Pan Burmistrz obiecał w 2006 roku ... część V

Autor: 
Janusz Skrobot

Tak oto nadszedł czas, by przypomnieć, co Pan Burmistrz Kłodzka deklarował w 2006 roku w zakresie kultury, cyt: „…również pewne zmiany czekają jednostki edukacji i kultury, które podlegają miastu, myślę, że trochę więcej dyscypliny, trochę więcej zaangażowania młodzieży w sprawy społeczne…” O łączeniu w edukacji i co z tego wyszło, pisałem w części IV. Teraz czas na podsumowanie czterech lat zarządzania pana Burmistrza kulturą.
Mniej interesującym się tą nader delikatną materią przypomnę, że już jeden z włodarzy miasta próbował „grzebać” przy kulturze kłodzkiej i szybko przestał być burmistrzem. Wtedy na KOK-u zawisły czarne flagi, a radni mieli odwagę powiedzieć dość. Tak było w latach 90. poprzedniego stulecia, czyli 18 lat temu.
A jak jest dzisiaj? W 2009 roku Burmistrz zaczął reorganizować jednostki kultury, począwszy od Muzeum Ziemi Kłodzkiej. Bez jakiegokolwiek uzasadnienia zwolnił dyrektora muzeum i powołał bez konkursu „swojego”, a dokładniej znajomą od chóralnego śpiewania, panią Klaudię Lutosławską-Nowak. Osobę, która „ożywiała” skostniałe muzeum, potem cosik się nie podobało panu Burmistrzowi w tym „ożywianiu”, więc zrezygnowała (podobno) na własną prośbę, a teraz „ożywia” jako wicedyrektor bibliotekę.
Na drugi ogień poszedł KOK. Odsunięto od decyzji długoletniego dyrektora, na szczęście chronionego prawem (nie można było się go pozbyć – był w okresie przedemerytalnym) i powołano (już w majestacie konkursu) panią dyrektor Joannę P. Tak oto w KOK-u było już trzech dyrektorów. Ale to mało.
Wszyscy Państwo pamiętacie konflikt dyrektora OSiR –u pana Dziewieckiego z panem Burmistrzem. Wg prawa, niepokornego dyrektora broniło przed zwolnieniem to, że był radnym powiatowym, ale nie przed panem burmistrzem Szpytmą. W desperackiej rejteradzie ściągnięci przez Burmistrza zaufani reformatorzy wymyślili, że OSiR nie może w tej formie prawnej wykonywać, jak napisano w uzasadnieniu uchwały RM, zadań w zakresie, cyt: „…powszechnie dostępnych usług hotelarskich i turystycznych” i sformułowali uchwałę nr XXXIV/336/2009. Rajcy Miejscy uchwalili i Dziewiecki nie był już dyrektorem OSiR-u (bo owa uchwała „zreformowała” ten twór administracyjnie, łącząc go z dotychczasowym KOK-em, którego nowo powołany dyrektor, czyli pani Joanna Półtoranos także straciła legitymację prawną do wykonywania swojego urzędu).
W związku z powyższym nastąpił „głód nowego dyrektora” dla tak potężnej placówki, więc - oczywiście już bez konkursu- do nowej jednostki, czyli Kłodzkiego Centrum Kultury, Sportu i Rekreacji powołano następnego, czwartego, najbardziej zaufanego Burmistrza, pana Andrzeja Dąbrowskiego. Co cztery głowy, to nie jedna. Myślał więc nowy dyrektor i wymyślił. Najpierw, zgodnie z zapowiedzią Burmistrza, zaostrzył dyscyplinę. Skończyło się szwędanie, rozpoczęły się porządki. Zatrudniono więc nowe asystentki dyrektora od spraw niezmiernej wagi, np. „Kuriera Kłodzkiego”, bilbordów i do innych działań niezbędnych również niezmiernie dla kłodzkiej kultury doniosłych. Oczywiście, przy okazji pozbyto się wielu „niezdolnych i niepotrzebnych”, np. Marty Piotrowskiej- Zilbert, Łady Ponikowskiej (autorek lubianego nie tylko przez kłodzkie dzieci cyklu bajek o Glacelli związanych z naszym grodem), ograniczono ilość plastyków i liczbę ich godzin na zajęcia z dziećmi.
Już we wrześniu 2009 roku dowiedziałem się, że Kłodzki Klub Kulinarny nie jest potrzebny w takiej wszechstronnej kulturalno-sportowo-rekreacyjnej jednostce, ale mniejsza o klub. Gorzej, że reforma „dyscyplinująca” kulturę spowodowała likwidację sztandarowej imprezy kłodzkiej, czyli Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Organowej. Mocno ograniczono, a potem zaprzestano finansowania Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Zderzenia. W zamian zaczęto propagować tzw. imprezy masowe. Koncerty wybitnych muzyków, np. Stańki czy Pendereckiego zastąpiono krzyczącymi dziećmi z „Arki Noego” lub podstarzałymi gwiazdami z Lublina. Ważne, że znanymi z telewizji i można sobie z nimi zdjęcie zrobić. No i powstał też nowy Festiwal Muzyki Barokowej, tyle że nie można go nijak porównać ze zlikwidowanym organowym (nie ta ranga wykonawców, nie ten czas trwania, nie te rekomendacje europejskie czy nawet światowe). I coś mi mówi, że z tej mąki chleba nie będzie.
Postawiono na chór Kłodzki Chór Kameralny Concerto Glacensis. Temu się akuratnie nie dziwię. Po pierwsze Burmistrz był jego menagerem. Po drugie już Wysocki pisał, że chociaż nutki wolą tańczyć solo, to chóralnie lepiej brzmią. W chórze siła, w chórze moc, co tam soliści kultury. Jakiś tam Tomasz Stańko, lepsza pani X. Co z tego, że cienko przez łzy śpiewa, ale na zdjęciu się z nią ładnie wygląda. A propos’ zdjęć - w tzw. „KC Kultury” pojawiły się gazetki ścienne z okazji. Zdjęcia z prawa, zdjęcia z lewa i podpisy: „Mikołajki na zajęciach…”, „Dzieci śpiewają”, „Dzieci tańczą”, „Dzieci malują”, „Nauczyciele świętują” (oczywiście dzięki panu Burmistrzowi). Aż się człowiek rozrzewnia, bo go – jak zwykle- pamięć dręczy. „Nowe idzie”- pomyślałem- „Tylko skąd ja to znam?”…
Ogólnie można powiedzieć jest świetnie, ale nie beznadziejnie. Winny obcięcia kabli przed Alternatywną Twierdzą, pan J. D., jak stwierdziła pani J. Ż., został ukarany. Na każdą imprezę w mieście zaprasza mnie pan Burmistrz, więc jeszcze trochę pochodzę do KC. A ptaszki śpiewają, że to moje „trochę” to już nie za długo. Nowe nadchodzi i rozłączenie jednostek podobno już przesądzone. Cóż, kontynuacja została zapowiedziana w 2010 roku.
A co my na to?... Ano nic. Tak chcemy, tak mamy. Ponad 60 procent tzw. inteligencji kłodzkiej nie poszło na wybory samorządowe. To po jaką cholerę i komu kultura przez duże „K” potrzebna. Tej garstce, która woli Bacha od bu cha, cha, oj dyna bęc?... Nie podoba się? To niech se taki puści TVP KULTURA i ma.
Wytrzymamy i to. Puścimy. Okazjonalne fotki zaczęły się przejadać i mam nadzieję, że tzw. animatorom i twórcom kultury nie zbraknie samozaparcia i weny. Bez względu na to, kto będzie rządził
w mieście. Kłodzko nigdy nie miało szczęścia do władzy, która widziałaby jej szansę rozwoju poprzez promocję sztuki i kultury, a już na pewno nie promocję tych, którzy na tym ugorze orzą, sieją
i zbierają plony. Specjalnie używam metafory rolniczej. Bo stopień „zaglebienia i zaburczenia” tzw. kultury w kulturze osiągnął poziom właściwy wymłóconej słomie. Dał Pan, Panie Burmistrzu, wszelkie ku temu dowody, przesuwając ludzi kultury jak pionki. A to z chóru do muzeum, a to z muzeum do biblioteki. Była epoka chóralnych dyrektorów (pani L. i P.), potem nastąpiła epoka wyrzuconych zastępców, z muzeum do biblioteki. Z Zarządu Powiatu do muzeum. To pewnie pod płaszczykiem tworzenia miejsc pracy, wymyśla są etaty- przechowalnie dla swoich.
Ale wróćmy do naszych baranów.
W 2006 roku na sali widowiskowej w KOK-u Pan Burmistrz mówił, a ktoś zapisał. Wielu zapomniało o tym, dlatego ja to przypominam, bowiem, jak mawiał pewien Chińczyk Zhuangzi (??) w „Prawdziwej księdze południowego kwiatu”:
„Zadaniem słów jest przenoszenie idei,
A gdy idee zostają uchwycone, słowa są zapominane.
Gdzież mogę znaleźć tego, który zapomniał słów?
On jest tym, z którym chcę rozmawiać.”
Reasumując w tej Pańskiej gadaninie z 2006 roku słowa jak słowa, tyle że puste i idei w nich brak. To pewnie dlatego do rozmowy z Panem się nie nadaję, bo i pytania zadane w poprzednich częściach ciągle pozostają bez odpowiedzi, więc w VII części przypomnę, z jaką troską mówił Pan o aktywizacji młodzieży.

Wydania: