Kobiety Marka Hłaski
Pisanie o kobietach, które w jakiś istotniejszy sposób były związane
z Markiem Hłaską to zadanie karkołomne. W naszym jubileuszowym cyklu muszą pojawić się one bardzo powierzchownie, w kompletnym skrócie i wyborze, co samo w sobie jest niewłaściwe. Choćby z tego powodu, że te miłości, związki, małżeństwo były niczym z literatury, romansu czy nawet romantycznych steretypów. Nic tylko napisać na ich podstawie scenariusz porządnego filmu. Może ktoś się zdecyduje. Strona poświęcona Hłasce wymienia i krótko przedstawia siedem kobiet pisarza. Dobrym uzupełnieniem podejmowanej tutaj próby opisu kontaktów pisarza z kobietami są listy do nich. Wtedy ten obraz staje się pełniejszy. Zatrzymam się w tym odcinku tekstów o Hłasce na jednym (a tak naprawdę podwójnym) przykładzie miłości, który dość dobrze charakteryzuje autora “Pierwszego kroku w chmurach” jako przystojnego playboya, lowelasa, kochanka i kogo jeszcze, to sobie dopowiecie. Dotyczy okresu jego pierwszego pobytu w Izraelu. Pobytu związanego z beznadziejnym oczekiwaniem na możliwość powrotu do Polski. Opis znajomości z Amerykanką Luise Schaffer z lat 1959-1960 w książce Barbary Stanisławczyk “Miłosne gry Marka Hłaski” to właśnie przedstawienie uczuciowej mieszanki wybuchowej, jaką zwykle fundował swoim dziewczynom. Łączącej wyznanie: Czyż nie wiesz, że czekałem na ciebie całe moje życie?! z bijatyką o honor, zabieraniem jej na spotkania z polskimi emigrantami po porzucenie dla Soni Ziemann po okresie podwójnego romansowania. A jeszcze po drodze z dramatyczną, choć nieco kiczowatą sceną, gdy prosi Luise o zastrzelenie z rewolweru, który przy sobie nosi. A z którego to zamiaru szybko się wycofuje. I tak właściwie wyglądać mógłby schemat związków Hłaski, kiedy się go upraszcza. I taki funkcjonuje. Dla pewnego pogłębienia tematu dodać do tego schematu należy jeszcze trzy ważne spostrzeżenia autora “Nawróconego w Jaffie” o kobietach. Pierwsze z wypowiedzi pisarza, drugie z opowiadań i ostatnie wzięte z listu do Marii Dąbrowskiej. Za Adolfem Rudnickim Marek Hłasko powtarzał, że łatwość kobiet stała się prawdziwym piekłem mężczyzn. Chyba nadmiernie tę łatwość wykorzystywał, choć tak na nią narzekał. Jego męscy bohaterowie w relacjach z kobietami to często mężczyźni po przejściach, zawodach i rozczarowaniach miłosnych. Albo chcą być tak postrzegani. Jeden z nich daje dobrą radę swojemu słuchaczowi, którego właśnie porzuciła dziewczyna: pierwszej napotkanej kobiecie, która chce cię słuchać, pokaż zdjęcie faceta, z którym odeszła dotychczasowa dziewczyna. Masz początek znajomości. Na następnym spotkaniu powiedz, że nowa znajomość przyniosła ci wreszcie sen. Masz gwarancje ciągu dalszego. Warto spróbować. Trzecie spostrzeżenie bierzemy z listu do Marii Dąbrowskiej.
Z tego okresu właśnie, kiedy Hłasko spotyka się z Luise i kiedy czeka na pozwolenie przyjazdu do Polski. Pisarz wie, że kobiety mogą, czasem wręcz są zobowiązane pomóc. Także w sprawach politycznych, bo w jego przypadku odmawianie zgody na powrót to była decyzja najwyższych władz. W liście do autorki “Nocy i dni” nie użala się nadmiernie, choć skwapliwie wylicza swoje poświęcenia, czyli liczne odmowy na zaproszenia na stypendia. Odwołuje się też do pisarskiej wspólnoty: Ale chcę spróbować jeszcze raz. Pisanie tutaj, w oderwaniu od Polski, wydaje mi się tak śmieszną rzeczą, iż nawet nie próbuję o tym myśleć. Ciężko jest również wkroczyć na jakąkolwiek inną drogę, jeśli we własnym nawet pojęciu nie prowadzi ona do niczego poza katastrofą i rozpaczą. Jeśli może Pani i chce Pani, i jest Pani przekonana o tym, iż warto mi pomóc, to z całego serca proszę o tę pomoc, gdyż ja sam wyczerpałem już wszystkie możliwości i niczego nie potrafię wymyślić, i nie mam już żadnych argumentów. Takie wyznanie charakteryzuje Marka Hłaskę głównie jako pisarza, ale też całkiem dobrze jako partnera wielu kobiet.