Opowiadanie na lato!!! - Upalne lato (1)
- Mogę wejść? - Ania stanęła w drzwiach gabinetu.
- Oczywiście, co za pytanie - Piotr uśmiechnął się do niej znad laptopa, by po chwili ponownie utkwić wzrok w ekranie monitora.
Podeszła do biurka i przysiadła na jego krańcu, wymownie odsłaniając spod lekkiego szlafroczka zgrabne nogi. Była ładną 35 - latką o długich za ramiona włosach, koloru dojrzałego zboża, krągłych kształtach i dużych zielonych oczach.
- Przyszłam zapytać, czy będziesz już się kładł?
- Jeszcze nie. Muszę to na jutro skończyć. Ale ty się połóż, nie musisz na mnie czekać.
- Może chcę czekać? - przysunęła się do niego bliżej, prawie pod nos przystawiając roznegliżowane uda, by zobaczył wreszcie, że nic pod spodem nie ma. Niestety zero reakcji. Gdy pracował, równie dobrze mogłaby biegać nago i tak by tego nie zauważył. Westchnęła. Podziałało.
- Skarbie, coś ty się tak rozebrała? Przeziębisz się jeszcze - zakrył jej nogi szlafrokiem. Tego jak na nerwy Ani było za wiele.
- Piotrek! - zirytowana zeszła z burka.- Jest lipiec, pełnia lata, upał!
- A ciebie co ugryzło? - oparł się o poręcz fotela i spojrzał zaskoczony na żonę.- Ja tylko o ciebie dbam, bo cię kocham - uśmiechnął się do niej. Był przystojnym, postawnym 50 -letnim brunetem z początkami siwizny.
- Świetnie, mógłbyś w takim razie robić coś o wiele milszego.
- Słucham?
- Nieważne. Słuchaj, nie rozmawialiśmy, bo nie było okazji. Pamiętasz mam nadzieję, o naszym wyjeździe do Idzikowa?
- No właśnie…- zaczął.
- Co no właśnie?- popatrzyła na niego uważnie. Podświadomie czuła, że nie spodoba się jej, co zaraz usłyszy.
- Zapomniałem ci powiedzieć. Wypadł mi nieoczekiwany wyjazd. Będziemy musieli odłożyć to na jakiś czas.
- Ty chyba żartujesz?! - odezwała się ostro. - Przecież wiesz jak się na niego cieszyłam. Pobędziemy wreszcie sami. Dopiero co wróciłeś z Paryża. Ostatnio widujemy się kilka dni w ciągu miesiąca.
- Aniu zrozum.
- Nie, nie tym razem. Wiedz, że sprawiłeś mi przykrość.
- Nie dąsaj się - przyciągnął ją do siebie i objął w pasie. - Lato dopiero się zaczęło. Jak wrócę to pojedziemy sobie na Korfu albo gdzie zechcesz.
- Daj spokój - wyswobodziła się z jego objęć.- Myślisz, że kolejny raz egzotyczna podróż lub nowa sukienka wynagrodzą mi twoje zachowanie? Wybacz, ale nie mam charakteru twojej pierwszej żony, której to odpowiadało.
- To nie było fair - odezwał się chłodno.
- Bo nie miało być fair. Rób sobie co chcesz, ja nie zamierzam w taki upał kisić się w mieście. Jeszcze w tym tygodniu jadę do Idzikowa. - Nie czekając na jego odpowiedź, wyszła z gabinetu głośno zamykając za sobą drzwi. Przez moment chciał iść za nią, ale zrezygnował. Znał ją, jak była zła, żadne argumenty do niej nie przemawiały. Swoją drogą, głupio wyszło. Ale, czy to jego wina, że ma taką pracę?
* * *
Od wyjazdu z Wrocławia miała mętlik w głowie. Nawet piękne widoki Ziemi Kłodzkiej za oknem, które zawsze tak dobrze na nią działały, obecnie budziły tylko rozdrażnienie. Minęła właśnie Bystrzycę Kłodzką. Przed nią rysowały się szczyty Masywu Śnieżnika. Wpatrzona była w drogę przed siebie. Nie, tym razem Piotrek przesadził. Owszem, wie jaką ma pracę, ale są granice. W końcu jest szefem, nie może wysłać pracownika w tę cholerną podróż? Nie, nie jej mężuś. Zawsze akuratny, musi sam nadzorować wszystko. Szkoda, że w stosunku do niej taki nie jest. To okropne, ale zaczyna rozumieć swoją poprzedniczkę, która wreszcie zniecierpliwiona czekaniem, znalazła sobie zastępstwo.
- A niech to…- zaklęła cicho pod nosem. A może praca to tylko pretekst? Może mu się znudziła? Już tak dawno nie byli ze sobą. Ich pożegnanie było nader chłodne. Zawsze, gdy wyjeżdżał na dłużej, odprowadzała go na lotnisko. Teraz wykpiła się zajęciami. Dobrze wiedziała, że jest wściekły z tego powodu i dobrze. Obiecał, że zaraz po powrocie, przyjedzie do niej. Ale kto go tam wie - westchnęła. Koniec, nie będzie już o tym myśleć. Teraz odda się przyjemnościom. Kochała dom w Idzikowie. Odziedziczyła go po dziadkach, rodzicach mamy. Uwielbiała tu przebywać. Będąc jeszcze dzieckiem, cieszyła się na każde wakacje spędzone tutaj. Ten dom dobrze na nią wpływał. Wjechała na podjazd. Wysiadła z samochodu i nabrała powietrza w płuca. Od razu zrobiło się jej lepiej. Dom był dwupiętrowy. Oplatało go dzikie wino. Podjazd i droga wiodąca do niego wysypane były „Białą Marianną”. Za domem znajdował się spory ogród. Rosły tam drzewa orzecha włoskiego, dwie stare czereśnie, kilka krzaków porzeczek, agrestu, hortensje, forsycje i inne wieloletnie byliny. Postanowili z Piotrem zostawić w ogrodzie tylko te rośliny, które nie potrzebują ciągłej opieki. Sam dom również zmodernizowali. Dobudowali taras. Na parterze z trzech pokoi zrobili przestronną jadalnię oraz salon z kominkiem. Poszerzyli również kuchnię. Na piętrze mieściły się dwie sypialnie oraz pokój gościnny i dwie łazienki.
- Witam drogą sąsiadkę! - usłyszała za plecami męski głos, gdy wyciągała rzeczy z bagażnika. Odwróciła się. Oparty o płot, stał mężczyzna w wieku około siedemdziesięciu lat i uśmiechał się do niej szeroko.
- Witam panie Józefie - podeszła do niego. Szarmancko ucałował jej dłoń.
- Basia mówiła, że przyjedziecie, gdzie Piotr?
- Pracuje, ma dojechać - posmutniała, nie umknęło to uwadze Józefa.
- Pracuś z niego.
- Niestety.
- Długo pobędziesz?
- Myślę, że z miesiąc.
- To się Zofia ucieszy jak jej powiem, żeś przyjechała. Odwiedź nas szybko.
- Oczywiście - uśmiechnęła się.
- Aha, jeszcze jedno, naprawiłem kran w ogrodzie, ten do szlaufa. Jak w czerwcu byli twoi rodzice, to się tam za przeproszeniem rozpierdykało. Już wyjeżdżali, więc powiedziałem, że ja to naprawię.
- Dzięki. Jest coś do rozliczenia?
- Nie ma. No to idę. Trzymaj się. No i nie zapominaj o nas.
- Jasne.
* * *
Zakupy zrobiła jeszcze we Wrocławiu, teraz umieściła wszystko w szafkach i lodówce. Zauważyła, że mama zaopatrzyła spiżarnię. Mimowolnie uśmiechnęła się. Cała mama. Robiła zapasy jak dla wojska.
Przewietrzyła wszystkie pokoje i rozpakowała się. Gdy uporała się ze wszystkim, zeszła do kuchni i zrobiła sobie kawy. W tym momencie zadzwonił telefon. Dobrze wiedziała, że to Piotr. Sama powinna była do niego zadzwonić, ale nadal się gniewała. Podniosła słuchawkę.
C.d.n.