Unia od kuchni, czyli relacja z wizyty w Parlamencie Europejskim „Dolnoślązacy 51”

Autor: 
Kazimierz Woroniecki
parlament.jpg

Z perspektywy przeciętnego obywatela Unii Europejskiej - Parlament Europejski zwykł debatować głównie nad sprawiedliwym bądź niesprawiedliwym podziałem pieniędzy, ale także nad przepisami dotyczącymi przeznaczenia 3 mln euro na promowanie jedzenia robaków lub nad uznaniem Polski za kraj, który nie ma dostępu do morza, zakwalifikowaniem ślimaków do “ryb śródlądowych” czy sposobem umieszczania kur w klatkach (“kura w klatce ma stać pazurami do przodu”). Trudno uwierzyć, ale to europejskie regulacje odkryły prawdy takie jak ta, że marchewka jest owocem, ślimak - rybą śródlądową, a szprotka nie należy do ryb połowowych.
Zaproszenie Europosłanki Lidii Geringer de Oedenberg do złożenia wizyty w Parlamencie Europejskim - jako nagrodę główną w konkursie ogłoszonym w czerwcu przez „Gazetę Prowincjonalną -BRAMA” pod hasłem „Ziemia Kłodzka w Europie” - przyjąłem więc z ciekawością i niecierpliwie czekałem na wyjazd. Była to niecodzienna okazja przyjrzenia się pracy tej enigmatycznej instytucji, zasadom jej funkcjonowania oraz współdziałania z innymi organami Unii. Pani Poseł, jak dowiedziałem się w trakcie tej edukacyjnej wyprawy, konsekwentnie od 2004 r. zaprasza do Brukseli i Strasbourga różne osoby, które charakteryzują się ponadprzeciętną aktywnością w swoich lokalnych środowiskach. Przed nami było tych osób już ponad 2100, a nasza wycieczka była pięćdziesiąta pierwsza.
W miarę upływu kilometrów, czasu i zwiedzanych miejsc zacząłem więc odróżniać Radę Europejską od Rady Unii Europejskiej i Rady Europy, a Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPC) od Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS).
Nasza unijna edukacja nie byłaby pełna gdyby nie lekcja muzyki, której przedmiotem była nauka hymnu UE – „Ody do radości”. Ten głęboki i radosny tekst Friedricha von Schillera wywołuje nieuchronną refleksję, że Robert Schuman, Jean Monnet, Paul Spaak, Alcide de Gasperi, Konrad Adenauer, Charles de Gaulle, i Winston Churchill – Ojcowie Europy - mogliby być dziś bardzo dumni z tego, w jak wspaniały sposób rozwinęła się ich idea.
Spacerując urokliwymi uliczkami Strasbourga poznawaliśmy nie tylko miejsca będące siedzibami instytucji europejskich. Trzeba bowiem pamiętać, że jest to jedno z niewielu miast na świecie, których centrum zostało sklasyfikowane przez UNESCO jako światowe dziedzictwo ludzkości, a my mogliśmy je podziwiać również z pokładu statku w czasie pięknego rejsu po rzece Ille, która przepływa przez miasto.
Strasbourg jednak to przede wszystkim siedziba Parlamentu Europejskiego i tu też skierowaliśmy nasze kroki
w drugim dniu pobytu we Francji. Parlament Europejski mieści się w imponującym budynku wykonanym przy użyciu najnowszych materiałów i technologii, którego dominującym elementem jest cylindryczny centralny biurowiec otoczony częścią konferencyjną, w której mieszczą się studia prasowe i telewizyjne oraz sale posiedzeń. Budynek jest przepięknie położony w zakolu rzeki Ille i kanału Renu.
Nasza grupa miała okazję przyjrzeć się tu pracom parlamentarzystów w sali obrad, a następnie spotkać z panią Lidią Geringer de Oedenberg. Europosłanka przybliżyła nam najważniejsze problemy, jakie obecnie rozwiązuje Unia Europejska np. kontrowersyjnej reformy prawa autorskiego oraz europejskiego patentu. Lidia Geringer de Oedenberg opowiedziała nam również o swojej inicjatywie znanej pod nazwą „Dom Europy”, czyli
o wspólnym Biurze Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej we Wrocławiu. Dzięki temu stolica Dolnego Śląska, jako drugie miasto w Polsce (po Warszawie) może gościć reprezentantów najważniejszych unijnych instytucji.
W Parlamencie Europejskim przygotowano dla nas również niespodziankę w postaci spotkania z regionalną francuską kuchnią, którą byliśmy zachwyceni. Z pewnością po tej wizycie o wiele lepiej rozumiem funkcjonowanie europejskich instytucji, a wspomnienia Strasbourga – miasta będącego kwintesencją wspólnej Europy - będą fantastycznym tłem dla wyobraźni podczas śledzenia medialnych relacji z działań Unii.
Serdecznie dziękuję pani Lidii Geringer de Oedenberg i redakcji BRAMY za tę inicjatywę i wspaniałą wycieczkę. Byłbym jednak niesprawiedliwy, gdybym nie wyraził uznania dla pracy pań z Biura Poselskiego: Zofii Ulatowskiej-Rybaj i Czesławy Konarskiej - których profesjonalizm, ogromna wiedza i znakomita organizacja sprawiły, że nasz pobyt we Francji miał nie tylko walory edukacyjne ale był również ogromną przyjemnością.

Wydania: