Meandry kłodzkiej polityki, czyli sromotna porażka ludzi Burmistrza - część I
Nadszedł czas na kolejny cykl artykułów, który obiecałem państwu na koniec serii pt. „Pan Burmistrz obiecał w 2006 roku.” Zwłaszcza, że opadł wyborczy kurz kampanii parlamentarnej i wróciły spokojne jesienne dni zadumy i zamyślenia nad tym, co nas otacza. Minął również prawie rok od wyborów samorządowych. Rok, w którym oddano w Kłodzku do użytku basen i wyremontowany kanał na Młynówce oraz łódki zwane przez władzę gondolami - niestety nie do użytku, odnowiony park - zwany przez złośliwych Kłodzko Zdrój i jeszcze jedną fontannę. Krótko mówiąc, sukces gonił sukces. Tylko jak te sukcesy władzy odbierają kłodzczanie? Właśnie.
Warto, odpowiadając na to pytanie, odnieść się do szczególnego referendum, jakie przyszło nam przeżyć w ten październikowy czas, czyli do ostatnich wyborów. Było to dla nas, kłodzczan, głosowanie nie tylko na partie polityczne, ale i kandydatów związanych etatowo z władzą samorządową, którym zamarzyło się reprezentować nas na ul.Wiejskiej -kandydatów, którzy są jak najściślej związani z Burmistrzem Kłodzka. Pan Henryk Urbanowski marzył o senacie, Pan Andrzej Dąbrowski o sejmie - obaj na swoich pisowskich sztandarach z hasłem „Nasz region zasługuje na więcej”. Z hasłem polemizował nie będę, bo jak najbardziej z nim się zgadzam, i parafrazując powiem - Kłodzko zasługuje na więcej. Natomiast chętnie zanalizuję porażkę obu tych kandydatów. Otóż jest rzeczą oczywiście oczywistą, że jako kłodzczanin z urodzenia skupię się tylko i wyłącznie na moim mieście. Jak podaje Państwowa Komisja Wyborcza, wiceburmistrz Kłodzka, niedoszły senator Henryk Urbanowski, zyskał poparcie w Kłodzku 2845 wyborców, zaś dyrektor KCKSiR, niedoszły poseł Andrzej Dąbrowski, tylko 984 głosy. W wyborach mieli tak naprawdę dwóch konkurentów z PO, pana Jurcewicza zdobywającego tu 4158 głosów i mandat senatora i pana Szulca, którego poparło w drodze do sejmu ponad 3546 kłodzczan. No tak, ci dwaj w Kłodzku praktycznie niewidoczni w ciągu ostatnich 4 lat, znokautowali swoich rywali z PiS-u. Zanim przedstawię przyczyny tej przegranej -oczywiście wg Skrobota- muszę podzielić się z Tobą, Czytelniku, jeszcze jedną refleksją. Mianowicie do dzisiejszego dnia podziwiam sposób postępowania w tej kampanii pana burmistrza Szpytmy. Po pierwsze nie wystartował, a należało się spodziewać, że co najmniej powtórzy swój wynik z wyborów na burmistrza z 2010 roku (5941 głosów), a tu proszę - po prostu nie kandydował. Po drugie w sobie wiadomy, ale oczywisty i dla wszystkich w mieście widoczny sposób, dystansował się od swoich najbardziej zaufanych. Po trzecie zniknął z miasta, z plakatów i imprez, oddając wszystko w ręce swoich pretorianów. Mam nadzieję, że znowu zacznie mnie i Państwa zapraszać na wszystkie miejskie imprezy, chyba że mu się już znudziło, zwłaszcza że – jak widać – to nie popłaca.
Tyle o tej dziwnej i niezrozumiałej nie tylko dla mnie postawie Burmistrza, wspieranego rok temu przez PiS, wobec kandydatów PiS-u do obu izb parlamentu. Chyba, że przewidział porażkę swoich ludzi.
Skupmy się jednak na cyfrach. Oto one mówią, że pan dyrektor Dąbrowski, prawa ręka Burmistrza, zyskał ledwie śladowe 16,56% tego, co on rok wcześniej, a jego zastępca od inwestycji i sukcesów dostał niecałe 48% głosów. Nomen omen obaj startowali z tej samej pozycji na listach wyborczych, czyli z numerem 4. Pójdźmy jeszcze dalej w tej analizie i zauważmy, że obaj nie uzyskali nawet 65% głosów wyborców popierających burmistrza Szpytmę rok temu. Tu rodzi się pytanie, które pewnie zadają sobie obaj kandydaci i Burmistrz, które musimy sobie zadać również i my. Co się stało, że dwaj głowni reprezentanci władzy samorządowej w Kłodzku, ludzie z ekipy Szpytmy przepadli z kretesem we „własnym” mieście?
Sam sobie odpowiadając na to pytanie, powiem tak. Złożyło się na to kilka czynników. Po kolejnym, już piątym roku rządów Burmistrza i owych dwóch panów kłodzczanie zobaczyli w sposób jasny, że nie wszystko złoto, co się świeci. Mam tu na myśli inwestycje fontannowo – parkowo - gondolowe, które pochłonęły miliony złotych i tak naprawdę poza upiększeniem miasta, co istotne, lecz nie najistotniejsze dla mieszkańców, nie przyniosły miastu absolutnie nic. Podobnie jak basen stały się natomiast najistotniejszym elementem generowania długu miasta, który będziemy spłacać do 2020 roku. Długu, który skutecznie zatrzyma inwestycje miejskie, np. w infrastrukturę mającą niebagatelny wpływ na nowe miejsca pracy. Następnym czynnikiem klęski wyborczej jest niewątpliwie polityka społeczna Burmistrza i jego ludzi wobec mieszkańców. Tu przykłady można mnożyć: sprawa przedszkola, młyna, elektrowni - to tylko ziarnka piasku na pustyni arogancji, buty i wszechobecnego braku pokory urzędniczej. Następny czynnik wywołujący klęskę to zbyt nachalna kampania, będąca wyrazem tej buty. Nie wypominam tu personalizowania reklam basenu, firmowania plakatów nazwiskami kandydatów, ale wypominam i zwracam uwagę na promowanie nazwisk kandydatów za nasze miejskie pieniądze. Wieść gmina niesie i gołębie ratuszowe gruchają o kwocie 400 tys. złotych. Powiedzcie Panowie, że to nieprawda, bo naprawdę nie chce mi się w to wierzyć.
Niedotrzymanie obietnic wyborczych również przyczyniło się do utraty zaufania wobec kandydatów, będących na co dzień urzędnikami ratusza lub placówek jemu podległych. No i tu sam naraziłem się na pytanie - a których to obietnic nie spełniono?... Miasto się przecież rozwija?... Tak, Kłodzko do dzisiaj nie ma obiecanego hotelu, budownictwo mieszkaniowe to abstrakcja, drogi w mieście dziurawe jak budżet, a o chodnikach nie wspomnę, wystarczy , że się na nich potykam. Rozwój miasta widzę natomiast w dziedzinie przyrostu płac, zwłaszcza przez ostatnie 5 lat w administracji ratuszowopodobnej. Walka z bezrobociem za pomocą staży, prac interwencyjnych i robót publicznych bez obowiązku zatrudniania po ich zakończeniu jest tylko czasowym mydleniem ludziom oczu. Podobnie jak mydlenie przekraczające wszelkie normy odbywa się w wydawanej przez KCKSiR gazetce. Tu faktycznie miasto kwitnie, a ludziom żyje się dostatnio, zwłaszcza tym na zdjęciach. Na marginesie przypomnę młodzieży, że kiedyś w TVP pokazywano, jak Polska rośnie w siłę i co się w niej produkuje. Pokazywano w TVP, bo w sklepach stał ocet i ocet, a pralki, meble oraz telewizory kupowało się na zapisy albo z puli wojewody. Dzisiaj w Kłodzku pracę w jednostkach gminnych dostaje się z puli burmistrza i traci się ją za nielojalność lub kiedy kandydat na posła nie wręczy pucharów. Tak, panowie kandydaci, oto niektóre przyczyny waszej porażki. Wyborcy powiedzieli wam, że dosyć robienia z nas baranów i niestety musicie to uszanować. I to jest pocieszające, gdyż do wyborów już tylko trzy lata, a może krócej.