Mezzosopranistka Magdalena Kulig

Autor: 
rozmawia Henryka Szczepanowska
Magdalena Kulig.jpg
kulig.jpg

- Czy to prawda, że nie przyjęto Pani do podstawowej szkoły muzycznej?
- Tak, ale to nie był powód do porzucenia pasji śpiewu i bez problemów, mimo braku podstawowego wykształcenia muzycznego dostałam się do szkoły muzycznej II stopnia we Wrocławiu a później na Akademię Muzyczną.
- Pamięta Pani swój pierwszy publiczny występ przed publicznością?
- Oczywiście od przedszkola wiedziałam, że będę na scenie, mimo że wszyscy traktowali to jako niezły żart. Będąc nastolatką miałam oczywiście swoje zespoły jazzowe, śpiewałam poezję śpiewaną i aktorską odnosząc nawet sukcesy ale pierwszą próbą przed publicznością początkującej śpiewaczki po kilku miesiącach nauki bel canta był koncert w 1998 r. Występowałam z zespołem kameralnym Studio 27 w kościele Sióstr Klarysek w Kłodzku, śpiewając tragikomiczną kantatę Telemanna o kanarku pożartym przez kota.
- Nie będę pytać czy trudno było zaistnieć artystycznie za granicą, bo to oczywiste. Zapytam jak Pani radziła sobie z nauką w obcych językach, z samotnością, tęsknotą za domem?
- Pierwszy kontrakt tuż po studiach miałam w Niemczech i byłam jedyną Polką w zespole, więc musiałam się prędko dostosować. Oczywiście znałam język niemiecki ale początki były trudne i z prób wychodziłam z powodu języka i podwójnej koncentracji z bólem głowy.
- Przez te wszystkie lata pracowała Pani nadzwyczaj intensywnie, wręcz morderczo. Co Panią nakręcało w chwilach zwątpienia i zmęczenia, bo na pewno takie były?
Kiedy cel jest jasny nie potrzeba się specjalnie motywować, wystarczy wierzyć, że to co robimy jest słuszne a pokora do ćwiczenia i wyrzeczeń przyjdzie sama. Myślę, że to też prawdziwa miłość do śpiewu o tym decyduje. Nie tylko pracowałam ale też pracuję każdego dnia, śpiewam kilka godzin, by być w dobrej formie wokalnej. Christa Ludwig, wielka niemiecka śpiewaczka powiedziała, że jeśli śpiewak ma jakiekolwiek wątpliwości czy zawód śpiewaka jest słuszny nigdy nie powinien podejmować się tego zawodu.
- Staje Pani na deskach największych oper nie tylko w Europie. Śpiewała Pani dla publiczności w Japonii. Zauważa Pani różnicę pomiędzy publicznością europejską a japońską?
- Japońskie sale koncertowe wypełnione są publicznością po brzegi, czego też życzę europejskim a przede wszystkim polskim salom koncertowym.
- Wiele nagród na festiwalach, konkursach nie przewróciły Pani w głowie. Wciąż widzę biegnącą w pośpiechu piękną młodą kobietę, skromną, bardziej przypominającą zapracowaną paryżankę niż śpiewaczkę operową kojarząca się z gwiazdorskimi zachowaniami. Tak się Pani ciągle spieszy, bo nie tylko koncerty i nagrania angażują Pani czas. Uczy Pani śpiewu siostry zakonne a pewnie całą zapłatą za te lekcje są ich gorące modlitwy w intencji swej nauczycielki?
- Jest to dla mnie wielka radość uczyć kłodzkie Siostry Klaryski, tak wspaniałe, zdolne i pilne śpiewaczki. Dzisiejszy świat śpiewaków operowych też się zupełnie zmienia, nie ma miejsca i czasu dla div operowych, zrywających przedstawienia, liczą się prócz talentu
i pięknego głosu przede wszystkim umiejętności, technika śpiewu i profesjonalizm.
- Dumna jest Pani ze swej pierwszej płyty? Bo ja słucham “Chloris” każdego dnia. I bardzo mnie to wzrusza. To piękny tekst, jak i wszystkie pozostałe.
- Dumna jestem z tego, że wywiązuję się ze słowa danego Henrykowi Mikołajowi Góreckiemu, przed laty obiecałam mistrzowi, że nagram jego pieśni. Nie miałam więc wyboru, słowa musiałam dotrzymać i do pieśni Góreckiego dobrałam inne utwory wielkich kompozytorów europejskich, i tak ze zrozumienia poezji wzmocnionej muzyką, tych pełnych rozważań i rozpamiętywania utworów, został skonstruowany scenariusz refleksyjnej opowieści o miłości, przemijaniu i śmierci, do której odwołuje się tytuł albumu Élégie. Płyta ta stwarza możliwość prezentacji nowych interpretacji będących opowieścią o pięknie miłości, która potrafi zaślepić, ale też odmienić duszę.
Ogromnym zaszczytem dla nie jest to, że Wirtuozi: Profesor Stanisław Firlej i dr hab. Magdalena Blum, doskonali muzycy, zgodzili się ze mną nagrać tę piękną kameralną muzykę.
- Kiedy premiera płyty, najbliższe koncerty? Mam nadzieję, że nie będziemy musieli jechać do Berlina czy Paryża, by Panią posłuchać? Warszawska premiera 15 marca 2012 r.
- Planuję kilka koncertów promujących płytę w Polsce, w tym też w Kłodzku w kościele Sióstr Klarysek, a o terminach będą informowały plakaty.
- Muzyka klasyczna to nie łubudu czy pioseneczki dla popularnego radia. Jak trudno zgromadzić wokoł takiego projektu ludzi życzliwych, bo przecież nagranie płyty, profesjonalna oprawa, promocja to i ogromne pieniądze i niezwykle angażująca praca?
Pierwszym stypendium na wydanie płyty pt. Elegie było stypendium Marszałka Województwa Dolnośląskiego, to prestiżowe stypendium, ułatwiło mi bardzo pozyskiwanie sponsorów. Pragnę podziękować wszystkim moim sponsorom: Marszałkowi Województwa Dolnośląskiego, miastu Wrocław, miastu Polanica Zdrój, Panu Karolowi Cebuli oraz Starostwu Powiatowemu w Kłodzku. Wokół mnie jest też wiele wspaniałych, życzliwych osób, które bardzo mi pomagają przy płycie i tu pragnę wszystkim serdecznie podziękować.
Gratuluję i bardzo dziękuję za rozmowę.

Wydania: