Bateria nad Pasterką - kolejny zapomniany fort na Ziemi Kłodzkiej (cz. 2)
Kiedy w oczekiwaniu na kolację siedzieliśmy w schronisku, dotarli tam jeszcze dwaj goście, jak się potem okazało, zakochani w Pasterce i okolicach mieszkańcy Łodzi. Kiedy słysząc ich opowieści włączyliśmy się do rozmowy i powiedzieliśmy, czego szukamy – stwierdzili, że o niczym takim nie słyszeli i niczego takiego nie ma. Wtedy pokazałem szkice. W końcu, po historiach o Pasterce, nieistniejących już wodospadach Pośny i wyludnionym Karłówku, jeden z gości, Marek Kośka, przypomniał sobie, że kilka lat wcześniej w poszukiwaniu jagód trafił na wały ziemne w okolicach kamieniołomu.
Postanowiłem, idąc za tą wskazówką, poszukać tego miejsca następnego dnia. Z parkingu za Szczelińcem wyruszyliśmy nieco po południu, kiedy opadła już mgła. Kolejny raz doszedłem do kapliczki i do kamieniołomu. Podchodząc powyżej ujęcia wody poprosiłem idącą ze mną Kesję o przeczesanie skraju lasu, ja natomiast udałem się w kierunku wyżłobionego przez strumień jaru, spodziewając się śladów na jego szczycie. Jar dochodził jednak w górze do tego samego szlaku, którym wcześniej szedłem. Usłyszałem wołania Kesji, a kiedy do niej dotarłem, przed moimi oczami ukazały się zarośnięte lasem szańce. Las był tak wysoki, że nie mogły to być raczej okopy z którejś z wojen z I połowy ubiegłego stulecia. Po 220 latach niewiele z fortyfikacji zostało, tylko fosy i wały ziemne. Spojrzałem na szkic. Istotnie na lewo w górę mapki przebiegała w terenie w dół droga do Pasterki, w drugą stronę do Karłowa, okrążając Mały Szczeliniec od zachodu. Nie było tylko strumienia, który znajduje się bardziej na prawo, choć dokładnie na północ od fortu kilkadziesiąt metrów poniżej jest ujęcie wody dla Pasterki, o którym wcześniej wspomniałem. Widocznie strumień przez ten czas nieco się przesunął. Teraz jest tam okresowy potok wzbierający na powierzchnię przy gwałtownych opadach, a możliwy do wykorzystania po wykopaniu studni. Po zrobieniu kilku niezbyt dobrych zdjęć, gdyż o godz. 14. słońce już chowało się za górami, musiałem jeszcze uzgodnić kierunki w terenie i na szkicu, bo miałem wrażenie, że fort jest skierowany środkiem, a nie ramieniem na północ.
Po lewej stronie planu było coś, co wyglądało na różę kompasową. Zwróciłem się o pomoc do specjalistów: Cezarego Mazura, kartografa z Wrocławia (autora wielu map – kiedyś Państwowe Przedsiębiorstwo Wydawnictw Kartograficznych) oraz Manfreda Spaty, kartografa-historyka z Bonn. Cezary od razu zauważył, że dłuższe ramię róży oznacza północ i ustalił na podstawie samej tylko mapy położenie baterii z dokładnością do pięćdziesięciu metrów. Prawdziwy profesjonalista! M. Spata przekazał moje pytanie do dr. Martina Klöfflera, który opublikował artykuł o Ludwigu Müllerze i jego fortach. Ten natychmiast przysłał mi plan blokhauzu w dobrej rozdzielczości, gdzie widoczny był napis informujący o kierunku północnym. Gdy ja z kolei przesłałem mu fotografie, ten znawca fortyfikacji pogratulował mi i potwierdził tę właśnie lokalizację Baterii nad Pasterką. Tymczasem to właśnie artykuły i poszukiwania obu tych autorów były bodźcem do moich poszukiwań. c.d.n.