Z cyklu: wspomnienia z Syberii - Nadzieja (Polacy na Jeniseju) - cz. 3

Autor: 
Podliesockaja Oliesia, uczennica klasy 7 „B” MOU SOSZ nr 3 w Jenisejsku

Ich miłość umacniała się. Marian wszedł do rodziny Skorochinych. Był tam ceniony – za zgodny charakter, chęć pomocy, zaradność, uprzejme odnoszenie się do innych ludzi, a zwłaszcza do żony. Marzył o dziecku. I akurat wtedy zaczął się w ZSRR okres przemian, mówiło się o możliwości powrotu. Marian Karłowicz był w rozterce – Lidia nosiła pod sercem jego dziecko. Decydujący okazał się list od matki Mariana – zapraszała ich oboje do siebie, do rodzinnego domu. Wszyscy marzyli o spotkaniu. Jechać trzeba było przez Krasnojarsk. Odważna Lidia spakowała się i pożegnała z bliskimi. Jechała daleko -poznać nowych krewnych. Pierwszy syn – Czesław urodził się zdrów już w Polsce, w 1956 roku. Trzeba było słyszeć jak jego ciocia opowiada: „Jak z obrazka!”. Ojciec, człowiek bardzo rodzinny, bardzo syna kochał.
Początkowo rodzina pana Mariana mieszkała u krewnych, potem (jako rodzina represjonowanego / repatrianta) otrzymała trzypokojowe mieszkanie o pow. 105 m kw. w Otmuchowie. Pan Storoż uzupełnił wykształcenie i pracował na stanowisku odpowiadającym naczelnikowi wydziału mieszkaniowego. Lidia pracował jako kontroler jakości
w zakładach cukierniczych. Urodziła się jeszcze córka Alicja. Do wesela swoich dzieci pan Storoż nie dożył.
Przez te lata Lidia dwukrotnie przyjeżdżała do Jenisejska, drugi raz już jako wdowa. Wydawał się wtedy, że jej rozpacz nie ma granic. Pozostała w Polsce, gdzie jak mówiła – była szczęśliwa.
W roku 1976 Jelena Stiepanowna Miszaniewa skorzystała z zaproszenia do Polski. Zobaczyła na własne oczy, że Lidia żyje tu zupełnie inaczej – w otoczeniu krewnych i przyjaciół (znalazła wielu Rosjan). Z Polakami miała dobre kontakty. Syn, Czesław, ukończył Politechnikę, pracował jako inżynier. Ala, mając wykształcenie pedagogiczne, kierowała przedszkolem. W tym czasie żył jeszcze młodszy syn Mariana (Jelena Stiepanowna zapomniała niestety jego imienia), także dobrze sytuowany, odziedziczył dom po rodzicach. Wszyscy razem jeździli wypocząć na granicę z Czechosłowacją, gdzie było bardzo malowniczo.
- Wiecie, co mnie poruszyło? - spytała wzruszona Jelena Stiepanowna podczas naszej długiej rozmowy – Tam, w Polce, przyjęte jest by chodzić wieczorami na cmentarz, palić świece. Wiele osób tak chodzi. Nasza Alka co wieczór nosiła kwiaty i zapalała świecę ojcu.
A potem wszędzie, bardzo długo, widać płonące znicze – znak pamięci o zmarłych. I hen, za nimi daleki, wyjątkowy Jenisejsk, gdzie Matka Boska ratowała Mariana Storoża – tam w drewnianym budynku piekarni. Sądzone mu było wrócić do domu!
Wnioski
1. Jenisejsk jest prowincjonalnym miastem na Syberii, o którym można powiedzieć: „Wszyscy tam byli”. Na zesłaniu byli tam ludzie ze wszystkich zakątków Europy, także Polacy.
2. Surowy klimat i ciężkie warunki życia sprawiały, że ludzie musieli trzymać się razem. Razem poznawali i podbijali Syberię. Mieszkańcy Jenisejska pomagali osiedleńcom specjalnym przeżyć, którzy mimo ciężkich warunków żyli zachowując poczucie godności.
3. Syberia jest wyjątkowa – i z punktu widzenia historii, i pod względem składu narodowościowego, i ze względu na wielokulturowość. Zesłani tu Polacy wnieśli nie tylko określony wkład w rozwój Syberii, jej kultury, ale i wiązali swój los z miejscową ludnością zawierając małżeństwa.

Wydania: