Książka o Annie Zelenay - krótka zapowiedź

Autor: 
Mietek Kowalcze

Indywidualna, głęboka fascynacja twórczością wybranego autora zawsze porusza, budzi szczere zainteresowanie, wręcz podziw. Z prostego powodu. Bo przecież taka osoba zna utwory ulubionego twórcy jak nikt (w tym wiele na pamięć), cytuje je, odwołuje się do filozofii i sposobu rozumienia świata przez ulubienicę czy ulubieńca, zna sporo szczegółów biograficznych, anegdot itd. To powszechnie wiadomo. Czy fascynacja dobrze służy pisaniu o ulubionej autorce? Po przeczytaniu książki Doroty Węgrzyn o Annie Zelenay przychylam się do przekonania, że tak, że to dobrze służy (i wróży) ewentualnej lekturze. My, czytelnicy, natychmiast to zaangażowanie odczuwamy, wyczytujemy emocjonalną szczerość biografa, zaczynamy podzielać ciepłe uczucia wobec przedstawianej w książce kłodzkiej poetki. Tak się stało ze mną. I tyle w tej chwili, przed wydaniem jesienią książki, mogę napisać i zdradzić. Troszkę prowokuję, żeby otworzyć czytelniczą ciekawość, wzbudzić niecierpliwość oczekiwania na własny egzemplarz, a nie ułożyć gotową recenzję, która stanie się narzędziem interpretowania za lub przeciw, zanim jeszcze samemu nie pozna się całości opracowania. Dodam jeszcze tylko, że bogata szata graficzna umiejętnie uzupełnia tekst.
Mijają kolejne lata, w których wspominany (jedynie) „złoty okres” kłodzkiej poezji oraz kłodzkich poetek i poetów. Obrasta ten czas w legendy, mity, własne prawdy. To naturalne tak samo, jak konieczność ich spokojnej „weryfikacji” na podstawie dostępnych materiałów, rozmów ze świadkami, a także interpretacji z dzisiejszego punktu widzenia. Takie założenia, warunki, a myślę, że i oczekiwania spełnia książka Doroty Węgrzyn Jak najdyskretniej oswoić śmierć. Na koniec jeszcze tylko pytanie-życzenie czytelnika-uczestnika tzw. życia kulturalnego w mieście: czy książka Doroty Węgrzyn może stać się początkiem nowej Wiosny, a może nawet budowaniem kolejnych twórczych biografii? Oby tak się stało.

Wydania: