Przewodnik dla jedzących - dziecko w restauracji

Autor: 
Henryka Szczepanowska

W ostatnią sobotę odwiedzili mnie znajomi z małym dzieckiem, korzystający z uroków naszych gór i dolinek.
-Tak naprawdę to przyjeżdżamy do ciebie, bo nie możemy nigdzie nakarmić Zosi - uśmiechnęli się nieśmiało. W barach i restauracjach same frytki, smażone kotlety, ugotowane kartofelki obficie posolone, ostro przyprawione ryby i kurczaki. Dziecko głodne, płacze, już nam się nie chce nigdzie chodzić. Proszę, ugotuj jej zwykłą zupę. Wrzuciłam do garnka parę obranych jarzynek, kawałek mięska i po pół godzinie Zosia dostała pyszną i pożywną zupę. Na deser jogurt z borówkami z naszego ogródka a z roz-pędu, na kolację, zmieliłam mięsko z jarzynami na pastę do kanapek. Rodzice byli szczęśliwi a najedzone dziecko zasnęło. Już przy kawie mogliśmy pogadać o drodze przez mękę czyli kłopotach z nakarmieniem Zosi w miejscowych restauracjach. Znajomi mieszkają na stałe niedaleko Berlina. Przyzwyczajeni do powszechnej dostępności dziecięcych dań w tamtejszych restauracjach nie pomyśleli, że w tak dużej ofercie usług gastronomicznych w Kotlinie Kłodzkiej nie znajdą dziecięcych obiadków. Nawet to nie jest tak, że nie ma takich pozycji w karcie dań. Owszem, prawie każda restauracja oferuje przynajmniej jedno danie dla dzieci. Tyle tylko, że są to frytki, smażone kartofelki, kotlety z drobiu smażone w tłuszczu, a wszystko to solone, paprykowane, niestrawne. Na pewno nie dla małych dzieci. Chodzili od restauracji do restauracji i wszędzie odprawiano ich z kwitkiem. Nikomu nie chciało się zrobić prostej czynności - zwyczajnie ugotować zupę dla dziecka lub jarzynki na parze. Nawet jedna z kelnerek oburzona nachalnością zdesperowanych rodziców oświadczyła- my tu mamy gości, proszę państwa, czekają na zamówienia a kucharka nie będzie jakichś tam zupek gotować!
To problem chyba nie tylko w Kotlinie Kłodzkiej. Rodzice z małymi dziećmi nie są pożądanym klientem ani w restauracjach, ani w hotelach. Utrzymać dzieci w ciasnej sali restauracyjnej przy stoliku w oczekiwaniu na podanie zamówionego dania, to już wyczyn nie lada a co dopiero nakarmić je i to bezpiecznie!!!???
W poprzednich odcinkach Przewodnika dla jedzących niewiele pisałam o ofercie dla dzieci i tym tekstem chciałabym zaapelować do Szanownych Właścicieli restauracji: małe dzieci to też Wasi klienci. Karmcie je mili Państwo zdrowo i bezpiecznie!!!

Wydania: