Sensowny program Rządu i bezradna Opozycja (bo co proponuje w zamian?)
Zacznijmy od tego, że w Europie jakoś nam się wiedzie, ale wokół nas gromadzą się chmury, a nawet burze z piorunami. Już nie mówię tylko o Grecji, ale i o Francji (której banki „utopiły” straszne pieniądze w obligacjach greckich). My idziemy „krajem nieba, krajem piekła”. W zasadzie wszystkie wskaźniki ekonomiczne są w górnym pułapie bezpieczeństwa. Każdy nierozważny krok może spowodować usunięcie się kamyka, który spowoduje lawinę. Dlatego słusznym jest modernizacja polskiego życia gospodarczego i społecznego tak, aby niebezpieczeństwo lawiny odsunąć na bezpieczna odległość. Premier koalicyjnego rządu ma tego świadomość i zaproponował taki program rządu, który zabezpiecza w miarę dobrze stan państwa. Jednocześnie nie zapomina o najuboższych i potrzebujących, sięgając do reorganizacji społeczeństwa. Zaczyna od likwidacji szeregu ulg przysługujących różnym grupom Polaków, które są pozostałością „przywilejów barterowych” (czyli towar za towar wówczas, kiedy złotówka znaczyła mniej niż kartka na cukier). Szafowano wtedy również innymi „przywilejami” - typu mniej pracy, mniej ubezpieczenia dla licznych grup słusznie społecznych, czyli w państwie „robotniczo-chłopskim”. Robotnicy dostawali deputaty, a chłopi nie płacili na ubezpieczenia. Teraz czas się żegnać (i to najwyższy) z przywilejami, które nie mają żadnego uzasadnienia tak społecznego jak i gospodarczego.
Wrócę na chwilę do nadtytułu „zamożnym jest ten, kto osiąga dochody roczne co najmniej w wys. 85 tys. zł rocznie”. I to właśnie te osoby (bez podziału na „gałęzie”) zostaną pozbawione przywilejów, które mogą utrzymać tylko niezamożni (I skala podatkowa). Likwidacji w pełni ulegnie tylko ulga internetowa. Ulga prorodzinna w większej kwocie należeć się będzie tym rodzinom, które mają więcej niż dwoje dzieci, natomiast pozbawione zostaną ulgi dla rodzin z jednym dzieckiem, których roczny dochód przekracza 85 tys. zł.
„Becikowe” tylko dla rodzin z I progu podatkowego. Nastąpi też likwidacja ulgi dla twórców (50% kosztów uzyskania dzieła), którzy zarabiają więcej niż 85 tys. zł rocznie.
No i: likwidacja przywilejów emerytalnych sędziom, prokuratorom a także górnikom, którzy nie pracowali pod ziemią. Niech mi ktoś sensownie wytłumaczy, że dopiero teraz dochodzi się do wniosku, że górnik pracujący pod ziemią był zrównany z biuralistą „górniczym”. Toż to uprzywilejowani urzędnicy ukryci za górnikami. I ci urzędnicy tylko z tej racji, że zatrudniani byli w konsorcjach górniczych brali co im się nie należy, stawiając się
w uprzywilejowanej sytuacji także w gronie innych urzędników. Niech mi ktoś powie, dlaczego przywileje mieli (mają) inni urzędnicy: sędziowie czy prokuratorzy? - rozumiem czasy „komuny” - „prawomocnie” oskarżali i skazywali tych, których skazać im polecono. Za lojalność mieli przywileje, ale dzisiaj?
Kolejnym elementem porządkowania rynku pracy są wyrównane i wydłużone emerytury dla kobiet i mężczyzn - 67 lat. Zacznie się to wyrównywanie od 2012 roku, a pierwszym emerytą w wieku 67 lat będzie pracownik, który ma dziś 38 lat. Ileż do tego czasu zdarzyć się jeszcze może....
Kolejne wyrównywanie szyków: służby mundurowe (policjanci i wojsko) przechodziliby na emeryturę w wieku 55 lat po 25. letniej służbie - i ten projekt dotyczy jedynie nowych „nabytków” do służb mundurowych. Ci, co pracują teraz, odchodziliby na starych warunkach. Zlikwidowaliśmy wojsko z poboru - pamiętam, ile było obaw, czy będziemy mieli żołnierzy... a teraz do wojska nie wszystkich chętnych przyjmują... To, że dzisiejsze ich pensje są za małe w stosunku do zagrożeń w pracy, dostrzegł nasz Rząd i będą regularne podwyżki miesięcznych uposażeń (tak jak nauczycieli, choć szkoda, że wciąż marni nauczyciele ukrywają się za tzw. „kartą nauczyciela” i o jej likwidacji na razie cicho).
Aby zniwelować podziały to i duchowni powinni podlegać powszechnemu systemowi ubezpieczeń, płacić odpowiednie składki. Do tej pory tylko duchowieństwo zatrudnione w stosunku umowy o pracę (np. katecheci) należą do powszechnego systemu ubezpieczeń społecznych. I tu sięgamy do rolników. Wszyscy rolnicy już od 2012 roku mający powyżej 6 ha zaczną płacić składki na ubezpieczenia zdrowotne (co najmniej połowę) a za kilka lat płacić podatek dochodowy tak jaki inni zatrudnieni, a KRUS przestanie istnieć.
I kolejna decyzja: renty i emerytury mają być waloryzowane nie procentowo, lecz kwotowo. Znaczy to tyle, że zostanie zlikwidowany proces „rozwierania się nożyc”,,czyli ten, co miał więcej, dostawał jeszcze więcej, a ten co miał mniej, dostawał mniej.
Sumując: Cieszy mnie ta próba rozbicia zabetonowanego układu różnych przywilejów. Martwi, że nie do cna. Smuci, że nie stać nas na więcej. Zadowolony jestem, że Rząd nie podnosi podatków. Liczę na to, że i poluzują się (a nawet znikną) bariery biurokratyczne...
A co na to opozycja? Według mnie, nie ma żadnego kompleksowego programu na Polskę i „czepia się” (zresztą niekiedy słusznie) drobiazgów czy rzeczy marginalnych. Ruch Palikota całą energię zużywa na likwidację krzyża w parlamencie, SLD tak naprawdę nie ma czasu na porządną analizę i program dla Polski, bo „siedzi na walizkach” po sprzedaży swojej siedziby a zima idzie. PiS rozrywają wewnątrzpartyjne burze i z zapowiedzi prezesa Kaczyńskiego, że „nie będą zbytnio komentować expose Premiera tylko przedstawią swoje” (cytat niedosłowny - red) - ograniczają się do pohukiwania, że teraz Tusk naprawia 4. lata poprzednich rządów. PSL jest w koalicji z PO i, choć zgrzyta czy to o KRUS, czy o wiek emerytalny, to jakoś uciera się we współpracy.