Lewin Kłodzki - rozmowa z wójtem Gminy Jerzym Cierczkiem

Autor: 
Mirosław Awiżeń
lewin.jpg

- Czy Lewin Kłodzki ma realne szanse egzystencji i rozwoju jako nieduża gmina?
- Postawiłeś mi pytanie - „czy Gmina ma istnieć? „A czy zadałbyś to pytanie mieszkańcom Twojej Gminy? Lewin Kłodzki to taka gmina, która na co dzień musi potwierdzać, że ma prawo do istnienia. Ale sprawa samorządności to nie tylko kwestia mniejszej czy większej gminy. Samorządność to taka sama wartość jak praworządność, uczciwość... Z przykrością stwierdzam, że politycy, których znam od lat, którzy zaczynali swoją karierę właśnie na tym stopniu podstawowym, czyli gminnym, samorządowym, dziś przechodzą „bokiem” obok samorządności. Jakby była tylko obciążeniem, jakby trzeba by było ją zlikwidować. Powoli system polityczny, społeczny, gospodarczy Polski wpada w system zupełnie pionowy - decyzje podejmują ci, na górze, a reszta musi się podporządkować. To już przerabialiśmy. Samorządność lokalna może nie jest idealna, ale to najlepsze rozwiązanie dla Polski. I ten zanik samorządności bardzo mnie smuci. Nie wiem, co powoduje takie odejście od samorządności ... być może stan „wyższej konieczności”? Ale to prosta droga do dyktatury.
W mojej skali - mikrosamorządność doceniam, tak jak docenia ją ktoś, kto nigdy jej nie miał. Jako wójt, wybrany przez mieszkańców, jestem tu po to, aby coś porządnego dla nas wszystkich zrobić. Obejmując funkcję wójta w gminie Lewin Kłodzki miałem przygotowany plan rozwoju Gminy. Był taki czas, że nie było wizji rozwoju Gminy. Był też czas wyprzedaży majątku gminnego. Był czas „przejadania” tego majątku. Jednakże są to „winy”, które nie tylko działy się w naszym samorządzie. One dzieją się w całym kraju. To system państwa jest chory. To patologia „władzy”, która wcale nie umiejscawia się w poszczególnych partiach. Patologią są powiązania towarzysko-biznesowo-rodzinne. Przynależność partyjna nijak ma się do tych powiązań. Tu liczy się nie idea, dobro państwa, województwa, powiatu czy gminy ale interes własny. Stąd też zniechęcenie ludzi do polityków, do działaczy samorządowych, stąd „ucieczka” młodych. Bo często jest tak, że nie każdy winny jest ukarany, a dobrze pracujący odpowiednio nagrodzony. Tak być nie może.
Niekiedy jestem bezradny, gdy stykam się z taką maszyną układów. Naprawdę mam obawy czy ruszyć z budową nowej kanalizacji... poprzednia inwestycja była sprawdzana 2 razy, kontrolowana... wszystko było w porządku ale później jeden urzędnik zakwestionował wykonanie inwestycji już „po” - bo „jakiś znaczek był nie tak”. Co znaczy taka arbitralna decyzja?... Najczęściej to „obcięcie”10 % wartości całej inwestycji (niekiedy to i milion zł). To taka kara bez możliwości odwołania. Nie wiem dlaczego ... rozumiem, że np. Urząd Marszałkowski przeholował w wydawaniu pieniędzy - może o te 10%... ale zamiast uczciwie to powiedzieć, przeprosić, to „szuka i znajduje dziurę w całym”. Czyż oni muszą być nieomylni? Przecież takie działanie podważa nie tylko ich wiarygodność, ale i naszą. Jak racjonalnie wytłumaczyć mieszkańcom, że trzeba jakąś część pieniędzy oddać? Od razu rodzą się podejrzenia, że np. wójt „coś kręci”. Trudno mi przyjąć do wiadomości takie stwierdzenie: „Niech pan, panie Wójcie i tak się cieszy, bo mógłby pan nie dostać nic”. Jakoś jednak nie potrafię się cieszyć, a pracować trzeba.

- ... no właśnie...
- Na dzisiaj: likwidujemy Zakład Gospodarki Komunalnej - w skali tak małej wystarczy Referat Komunalny w Urzędzie Gminy. Muszę dokonać przeglądu wszystkich umów z dostawcami, dokonać nowego przetargu na dostarczenie energii elektrycznej do oświetlenia zewnętrznego. Trzeba dokonać też przeglądu wszystkich umów i dzierżaw, uaktualnić stawki użytkowania wieczystego. Nie były one aktualizowane od 1993 roku!
Sporo się już rzeczy naprostowało. Dobrze, że jest rzetelna współpraca z Radą Gminy. Jest zachowana prawidłowa relacja - ja, jako wójt i radni ustalamy wspólnie na co nas stać i co możemy zrobić. Bo na wszystko to nas nigdy stać nie będzie. I musi urodzić się kompromis. Przedstawiam różne wersje rozwiązania danego problemu. Radni dyskutują, zgłaszają swoje uwagi - biorę je pod uwagę, wyjaśniam, tłumaczę. Zawsze jest jakiś wybór - musimy decydować, o ile ma być droga wyremontowana, to z czego zrezygnujemy. Z gimnazjum?
Wyliczę ile zaoszczędzimy na likwidacji gimnazjum - czy wystarczy na drogę? Ale i ja i żaden z radnych nie chce likwidacji gimnazjum, choć coraz trudniej je utrzymać, choćby z powodu wciąż malejącej liczby uczniów. To są trudne rozstrzygnięcia. Radni na równi ze mną odpowiadają za Gminę. Nie może być złej współpracy między wójtem a radą, o ile chcemy wspólnego dobra dla gminy. Ja wiem, że radni oczekiwali, iż będę szukał winnych zapaści gminy. Ale ja nie szukam. Idę naprzód, bo jest ciągłość władzy, ale jak natrafię na ewidentne przykłady niegospodarności, to zgłoszę je odpowiednim służbom. Zawsze są jakieś koszty demokracji.

- Co z zespołem zbiorników wodnych w Lasku Miejskim?
- Staram się wrócić do tego zespołu w tym sensie, że trzeba znów uporządkować ten teren (zdewastowany, zakrzaczony, zapomniany), a przecież Gmina jest zobowiązana do utrzymania w dobrym stanie tego majątku. Poprzednicy doprowadzili do zrujnowania tego obiektu. Nie odnowili też pozwolenia wodno-prawnego na użytkowanie zbiorników. Wygasło ono w 2006 roku. Po tym czasie użytkowanie tego zespołu było bezprawne. Kiedy w 1996 roku oddawano zespół zbiorników do użytku, była pełna dokumentacja a i fizycznie wszystkie urządzenia obiektu były sprawne. Na dzień dzisiejszy przywróciliśmy aktualizację pozwolenia wodno-prawnego (na 30 lat), a i obiekt już nie jest zaniedbany.

- Jaki potencjał gospodarczy dla Gminy niesie posiadanie takiego zespołu wodnego?
- Problem jest w tym, że b. wójt B. Kędzierewicz sprzedał cały teren przy zbiorniku aż do linii wodnej. W akcie notarialnym nie zobowiązał nabywcy do żadnych działań wspólnych z Gminą. Nam została tylko skarpa po drugiej stronie i lustro wody. Dziś „muszę karmić kurę”, a nowi właściciele „zbierają jaja”. Nie mam nic przeciwko nowym właścicielom. Sporo tam zainwestowali, widać, że się starają, ale uważam, że mają też obowiązki względem Gminy. Nie może być tak, że gmina będzie utrzymywać zbiornik, a korzystać z niego będą właściciele gruntów położonych wokół zbiornika. Trzeba ustalić zasady współpracy, które nigdy nie zostały uregulowane. To ciężka sprawa po tylu „przespanych” latach. Tego typu spraw do rozwiązania mam wiele. Mam na to jeszcze jeden rok tej kadencji i postaram się go wykorzystać jak najlepiej, aby poskładać w tej gminie co tylko jest możliwe.

- Więc, co jeszcze uda się zrobić?
- Mamy przygotowane 4. przedsięwzięcia, trzy z nich dotyczą gospodarki wodno-ściekowej: budowa kolektora Dańczów, budowa kolektora Jerzykowice Wielkie i i budowa 50 oczyszczalni indywidualnych. A czwarte zadanie to budowa oświetlenia solarnego we wsiach gminy Lewin Kłodzki. Powiem więcej - na te zadania mamy środki finansowe, a przetargi i prace ruszą w II połowie tego roku.

- Czyli gmina Lewin Kłodzki ma prawo istnieć, funkcjonować i się rozwijać...
- ... zresztą do dzisiaj jest ona wysoko notowana w różnych rankingach „Wspólnoty” (dop. red. najważniejsze pismo samorządowców), choć co prawda nie zajmujemy już miejsc w pierwszej trójce, jak to w l. 90. ub. wieku bywało.

- Wójcie, kiedy przeprowadzka z tego prowizorycznego (od początku istnienia gminy) miejsca do tej przepięknej kamienicy w Rynku?
- Chciałoby się, ale kamienica jest w rękach prywatnych, a właścicielka nie odpowiada na żadne nasze pisma.
A chciałoby się spotkać, wyjaśnić sprawę, rozwiązać problemy... załatwić tę sprawę jak należy. A tak? Kamieniczka idzie w ruinę a my tu, kątem siedzimy.

- Życzę rozwoju gminie Lewin Kłodzki, a siedziby Rady Gminy i Urzędu Gminy na Rynku lewińskim.

Wydania: