Wspomnienia z Syberii - Nadzieja (Polacy na Jeniseju) - cz.2

Autor: 
Podliesockaja Oliesia
storoz02.jpg

Mieliśmy okazję pracować ze spisami zesłańców politycznych (Polaków)
w obwodzie ancifierowskim guberni jenisejskiej, którzy w roku 1866 byli pod nadzorem policji. Wśród nazwisk zesłańców natrafiliśmy na nazwiska: Michał Majewskij, Józef Ostaszewskij, Alfred Wasniewskij, Julian Mazawieckij, Władisław Cziernawskij, Karł Zielinskij, Matwiej Malinowskij. Znajdują się tutaj uwagi zapisane ręką policjantów: skąd pochodzi dana osoba, gdzie wcześniej przebywał na zesłaniu, cechy charakteru, a nawet zachowanie („Prowadził się całkiem dobrze”, „Prowadził się nagannie”). Udało się nam na przykład odczytać za pomocą lupy, zapisane pięknym, choć ledwie czytelnym, kaligraficznym pismem, na pożółkłych pod wpływem czasu listach ,zapis: „Alfred Wasniewskij, z poddanych austriackich, wedle jego zeznań z Galicji, szlachcic, wzrost 2 arszyny, 2- werszka, włosy i brwi ciemnoblond, nos, usta, podbródek – zwyczajne. Za udział w polskiej rebelii, … z Krakowa zesłany na Syberię. Osiedlenie październik 1864 r. w.[ieś] Komarowo, krawiec, oddany za poręczeniem jenisejskiemu … Kobycziewu” (wielokropki oznaczają słowa nieczytelne).
Można wyróżnić okresy zsyłki Polaków na Syberię (Aławierdian Ł.I.):
I okres: od początku XVII w. do ingerencji Piotra I w wewnętrzne sprawy Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1715-1724;
II okres: od Konfederacji Barskiej (1768) do roku 1825 (włączając trzy rozbiory Polski: 1772, 1793, 1795);
III okres: walka narodu polskiego o niepodległość w XIX w. Masowe represje na zajętych ziemiach. Zsyłanie patriotów na Daleki Wschód i Syberię w latach 1861 i 1864. Opór na zesłaniu. Możliwość utworzenia autonomii na Syberii.
IV okres: reformy Stołypina; przymusowe i „dobrowolne” przesiedlenia z zachodnich guberni na Syberię; uciekinierzy z czasów I wojny światowej; zesłani jeńcy wojenni; zesłańcy socjaldemokraci i rewolucjoniści; inne kategorie osób przemieszczonych w latach 1890-1918.
V okres: represje wobec Polaków z przyczyn narodowościowych, a zwłaszcza obywateli RFSRR, ZSRR więzionych w Gułagu i zesłanych (1920-1965).
Nasza praca dotyczy ostatniego z wymienionych okresu zesłań Polaków na Syberię – to okres lat 40. i 50. XX wieku, kiedy to do Krasnojarskiego Kraju sięgnęła kolejna fala osadników specjalnych: Niemców, Łotyszy, Polaków.
Z materiałów znajdujących się w zasobach specjalnych Archiwum Państwowego Kraju Krasnojarskiego wiadomo, że deportowani Polacy przebywali w rejonach (w tym w Jenisejsku). Ich liczebność (według różnych źródeł) wynosiła od 15 do 25 tys. Deportowani mieli status zesłańców, podlegali nad-zorowi miejscowych organów NKWD. W miejscu zamieszkania podlegali ewidencji i byli kierowani do ciężkich robót – do kopalń, kołchozów, przedsiębiorstw leśnych, do spławu drewna.
Bohater naszych badań w okresie powojennym mieszkał i pracował w jenisejskiej piekarni miejskiej wraz z innymi jeńcami wojennymi, odbywając karę zesłania w dalekiej Syberii.
Marian Karłowicz Storoż (ur. 1920) - w jaki sposób ten Polak znalazł się na Syberii, nikt tego nie wie. Dzięki uprzejmości Alieksieja Babija z krasnojarskiego „Memoriału” uzyskaliśmy informację z tamtejszego Archiwum Państwowego: „Storoż Marian Karłowicz (s. Karola) ur. w roku 1920 w mieście Towmacz (Tłumacz), Polska. Do aresztowania mieszkał w Uralsku w obw. swierdłowskim. Skazany 08-01-1944 przez Kolegium Specjalne przy NKWD ZSRR za udział w grupie antyradzieckiej i agitację antyradziecką na 5 lat pozbawienia wolności. Koniec okresu odbywania kary 09-07-1948. Po odbyciu kary pozbawienia wolności w IWDIELŁAG-u MSW ZSRR Obwodu Swierdłowskiego, zesłany na osiedlenie do rejonu jenisejskiego w Kraju Krasnojarskim. [przyp. tłum. J.K.]
Na początku lat 50. chodził on piechotą z rejonu ulic Tamarowa i Perensona do pracy – do miejskiej piekarni.
A inna, utarta trasa prowadziła do NKWD – dla zameldowania się, jako że był zesłańcem politycznym.
Udało się nam znaleźć kilka osób, które go pamiętają, mimo że od tego czasu upłynęło pół wieku. Jakież było ich zdziwienie i (co tu ukrywać!) nasze. Dziwiliśmy się, że opinie o Marianie Karłowiczu graniczą z zachwytem. Jego koleżanka Ludmiła Gieorgijewna Styżnych opowiadała jaki był poważny, spokojny, dokładny, erudyta: - Przyjdzie, przykucnie, uważnie słucha rozmówcy, a potem sam włącza się do rozmowy na każdy temat. Pracy się nie bał. Nie zawierał podejrzanych znajomości. Był bardzo szanowany w zespole. Ludmiła Gieorgijewna pokazała nam wspólną fotografię pracowników piekarni z tych lat, na której Marian Karłowicz jest niestety słabo widoczny: środkowy rząd, ostatni z prawej.
A pracę miał odpowiedzialną. Podlegało mu 25 osób (3 zmiany). Pilnował porządku w pracy, wydawania produktów z magazynu i wypieku chleba. Piekarnia była drewniana, mało wydajna.
W piecach palono drewnem, dopóki nie wprowadzono maszyn do miesienia ciasta, cała praca wykonywana była ręcznie. Mój Boże – ale jak nasze małe, wygłodzone w czasie wojny miasteczko, potrzebował jej produkcji.
A i sami zesłańcy byli nadzwyczaj szczupli z powodu chronicznego niedojadania. Trzeba odnotować, że na pierwszym piętrze jednego z budynków mieszkalnych piekarni mieszkali jeńcy - „własowcy” budujący jenisejskie lotnisko i ulicę Czkałowa. Byli to różni ludzie i ich kontakty z sąsiadami też były różne.
Udało się nam, na podstawie wspomnień Jeleny Stiepanowny Skurichiny
(z d. Miszaniewej), również byłej pracownicy piekarni, sporządzić przybliżony plan starego budynku. Opowiadała ona również, że przy piekarni było gospodarstwo rolne i ogród, w którym produkowano warzywa na zimę. Tę nielekką i odpowiedzialną pracę wykonywała młodzież. W gospodarstwie było 90 sztuk trzody, dwie krowy, a także konie. Pod koniec wojny dyrektorem była Kozulina – na jej polecenie wszystkich robotników (a były wśród nich nastolatki) karmiono rosołem – na mięsie i z warzywami. Tak ratowano ludzi i możliwe, że Marian przeżył, uratował się tylko dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, który sprawił, że pracował w piekarni.
W tym czasie wodę przywożono końmi, w żelaznych beczkach, z Jeniseju. Czerpano ją wiadrem umocowanym na drągu. Czy coś takiego widział u siebie w Polsce? Co myślał, gdy pod przymusem stał się sybirakiem? Pewnie, to że nie zdoła wrócić do Ojczyzny, gdzie jego ojciec był właścicielem elektrowni, gdzie mieszkali bliscy – matka, dwóch braci
i siostra.
Pan Marian nieźle mówił po rosyjsku. I tylko z rzadka, przy całej swojej uprzejmości, złorzeczył: Mat’ radnaja! (matko kochana).
A jego prawdziwa Matka, przez te wszystkie lata, kontynuowała poszukiwania przez Czerwony Krzyż.
Wróćmy jednak do Jenisejska lat 50. XX wieku. Nie wiedziałam, że istnieje takie słowo: „dzieża”. Według słownika Ożegowa: „W zakładach piekarskich: wielkie metalowe naczynie, w którym miesi się ciasto”. Prawda – moja rozmówczyni używała słowa „dzież”, mówiła że miała ona w przybliżeniu rozmiar pokoju. A więc ładowano do niej dwa wory mąki (każdy po 70 kg), wiadro drożdży (przy czym drożdże przygotowywano w piekarni), a potem dodawano wodę i sól. W czasie gdy ciasto rosło, o 3 w nocy budzono nastoletnie dziewczęta. Ich zadaniem było doprowadzenie zakładu „do błysku”, przed rozpoczęciem roboczego dnia. Już wtedy kontrole sanitarne były częste.
Niezamężna Lenoczka Skuruchina była szybka i zwinna, dosłownie „latała po zakładzie - ciasto zważyć, na półki położyć, formy do pieca włożyć, z pieca wyjąć, upieczone wyroby posmarować słodką wodą, położyć na półki, a gdy ostygną do wózka!”.
I zupełnie się nie pomyliła, gdy spostrzegła, ze do jej starszej siostry, Lidii, zaleca się pan Storoż. A wkrótce stało się to jasne dla całej załogi. Lidia – małomówna, poważna, zgrabna – pracowała jako brygadzistka (na fotografii z 1948 roku stoi w górnym rzędzie, po lewej).
O czym zakochani mogli rozmawiać?

Wydania: