Nadmiar szkół?

Autor: 
Mirosław Awiżeń

... no cóż, z demografią u nas kiepsko, a już szczególnie w mniejszych ośrodkach, które się wyludniają (i dzieci się nie rodzą i mieszkańcy odchodzą). Trzeba z tym fantem coś zrobić. Przecież nie można utrzymać obsługi oświaty na takim samym poziomie, kiedy to szkoły (wszystkie) były przepełnione i trzeba było „na gwałt” budować „tysiąc szkół na tysiąclecie”.
Inny czas, inne działanie – teraz trzeba przeorganizować oświatę w kierunku jej racjonalizacji. Przed takim zadaniem Rząd Centralny postawił niemalże przymusowo samorządowów gmin i powiatów z wójtami, burmistrzami, prezydentami i starostami.
Państwo Polskie każdemu młodemu człowiekowi gwarantuje wykształcenie na poziomie co najmniej gimnazjalnym nieodpłatnie. I z tego zadania wywiązuje się (czy lepiej czy gorzej – to już inna sprawa), ale nie gwarantuje, że dzieciak będzie pobierał nauki „o trzy kroki od szkoły”.
Cóż zatem czynią odpowiedzialni za kształt struktury oświaty gospodarze swoich gmin? Racjonalizują w ten sposób, żeby i owca była cała i wilk syty. To oczywiście mrzonki, ale „tak krawiec kraje, jak mu materii staje”. Cóż ma uczynić radny, kiedy widzi marnotrawienie pieniędzy podatników na utrzymanie pustych ścian budynku szkolnego, kiedy pod tą prawie pustą szkołą nie ma chodnika, wieś nie ma kanalizacji, wody z kranu (nie mówiąc już o ciepłej wodzie, a przecież jest to normalność w wielkich miastach), kiedy droga tak dziurawa, że odcina dostęp do świata. Cóż z tego, że uczeń w takiej małej szkółce ma jak u „mamy za piecem”, kiedy nie ma kontaktu ze światem. A ten świat to nie taki, w jakim się wychowuje „pod kloszem” u mamy, na swojej wsi, na swojej dzielnicy gdzie każdy każdego zna i pomoże...
Zadziwia mnie opór „opozycji” w stosunku do obecnie rządzących w racjonalizacji wydatków gminnych w oświacie. Tu, jak jeden mąż szermuje się hasłami „dobra”, "nieszczęścia młodych ludzi”, rozwojem (zanikiem kultury w danej miejscowości), wreszcie „bólem” zamykania szkół, bo „kiedyś będą na pewno potrzebne”... choć za parę lat te obiekty będą tak przestarzałe, że niezdatne do użytku i tak czy owak, kiedy przyjdzie wyż demograficzny trzeba będzie budować szkoły na miarę dwudziestego drugiego wieku.
Zadziwia mnie, że tylko dlatego, że jest się w opozycji, torpeduje się nawet sensowne rozwiązania. „Samoobrona” z Grzegorzem Kołaczem, chce nawet od-wołać w referendum Radę Gminy w Gminie Nowa Ruda wraz z Wójtem m.in. dlatego, że Radni ci i Wójt chcą zracjonalizować działalność oświaty na własnym terenie proponując przekazanie tych placówek do prowadzenia przez Stowarzyszenia Lokalne. Do protestu przyłącza się oczywiście Prawo i Sprawiedliwość pod kierunkiem poseł Anny Zalewskiej a w tyle nie pozostaje Solidarna Polska z posłem Andrzejem Dąbrowskim.
Wszyscy walą jak w bęben w Radę Gminy i Wójta Gminy Nowa Ruda,
(a także Prezydenta Wałbrzycha) a argumenty, których używają, to niestety - demagogia – choć bardzo nośna i nie pozbawiona zasadności z punktu widzenia nauczycieli i personelu pomocniczego (walczą przecież o swoje miejsca pracy). Wtórują tym działaniom również rodzice, którzy po prostu przyzwyczaili się do zastanego stanu rzeczy i wolą jak najdłużej „trzymać swoje dzieci pod kloszem”.
Racjonalizacja zatrudnienia nauczycieli, racjonalizacja liczby placówek, to dla gminy nie tylko oszczędności (a dokładniej mówiąc – nie wydawanie dodatkowych pieniędzy w „pusto”) ale możliwość szybszego zurbanizowania wsi, osiedla, dzielnicy ... bo kultura to nie tylko oświata – to całą infrastruktura wiejska, która dorówna miejskiej. Już wcześniej pisałem o szambach, studniach, braku porządnej drogi, oświetlenia... Kultura to również wiejskie ośrodki kultury, to biblioteki, to wiejskie ośrodki zdrowia, wreszcie szkoły prowadzone przez stowarzyszenia. Nijak nie podoba mi się wypowiedź pani poseł Zalewskiej, „że szkoły prowadzone przez stowarzyszenia osiągają dużo gorsze wyniki edukacyjne niż szkoły publiczne”... Proszę odwiedzić szkoły prowadzone przez stowarzyszenia w Chocieszowie, Gorzanowie czy (ostatnio) w Żelaźnie. Proszę odwiedzić szkoły prowadzone przez Kłodzkie Towarzystwo Oświatowe. Tam znajdziecie Państwo odpowiedź czy są „gorsze”.
Oczywiście – nikt nie jest nieomylny, nie wszystkie decyzje rady gminy/miasta, wójta, burmistrza, prezydenta, starosty muszą być bezwzględnie celne. Można wówczas dyskutować....
Dzieciaki muszą kiedyś „wyfrunąć z gniazda”. Czy to rodzinnego, czy wiejskiego czy dzielnicowego i zmierzyć się z „szerokim światem”. Życie nie jest lekkie – to truizm – a człowiek nie przygotowany do zmierzenia się ze światem (chowany pod kloszem) naraża się na potężne stresy, kiedy jako kilkunastolatek napotyka się na „wyszczekanych” kolegów z większych ośrodków. Wiem, co mówię, bo przez to przeszedłem. Że łatwo dać się „wpuścić w kanał”, ulec blichtrowi, przemocy, być ośmieszonym, „wkopać się” w jakąś bandę...
Dzięki Bogu, szereg tych nieprzyjemności (delikatnie mówiąc) mnie ominęło, ale to naprawdę „DZIĘKI BOGU”, bo byłem jak nowonarodzone dziecię w środowisku „starych wyjadaczy”, choć byliśmy równolatkami.
I już na zakończenie: Nikomu do głowy nie przyszłoby zamykać szkoły pełne uczniów. Nikomu do głowy nie przyszłoby nie postawić nowej szkoły jakby była taka konieczność...

Wydania: