Agroturystyczne wspomnienia (2)

Autor: 
Janusz Puszczewicz

SPOTKANIE CZWARTE – Trafiamy do agroturystyki nieopodal Kłodzka. Pośpiesznie modernizowany jeszcze dom, wtedy w trakcie remontu. Ale też budynek bez składu i ładu, architektoniczny koszmarek. Podwórko zaniedbane, wszystko wala się wokół. W tym wszystkim przebijamy koło w samochodzie. Wokół jednak przepiękna okolica, tylko ten dom koszmarek. Wspólna łazienka z psującą się armaturą, tu kapie, tam nie leci. Pokoje również nie lepsze. Niekiedy mogą być skromne ale jednak winny być gruntowanie posprzątane, czyste, schludne.
Długo można by wyliczać braki i niedostatki… zresztą nie o to chodzi. Ale też dziwię się, jak to podciągnięto pod obiekt przyjmujący jednak gości. Przecież ktoś to oglądał, weryfikował, oceniał. Niestety spotykamy jeszcze takie obiekty na agroturystycznej mapie. Jedynie można mieć nadzieję, że sam rynek szybko wyeliminuje je z obiegu. Za to okolica zachwyca. Stąd szybko uciekamy na wędrówki a jest gdzie chodzić. Tym bardziej, że jest jesień a okolica mieni się barwną paletą wszelakich kolorów i odcieni. Miejsce cudowne, tylko ten dom. Wyżywienie /śniadanie i kolacje/ jest lodówka załadowana podstawowymi produktami z centrum handlowego /bo taniej/. Zróbcie sobie Państwo sami – słyszymy, bo my chodzimy do pracy. Tylko spóźnione obiady przyrządza gospodyni po powrocie. Te na szczęście są dobre. Niemniej „uciekamy” stąd po dwóch dniach. Szkoda nam tych ludzi, że tak marnują daną im szansę. Ale też dwóch przysłowiowych srok za ogon nie utrzymasz…
SPOTKANIE PIĄTE – Inny rok, inny też region kraju. Zatrzymujemy się
w agroturystyce nieopodal Stalowej Woli, w rozległych tam Lasach Janowskich. Trafiamy do agroturystyki oferującej komfortowe wręcz warunki. Nowy budynek przypomina raczej pałacyk. Nowocześnie urządzone pokoje, jest wszystko co potrzeba najbardziej nawet wymagającym /łącznie z sauną/. Wokół lasy. Wypożyczamy rowery i pedałujemy cały dzień leśnymi duktami. Niestety większość agroturystyk nie oferuje rowerów a przecież to nie tak wielka inwestycja. Miły gospodarz oferuje swoje posiłki, sam przyrządza jak umie / żona bowiem w pracy/. Niemniej posiłki jadalne a nawet wyśmienite. Zdziwiło nas tylko podciągnięcie takiego obiektu pod agroturystykę, to już bardziej pensjonat. Widocznie ma ona różne oblicza i barwy. I dobrze… Ważne jest też samo podejście do gości. Wszyscy cenimy gdy z nami porozmawiają, zaproszą chociażby na kawę czy lampkę wina czy zapytają - co nam jeszcze potrzeba do … szczęścia. Z niejednymi przegadaliśmy prawie całą noc, wtedy też takie pobyty pamięta się wyjątkowo długo.
SPOTKANIE SZÓSTE – Wracamy wspomnieniami na Ziemię Kłodzką. Tym razem trafiamy do Starego Wielisławia. Prawdziwe, prowadzone bardzo nowocześnie gospodarstwo. Zajmują się ekologicznym chowem owiec. Duże połacie łąk kończące się lasem. Nieopodal staw, gdzie możliwość nie tylko łowienia ryb, ale i kąpieli czy pływania łódką. Pośrodku zielona wysepka z dzikim ptactwem. Raj dla wędkarzy. Miejsce spokojne, gdzie można odpocząć chociaż pół godziny spaceru i już…uzdrowiskowy gwar.
Dom nowy, zadbany, ładnie urządzony. Czyste pokoje z łazienkami. Niestety nie gotują posiłków, pozostaje na obiad wyskoczyć do pobliskiego uzdrowiska. Śniadania i kolacje robimy sami, udostępniają swoją kuchnię / chociaż to początkowo nas krępowało/. Tuż obok zadaszone miejsce na grilla. Sam gospodarz chętnie przygotuje nam grillowane potrawy, zresztą jest prawdziwym mistrzem z przyrządzaniu potraw z jagnięciny. Otrzymał zresztą główną nagrodę w regionalnym konkursie „Nasze kulinarne dziedzictwo”. Mieliśmy i my okazję posmakować podobne potrawy, palce lizać… Sam też chętnie z nami przysiaduje po pracy, istna dusza towarzystwa. Ostatnio gospodarz nabył też konia, mieliśmy okazję i na nim się przejechać. Bardzo potulne i towarzyskie zwierzę, najchętniej chodziłoby z nami krok w krok. Czujemy się tu wyjątkowo dobrze, może dlatego, że nigdy nie słyszeliśmy zakazów. Tego nie wolno, tam nie wchodzić, oczywiście wszystko można prawie robić - ale też w granicach zdrowego rozsądku. Przeciwieństwo wielu innych, gdy już na progu rozpoczynają szkolenie czego tu nie wolno…
Polecamy to gospodarstwo znajomym. Ostatnio były tu nasze dzieci, wróciły zachwycone. Wcześniej mieszkali w luksusowym pensjonacie /nasz prezent ślubny / w sąsiedniej gminie, gdzie praktycznie wszystko im podano. Tu jednak cenili ową wolność, swobodę, kontakt z naturą. Synowa towarzyszyła nawet narodzinom owieczki, co już było dla nas wielkim zaskoczeniem. Gospodarz stawia na ekologię i nowoczesność, szczyci się certyfikatami. Wszystkie produkty rolno-zwierzęce są tu produkowane bez użycia „chemii”, co jest dzisiaj niestety rzadkością. Widać, że jest na bieżąco ze wszystkimi nowinkami, mimo że pokutuje jeszcze stereotyp rolnika któremu daleko do nowoczesności. Stworzył też tak wzorcową agroturystykę.
SPOTKANIE SIÓDME – Wybieramy się na kolejne dożynki w kłodzkiej gminie. Tym razem odbędą się w Roszycach. Za kwaterę służy nam dopiero co otwierana agroturystyka „U Kasi”.
Stworzyli ją ludzie, którzy tutaj kupili stary, dość duży dom. Ostro zabrali się ze remont, obserwowaliśmy kolejne etapy prac. Pierwszym problemem, który ich zaskoczył był brak wody. Byli właściciele zapewniali, że studnia zawsze jest pełna, tyle że w momencie sprzedaży była zalana nową dostawą z cysterny. Oszukali ich już na samym starcie. Nie dali się jednak przeciwnościom. Stworzyli piękny obiekt, dostosowany m.in. dla niepełnosprawnych. Niestety dzisiaj mało kto pamięta o takich osobach, a przecież przybywa nam osób starszych czy chorych. Oni też chcą odpoczywać. Dobrze urządzone pokoje z łazienkami. Wielka sala, która zapewne w przeszłości służyła za miejsce wiejskich zabaw. Dzisiaj miejsce posiłków, ale i okolicznościowych zabaw w bardziej wąskim gronie. Duży ogród m.in. z fontanną, placem zabaw, miejscem na grilla, miejscem do plażowania. Wracamy tu przy każdej okazji, bowiem gospodarze to ludzie wyjątkowo mili. Pan Adam przychyliłby nieba niejednemu. To też niespokojny duch tej wioski, inicjator wielu miejscowych przedsięwzięć. To za jego i Pani Sołtys sprawą odbywają się w wiosce np. Przeglądy Folklorystyczne, ale nie tylko… Dzisiaj już nie ma problemu z wodą, jest doprowadzona do każdego obejścia. Dzisiaj też coraz więcej w tej wiosce nowych domów bo wciąż też trwa pęd do osiadania się w podmiejskich wioskach. Gdzie jeszcze cisza i niezniszczona przyroda.

Wydania: