, gdy kwiatek klapnie, lub jako będący byliną zostanie po przekwitnięciu posadzony w ogrodzie, pozostaje mi po nim…doniczka. Inna osoba na moim miejscu, niebędąca zbieraczem, nie namyślając się długo, wyrzuci doniczkę do śmieci. Ale nie ja! Ja wpadam na kilkanaście pomysłów z doniczką w tle. Może mi się przydać, gdy będę na przykład chciała rozmnożyć jakiś kwiatek. To, że prawdopodobieństwo, takiej „chęci” jest prawie zerowe, jest mało istotne. Doniczka wędruje, więc na strych. Strych to dobre miejsce dla zbieraczy. Można je do woli zagracać, bez obawy, że współpartner wreszcie się zirytuje i bez ostrzeżenia weźmie się za porządek. Takie ryzyko istnieje, gdy zagracamy mieszkanie. Czy zbieractwo to forma chorobowa?
W pewnym sensie tak. Jest to pewien rodzaj natręctwa jak mawia mój narzeczony, skądinąd psychiatra. Cóż, nikt nie jest perfekcyjny, prawda? Osobiście uważam, że zbieractwo to swoistego rodzaju hobby. Tylko, że to hobby nie ogranicza się do zbierania dajmy na to popielniczek, ale wielu rzeczy. Oczywiście istnieją w zbieractwie granice, których nie należy przekroczyć. Trzeba nad sobą panować. Nie można dopuścić do sytuacji, w której dojdzie do tego, że zbierać będziemy co popadnie. Ja w każdym razie staram się kontrolować swoje zbieracze ”hobby”. Ostatnio w ramach „kontroli”, wybrałam się na strych, celem przejrzenia swojej kolekcji i zrobieniem w niej porządku. Nie powiem, trudno było. Jak zaczęłam przeglądać kolejne „eksponaty” kolekcji, wpadłam w pewien rodzaj zadumy. Dlaczego? Otóż, z każdym przedmiotem wiązała się jakaś historia. Jak się zapewne Państwo domyślacie, takie dumanie nad każdym przedmiotem zajęło mi sporo czasu. Następnie, gdy już przyszła kolej do zrobienia porządku i powyrzucania rzeczy najmniej przydatnych, zaczęły się rodzić wyrzuty sumienia i pytania: dlaczego chcę akurat to wyrzucić? Dlaczego ten przedmiot jest gorszy od tamtego? A może się jednak przyda? Spowodowało to we mnie pewną frustrację. Po kilku godzinach spędzonych na strychu, w torbie na śmieci, w którą zaopatrzyłam się udając się na strych, miałam tylko…papierek bo batoniku, który sobie w trakcie przeglądu spałaszowałam.
Może bym nie przejęła się tym stanem rzeczy, gdyby nie narzeczony, którego poinformowałam, że idę robić porządek. Dobrze wiedziałam, że nie uda mi się niepostrzeżenie przemknąć i niegroźnie skłamać, że coś wyrzuciłam. Coraz bardziej nerwowo przeglądałam rzeczy, no i wreszcie zdecydowałam się wyrzucić szklany dzbanuszek. Zadowolona wróciłam do mieszkania.- I co? Sporo powyrzucałaś?- zapytał. - Tylko przeglądałam- czułam jak mnie uszy palą ze wstydu- no i wyobraź sobie znalazłam taki ładny dzbanuszek, akurat na kwiatki na stół w kuchni.

Wydania: