Wyróżnienie. Łatwizna

Autor: 
Katarzyna Redmerska

Czy zastanawialiście się Szanowni Państwo, dlaczego pewne kręgi społeczne, czy instytucje z takim zamiłowaniem tworzą okolicznościowe nagrody?
Mnie ten temat zainteresował niedawno. Otóż w informatorze wydawanym przez „ratusz” w moim mieście, natrafiłam na wielce ciekawą informację o propozycji ustanowienia wyróżnienia, za wyjątkowy wkład w rozwój miasta i bla, bla, bla. Adnotacja ta zaciekawiła mnie o tyle, że wyróżnienia w mieście są, więc po co pomysł na stworzenie kolejnego? Na marginesie dodam, że niezbyt ładnej statuetki (tak przynajmniej prezentowała się na załączonym zdjęciu).
Wracając do wyżej postawionego pytania, po co tworzy się kolejne wyróżnienia?
Odpowiedź jest bardzo prosta - z łatwizny. Dzięki takiej nagrodzie można podreperować finanse, umocnić się na rynku, bądź zwyczajnie przypochlebić się, już tłumaczę o co chodzi.
Na przykład powstaje nowa gazeta zatytułowana: „Wiadomości Pścińskie”. Nakład 100 egzemplarzy. Co robi właściciel gazety, zanim trafi ona do czytelnika? Tworzy nagrodę. Powiedzmy, że o dumnie brzmiącej nazwie „Mózgowiec Roku Wiadomości Pścińskich”. I co? Oczywiście, sukces murowany. Pod warunkiem jednak, że wybierać „Mózgowca Roku Wiadomości Pścińskich”, nie będzie w tym przypadku organ jakim jest redakcja. To ryzykowne, można podpaść co niektórym „mózgowcom” i szybko zejść ze sceny mediów. Najlepiej zamieścić kupony i poprosić czytelników, by głosowali. Zapewniam, że gazeta sprzedawać się będzie jak „świeże bułeczki”. Pod osłoną nocy, incognito, kupować ją będą marzący o tytule „mózgowca” wielcy naszych miast, miasteczek i wsi. Powyższy przykład ukazuje nam społeczną symbiozę typu: ja tobie, a ty mnie. Gazeta utrzymuje się na rynku, a potencjalny „mózgowiec”, wykupując numer, po numerze, może liczyć na splendor jakim jest uzyskanie tytułu, a co za tym idzie profity, czyli być może wygrane kolejne wybory etc.
Dlaczego jednak inne instytucje (nie prywatne) tworzą wyróżnienia? Dlatego, że jest to najłatwiejsza droga do podziękowania za dane usługi, uhonorowania siebie nawzajem, czy też wlepienia takiej nagrody na osłodę, by obdarowany „delikwent” się odczepił. Nie musi to być zbyt droga inwestycja. I oto właśnie chodzi, zwłaszcza wtedy, gdy przyszłość takiej nagrody nie jest wyraźna, jest potrzebna na teraz. Wtedy nagroda w postaci dyplomu w ramce ze sklepu „Wszystko za 5 złotych”, bądź postument z plastiku lub aluminium, w zupełności wystarczą.
Najciekawsze w tym zjawisku „nagradzania” jest to, że lubimy być wyróżniani. Nawet jeżeli wiemy, że taką nagrodę sami sobie ufundowaliśmy, bądź otrzymaliśmy ją po znajomości. Napawa ona nas dumą i mile łechce nasze ego. Tak zostaliśmy skonstruowani, że pożądamy naszego nazwiska wygrawerowanego na postumencie, bądź wypisanego na dyplomie itp. Tak tego pragniemy, że jesteśmy ślepi na fakt, czy nagroda dotrwa do następnych pokoleń, czy też zostanie z niej tylko blaszka z naszym nazwiskiem. Pozostałość bowiem ulegnie degradacji, względnie recyklingowi. Aluminium potrzebuje na to tylko 50 lat!

Wydania: