Niewolnicy banków
Pod hasłem: „Oburzajcie się! Prawdziwa demokracja, teraz!” odbyła się w Warszawie jedyna w Polsce demonstracja przeciwko obecnej finansowej polityce większości państw świata. Podobne wystąpienia, tyle że na skalę większą a w każdym razie poważniejszą, odbyły się w 950 miastach w 82 krajach Świata z okazji piątej „miesięcznicy” protestów w Madrycie.
Chodzi o dofinansowanie strat banków w związku z kryzysem. Właśnie Unia Europejska chce aby pozyskały one ponad 300 mld euro dodatkowego kapitału z pieniędzy dotychczasowych inwestorów oraz z funduszy państwowych, a więc z kieszeni nas wszystkich.
Charles Hugh Smith, niezależny amerykański pisarz, publicysta i komentator ekonomiczny opublikował tekst pt. „500 milionów niewolników długu: Unia Europejska to neofeudalna kleptokracja”.
Jego teza: europejskie banki to współczesne feudalne rezydencje feudalnych władców, gdzie wszyscy Europejczycy tak czy inaczej muszą im służyć stając się niewolnikami zadłużenia. „Każdy obywatel 27 państw członkowskich w taki czy inny sposób jest związany z wielkimi, ponadnarodowymi bankami, które są dlań zagrożeniem. Większość z tych banków znajduje się w Europie.
Z mętnych wypowiedzi i programów należy wydestylować tylko jedną jedyną rzecz: ratowanie europejskich banków. Wszystko inne jest tylko mechanizmem zasłony dymnej.”
Bankierom służą ich polityczni wasale – przywódcy i klasy polityczne państw członkowskich UE, a ponieważ polityczni wasale kontrolują główne źródła podatkowe, ich zadaniem jest wydrenowanie miliardów euro z pracy niewolników w ich krajach. Jeżeli wasale nie chcą się na to zgodzić, są wymieniani na innych, jak to ostatnio miało miejsce na Słowacji. Każe to innym okiem spojrzeć na demokratyczne wybory ludu, który Piotr Tymochowicz, ostatnio doradca wizerunkowy Janusza Palikota, nazwał debilami.
Nie dziwmy się więc, że protesty naszych „oburzonych” wyglądają trochę groteskowo przy innych, ale nie ma się czemu dziwić, u nas większość spraw wygląda groteskowo w zestawieniu z innymi krajami, od porównania poziomu naszych piłkarzy poczynając, a na polityce kończąc. A skoro już jesteśmy przy sporcie.
Nasze stadiony za kilka lat staną się tym, czym dziś jest Colosseum w Rzymie: ruiną. Z tą różnicą, że popadną
w ruinę wcześniej, niż zostaną spłacone zaciągnięte na ich budowę kredyty. Bo to, że same się nie spłacą – wiadomo.
Sport nie jest dochodowy, czego przykładem jest Grecja, która nie podniosła się finansowo po olimpiadzie w Atenach.
My nie podniesiemy się po Euro 2012, a nasze stadiony staną się groteskowym odpowiednikiem potęgi piramid faraonów.