Hłasko 44 (I) Co nam zostało z Marka Hłaski, czyli kilka zdań na początek projektu

Autor: 
Mietek Kowalcze i Henia Szczepanowska

Redaktorzy i przyjaciele Redakcji „Bramy” wymyślili projekt dziennikarsko-społeczny o nazwie Hłasko 44 (44, tyle lat mija w 2013 od śmierci autora „Sowy, córki piekarza”), który ma przypomnieć tego ważnego pisarza i człowieka. Z różnych perspektyw i w różnych formach. Zaproszenia do współpracy zostały już skierowane do całkiem sporego grona osób. Czytelników: starszych i młodszych, znawców literatury, specjalistów od filmu, pracowników archiwów, w tym IPN, wreszcie do osób, które tutaj same się z Hłaską zetknęły albo w tradycji rodzinnej przechowały informacje i anegdoty o samym pisarzu albo o ekipie realizującej na Ziemi Kłodzkiej „Bazę ludzi umarłych”. Sądzimy, że wspólnie wypracujemy własny, tutejszy ważny przyczynek zarówno do przypomnienia „życia i twórczości” Marka Hłaski, ale też będziemy mieli okazję do szerszej, otwartej dyskusji o literaturze (i szerzej o kulturze), o jej związkach z rzeczywistością, np. polityczną. I to nie tylko tą odległą, komunistyczną.
***
Serdecznie zapraszamy PT Czytelniczki i PT Czytelników „Bramy” do dzielenia się myślami, uwagami, informacjami, sugestiami i pomysłami, związanymi z projektem „Hłasko 44”. Prosimy o listy na adres redakcji redakcja@mojabrama.ploraz na hlasko44@gmail.com
***
Kiedy autor „Pierwszego kroku w chmurach” jako szesnastolatek został wyrzucony z kolejnej szkoły, czyli w praktyce zakończył samodzielnie swoją edukację, natychmiast zajęła się jego życiem komunistyczna administracja. Tak nie wolno było postępować. Przepisy surowo zabraniały. Po prostu nie można było sobie, ot tak, lekceważyć i rezygnować ze szkolnej nauki. Nie przestrzegać przepisów. Przenosić się ze szkoły do szkoły. Kto nie uznawał tego prawa, po prostu ponosił konsekwencje. I to chyba najprostszy schemat, jaki udaje nam się odnieść do biografii Marka Hłaski już na początku twórczości. Coś, co jest ustawowo albo obyczajowo zakazane, zyskało już własną polityczną poprawność, jest spisane w prawie, to pisarz stara się to ominąć, złamać, mniej lub bardziej otwarcie skrytykować, czasem wyśmiać, czy zniwelować, zwykle zbyt nadętą ważność. Jego różne wolty, stawania przeciw, prowokacyjne zachowania, przemyślane artystyczne dziwactwa, wreszcie indywidualne wybory pojawiają się co rusz. W bardzo wielu sytuacjach i miejscach, o czym czytamy we wznowionej i mocno poszerzonej biografii „Piękny dwudziestoletni”, autorstwa Andrzeja Czyżewskiego. Zajrzyjmy do niej, żeby przypomnieć epizod tutejszy, nasz. W styczniu 1950 roku Marek Hłasko kończy z ogólnym wynikiem dobrym kurs kierowców kategorii trzeciej. Jako że nie chodzi już do szkoły dostaje nakaz pracy. Jeździ przez jakiś czas jako pomocnik kierowcy w przedsiębiorstwach wrocławskich, ale dość szybko łamie obowiązującą socjalistyczną dyscyplinę pracy i ma wytoczoną sprawę. Sąd skazuje go na dwa miesiące przymusowej pracy przy zwózce drewna w (naszych) górach.
I rzeczywiście między listopadem 1950 a styczniem 1951 roku pisarz pracuje w bystrzyckim „Pagedzie” i Państwowej Centrali Drzewnej. Mieszka w Bielicach i w Dusznikach Zdroju - przy ulicy Kłodzkiej, jak to pisze w jednym z listów do mamy. Listów, które pokazują, jak ubogo żył – prosi o przesyłanie jedzenia albo jak cieszy się z różnych drobiazgów, na przykład z butów filcowych, które, jak dodaje, nadają mu wygląd dońskiego Kozaka. Te listy mówią o czymś jeszcze, a może przede wszystkim o tym, że ten niepokorny szesnastolatek po prostu szaleńczo tęskni i po prostu się nudzi. Z wyrokiem trafia do rejestru skazanych, więc jakiekolwiek wcześniejsze „urwanie się” zaprowadziłoby go do Wronek czy innego więzienia, więc nie próbuje. Zresztą chełpi się później przez lata, że jeszcze jako smarkacz znalazł się u komunistów na liście więźniów, buntowników i przeciwników systemu. Maniery, język i nie ma co ukrywać wielką skłonność do alkoholu, jakie wyniósł Marek Hłasko ze swojej pracy jako pomocnik kierowcy w Górach Bystrzyckich, próbowała po kilku latach (1958) wygładzać i cywilizować grupa paryskiej „Kultury”, przede wszystkim zaś Zofia Hertz. Niestety z marnym efektem. To w nim pozostało i z wielkim powodzeniem dodatkowo budowało legendę. Jeśli zaś chodzi o niezwykły talent obserwowania, słuchania ludzi i świata a później odtwarzania tych spostrzeżeń i przetwarzania ich w tekstach nikt nic nie musiał robić, bo ten talent po prostu był. Niczym piękny, boży dar. Na ile rozwijał się w naszym regionie, jaki wpływ miały miejsca, wydarzenia i ludzie na to, co później złożyło się na twórczość autora „Bazy Sokołowskiej” nie nam rozstrzygać.
***
Ależ Hłasko miał wtedy szesnaście lat! Był zbuntowanym nastolatkiem. Zapewne pyskatym i bardzo zadziornym. Myślisz, że system oświatowy nie powinien reagować na porzucanie nauki w szkole przez ucznia? Oczywiście, że Hłasko był cholernie niepoprawny. Ale postawmy sobie pytanie; czy młody człowiek ukształtowany przez wojenną zawieruchę, patrzący codziennie na śmierć kolegów w kanałach warszawskich, ze świadomością marności istnienia człowieczego, jest w stanie „normalnie” dorastać? Mając szesnaście lat nie był pisarzem, był po prostu skrzywdzonym, osieroconym dzieciakiem, a system komunistyczny nie zezwalał na indywidualne myślenie o własnej osobie. Dzisiaj dostałby skierowanie na psychoterapię do którejś z międzyszkolnych poradni. Wtedy sąd nakazał resocjalizację przez pracę w ciężkich warunkach.
Hłasko to niedojrzała osobowość – jak mawiają fachowcy od ludzkiej psychiki. To wieczny chłopiec, owoc pomieszania ról w czasach wojny, kiedy dzieci zachowywały się jak dorośli strzelając do wroga, a dorośli, często zwykli szmalcownicy, kupowali wolność i nietykalność sprzedając niewygodnego sąsiada. Wyobraź sobie Mietku, młodziutki szesnastolatek jedzie w obce mu zupełnie światy twardzieli i starych wygów, pijaczków, złodziei, morderców uciekających przed prawem, gdzie już dzień zaczyna się od „półlytry” zagryzanej twardym chlebem ze słoniną, ręce przymarzają do oblodzonego łańcucha i stalowych lin do zapinania na kłodach drzew, a jazda często niesprawnym samochodem po górskich urwiskach to adrenalina w czystej postaci. Już samo wejście do hotelu robotniczego, gdzie powietrze było aż gęste od smrodu mokrych onuc, przepoconych ubrań, moczu i skwaśniałych oparów wódki musiało na nim zrobić niezłe wrażenie. Pomyśl, jak przytulał twarz do zatęchłej poduszki i błagał mamę, by go stamtąd zabrała. Przecież był jeszcze dzieckiem. Zbuntowanym, zadziornym, ale tylko dzieckiem.
Talent pisarski Hłaski to składowa wielu okoliczności i wydarzeń. Zgadzam się z Tobą, niezwykły dar boży, ale wsparty jego osamotnieniem, niezwykłą wręcz wrażliwością, zdolnością empatii i takiego rozedrgania duszy, pozwalających dostrzegać choćby najdrobniejsze gesty i zachowania ludzkie. Bardzo dramatyczne przeżycia wojenne i powojenne nie stępiły jego wrażliwości ale otworzyły jego oczy na drugiego człowieka. Wbrew powszechnemu w tamtych czasach (jeszcze nawet w latach osiemdziesiątych w centralnej Polsce mówiło się o Sudetach - dziki zachód) poglądowi, że na dzikim zachodzie trudno przeżyć, solidarność ludzi lasu była ogromna. Wśród leśnych robotników wielu było inteligentów, wrogów ludowego państwa, ukrywających się alimenciarzy oraz wszelkiego rodzaju buntowników o duszy artysty. Łatwo dzielili się nie tylko butelką wódki ale też tym, co mieli najcenniejszego: butami, rękawicami, kromką chleba. Młody Hłasko wszedł w to środowisko twardych zasad ze swoimi artystycznymi prowokacjami. Jak sobie poradził? Jak przyjęli go nowi współtowarzysze losu? Jaki wpływ na jego późniejszą twórczość miały nie tylko dzikie i przecudnie wyglądające jesienią góry ale i te specyficzne losy ludzkie, jakich doświadczył w czasie tych kilku tygodni? Tego tak na pewno nie wiemy.
Czytając jego opowiadania i śledząc jego losy odnajduję ślady leśnych ludzi, soczyste, pełne dramatycznych, życiowych wyborów, niewyobrażalnych dla nas, mieszkańców miast i wszelkich cyfrowych cywilizacji. Widziałam wiele takich miejsc, takich robotniczych hoteli, takich niezwykłych ludzi z biografią, mogącą dać fabułę dla filmu lub sensacyjnej książki.
Stawiam jeszcze kilka ważnych pytań; jak to jest z tym buntem? Czy winni jesteśmy swemu pokoleniu bunt wobec niesprawiedliwości, wobec pogardy losu ludzkiego, wobec powszechnego podporządkowania naszego życia politycznym wartościom?

Wydania: