O kłodzkim handlu - rozmawiam z p. Stanisławem Wołk (firma Jes-Pol)
- Trochę historii - uwolnienie handlu na początku lat 90. ubiegłego wieku...
- To był czas „rozstania się” z nakazową gospodarką, z limitowanym handlem. Ale też było ciężko. Działało wówczas mnó-stwo instytucji kontrolnych i nadzoru... Wiele rodzajów działalności było koncesjonowanych, wymagało różnego rodzaju zezwoleń..
- ale...
- Handel ruszył. Szczególnie w branży warzywno-owocowej z dodatkiem artykułów z importu. Tego typu handel zdominował rynek pierwszych lat transformacji. To był czas dla odważnych albo mało świadomych.
- To była - wg mnie - pierwsza rewolucja handlowa. Po niej nastąpił proces stagnacji...
- Nie nazwałbym tego okresu stagnacją. Kto wówczas stanął w miejscu - ten po prostu odpadł. Pozostali, ci bardziej kreatywni, zapobiegliwi - wciąż umacniali swoje pozycje
- Czyli, można mówić o budowaniu średniej klasy kupieckiej? O solidnych podstawach już nie „łóżkowych” czy „szczękowych”?
- Tak. Ale nadszedł kolejny etap tzw. „porządkowania” handlu. Tym razem przez wielkie korporacje handlowe, które zaczęły tworzyć nowe warunki konkurencji.
-... Ja bym to nazwał II rewolucją „handlową”...
- Można i tak, bowiem wielkie korporacje głosiły hasło tzw. wolnego rynku, który miał być regulowany tylko przez „niewidzialną rękę rynku”. Ta „niewidzialna ręka...„ miała doprowadzić do poprawy jakości handlu.
W rzeczywistości doprowadza do monopolizacji rynku i eliminowania z niego mniejszych podmiotów. One nijak nie mogą, nie są w stanie, przeciwstawić się takiej sile kapitału. Należy jednak podkreślić, że wpłynęło to na poprawę jakości usług, jak też poprawę wystrojów sklepów.
- Czy zatem małe sklepy, drobne usługi muszą zniknąć z rynku?
- Odpowiem tak. Monopole nieregulowane są po prostu dyktatorem cenowym. U nas widać, że zmierzają w tym kierunku, aby na rynku zostało tylko kilku graczy. Później to tylko oni podyktują warunki kupna i sprzedaży, w myśl zasady „kto ma handel, ten ma gospodarkę”.
To, co się dzieje, zmierza do tragicznego finału. Pozostaje nam to, że nasze dzieci (nawet te po studiach) będą pracowały, co najwyżej jako operator kasy, przedstawiciel handlowy lub inny pracownik marketu. Być może czeka nas taka czarna rzeczywistość.
- Co należałoby zrobić, aby ten czarny sen się nie ziścił?
- On wcale nie musi się ziścić, wystarczy poobserwować rynek, który swą dynamicznością zachodzących zmian potwierdza, że jedyne, co dzisiaj pewne to „zmiana”. Na pewno zostawienie rynku samemu sobie spowoduje eliminację podmiotów małych na rzecz korporacji, a to wyeliminuje klasę średnią i pozostaną??..... Myślę, że można by prorokować scenariusze przyszłości, ale jest to domena urzędników, ja w tej dziedzinie nie chcę z nimi konkurować. Ale, aby nie zawieść czytelników powiem, że baczne obserwowanie rynku i szukanie luki dla siebie jest jedną z metod na dziś...