Październikowe refleksje

Autor: 
Jan Pokrywka

Prawo Lityńskiego
Za czasów pierwszej komuny, wzorem kabareciarzy, różne komunistyczne koncepcje sprowadzano do absurdu. Jan Lityński, ówczesny prominentny opozycjonista przestrzegał, by nie mówić tego głośno, bo „jak oni to usłyszą, to zaraz tak zrobią”. I tak zostało do dziś.
Nie wiadomo czy dla żartu, czy z jakiegoś innego pojawił się pomysł płatnych dróg. Nie autostrad, które są płatne i to w horrendalnej wysokości w porównaniu z innymi krajami, ale zwykłych dróg. Argument jest taki, że auta naciskają na drogi przez co te ulegają powolnej lecz stopniowej degradacji. To oczywiście prawda, ale też prawdą jest, że to dla samochodów drogi zbudowano, a ich amortyzacja jest normalną koleją rzeczy. Zużywa się wszystko, więc i to.
Najbardziej złudny jest podtekst tego pomysłu: drogi buduje państwo, więc użytkownicy powinni płacić za ich użytkowanie tak, jakby tego nie robili. Rzecz w tym, że robią. Po pierwsze płacąc podatki ogólne, które wpływają do budżetu i stamtąd powinny iść na sprawy wspólne wszystkim: wojsko, policję, niewielką administrację i drogi właśnie. Po drugie, podatek drogowy przecież już istnieje i jest zawarty w cenie paliw. Krótka, jak widać, jest pamięć ludzka.
Jeżeli państwu zaczyna brakować pieniędzy nawet najbardziej absurdalne pomysły mogą stać się rzeczywistością. Bo czyż chodząc po chodnikach lub po parkowych alejach nie naciskamy na ich powierzchnię? Jasne, że naciskamy, podobnie jak naciskają koła rowerów, wózków dziecięcych, inwalidzkich, nie wspominając o biegaczach. Tu też jest pole do popisu dla państwa. Ściągać pieniądze za chodzenie. A jeśli ludzie nie będą chodzić?
A, to wtedy wprowadzić abonament od posiadania butów. Absurdalne? Ależ skądże. Taki podatek już przecież istnieje. Zwie się abonamentem radiowo-telewizyjnym, płaconym nie za oglądanie państwowej telewizji, a za posiadania odbiorników radiowo-telewizyjnych.

Złodziejstwo i biurokracja
W przeciwieństwie do innych, ciągle jesteśmy narodem zakompleksionym. Tzw. upadek komunizmu, otwarcie granic i związana z tym wolność przemieszczania nie zlikwidowała starych kompleksów niższości wobec Zachodu, a jedynie je przepoczwarzyła. Za sprawą rządu i sprzyjających mu mediów nadal patrzymy na Zachód z uniżeniem i poczuciem niższości. A przecież i tam jest podobnie jak u nas, z tym, że oni spadają z wyższej wysokości, stąd ich lot potrwa dłużej zanim osiągnie dno.
Weźmy na tapetę uczciwość. Okazuje się, że wszędzie tam, gdzie pieniądze nie mają konkretnego właściciela są rozkradane lub marnowane. 18 września w komitecie Praw Obywatelskich Parlamentu Europejskiego obradowano nad nadużyciami oszustwami i kradzieżami z funduszy strukturalnych Unii Europejskiej. Statystyki pokazuję, że straty z tychże powodów wynoszą co najmniej pół miliarda euro rocznie, choć inne szacunki mówią o miliardach. Na poziomie krajowym brak jest skutecznych narzędzi pozwalających określić skalę przestępstw polegających na wyłudzaniu i wyprowadzaniu funduszy z europejskiej kasy.
Nie ma w tym nic odkrywczego, fakty takie są znane i zdarzają się ciągle, mimo coraz większej liczbie spraw sądowych. 2 lata temu Trybunał Obrachunkowy U E po prostu poinformował o stracie pięciu miliardów euro w wyniku niezgodnego z przeznaczeniem wydawania funduszy strukturalnych.
Kradzieże bywają różne, finezyjne i prymitywne. Np. w Lombardii, której przydzielono środki na urządzenie laboratorium badania roślin, laboratoria istniały tylko na papierze, a w miejscu, w którym miało powstać, zbudowano elitarny kompleks mieszkaniowy. Z kolei filia energetycznego koncernu RWE dostawała rocznie po pół miliona euro na rekultywacje i rolnicze wykorzystywanie terenów pogórniczych w Nadrenii Północnej-Westfalii, czego nigdy nie zrobiono.
W rankingu prowadzi Rumunia, a za nią są Niemcy i Włochy, co daje wiele do myślenia.
Najrozsądniej wypowiedział się Aleksander Chramczychin z rosyjskiego Instytutu Analiz Politycznych i Wojskowych: „Każda biurokracja jest skłonna do złodziejstwa, zwłaszcza jeśli nie jest wybieralna, a przez to i nie kontrolowana. A unijna biurokracja jest właśnie niewybieralna. Praktycznie niczego się nie kontroluje. Zadanie jest tam bowiem inne: trzeba po prostu jak najszybciej utworzyć z państw narodowych jednolite mega-państwo: stany zjednoczone Europy.”

Węgry przed wyborami
Sytuacja gospodarcza Węgier poprawiła się nie dzięki programom antykryzysowym Komisji Europejskiej EBC czy MFW, lecz wbrew nim. Ściślej: dzięki antykryzysowym posunięciom węgierskiego rządu, który przestał przejmować się Unią zapowiadając dalsze kroki na drodze zachowania niezależności swej polityki finasowo-kredytowej.
Nic dziwnego więc, że podczas niedawnego kongresu wyborczego Fideszu, przywództwo Orbana zostało potwierdzone. W przemówieniu Orban przypomniał, że gdy w 2010 roku przejmował władzę, kraj pogrążony był
w kryzysie. Teraz „Węgry są silniejsze niż były, mają lepsze wyniki. Uwolniliśmy kraj z pułapki procedury nadmiernego deficytu, w której tkwił od dziewięciu lat, oraz z kleszczy Międzynarodowego Funduszu Walutowego (…) Zdusiliśmy inflację do najniższego historycznego punktu. Zwiększyliśmy wartość płac, przechodząc do okresu ich wzrostu. Obroniliśmy setki tysięcy miejsc pracy. Po raz pierwszy od dziesięcioleci znacząco, bo o 10 proc. zmniejszyliśmy koszty usług komunalnych [energii, prądu, gazu, ogrzewania] dla węgierskich rodzin. Planujemy, by od 1 listopada ograniczyć te koszty o dalsze 11,1 proc (...) Naszym celem jest, by na Węgrzech z pracy nie tylko dało się przeżyć, ale też by można było rozwijać się. Naszym celem jest, by w kieszeniach węgierskich rodzin zostawało więcej pieniędzy.” W związku z tym krytykować Węgry będą „ci wszyscy bankierzy używający głośnych, choć pustych słów, międzynarodowe firmy, obsługujący ich brukselscy biurokraci oraz ich krajowi giermkowie, że oni wszyscy wystąpią przeciwko nam. Tu idzie o olbrzymie pieniądze, setki, tysiące miliardów, potężne inwestycje i zyski.” Ale „ci wszyscy bankierzy używający głośnych, choć pustych słów, międzynarodowe firmy, obsługujący ich brukselscy biurokraci oraz ich krajowi giermkowie, że oni wszyscy wystąpią przeciwko nam. Tu idzie o olbrzymie pieniądze, setki, tysiące miliardów, potężne inwestycje i zyski.” Orban zwrócił uwagę, że przeciwko niemu występują razem socjaliści, postkomuniści oraz wielkie korporacje ponadnarodowe. Dlatego teraz, pół roku przed wyborami „prominenci opozycji składają bankom i korporacjom oferty sojuszu przeciw obywatelom Węgier”.
A o komunistach powiedział: „Oni zamienili kufajki na garnitury, ale ich zawartość pozostała ta sama. To ci, którzy są gotowi, by znów poddać Węgry gospodarczej kolonizacji.”
A więc to Węgry dały nam przykład jak w stosunkach z Unią postępować mamy.

Szczęście sprzyja zdrowiu
Program długowieczności składa się z 3 części (pisząc: długowieczność mam na myśli liczbę lat daleko przekraczających setkę i to kilkakrotnie):
A/ zahamowanie obecnego rozwoju chorobowego poprzez wpływ na neutralizację wolnych rodników, stosując m. in. wodę zredukowaną; B/ wydłużenie życia komórek, czyli tzw. telenetu w ich ostatnim stadium, oraz C/ leczenie hormonem szczęścia.
Zacznę od pytania, po co ludzie uprawiają sport (amatorsko, bo zawodowstwo to już inna sprawa), oglądają filmy, czytają książki, medytują, modlą się, czy piją alkohol? Głównie dlatego, żeby poczuć się lepiej. A co powoduje lepsze samopoczucie? Hormony szczęścia – endorfiny, wytwarzane przez mózg.
Od pewnego czasu na rynku znajduje się specyfik naltraxon, w Polsce pod handlową nazwą Adepend. W wysokiej dawce, 50 mg przepisywany jest alkoholikom. Jego działanie jest następujące: blokuje receptory endorfinowe w mózgu wskutek czego pijący nie odczuwa przyjemności.
Okazało się jednak, że lek ma także inne działanie. Stosowany w dużo mniejszych dawkach powoduje korzystne zmiany w leczeniu szeregu chorób jak nowotwory w mózgu, parkinsonizm i in. Mechanizm działania jest następujący. Lek „oszukuje” mózg, który „myśli”, że nie produkuje endorfin, więc produkuje je nawet kilkakrotnie więcej niż zwykle. A ponieważ endorfiny stymulują układ odpornościowy, w wielu przypadkach dochodzi do samo-uzdrowień. Dodatkowo pacjenci mają głęboki sen i lepsze samopoczucie na drugi dzień.
Być może jest to odkrycie przełomowe, porównywalne do wynalezienia penicyliny czy hormonów sterydowych. Ale jak to bywa, na przeszkodzie stoją pieniądze, a ściślej – ich brak na niezbędne badania i to nie tylko w tej sprawie. Ale o tym kiedy indziej.

Wydania: